Znaleziono pożegnalne listy ofiar nazistów, wśród autorów Polacy. Niemcy szukają ich rodzin

Znaleziono pożegnalne listy ofiar nazistów, wśród autorów Polacy. Niemcy szukają ich rodzin

Listy na pożółkłym papierze, zdjęcie ilustracyjne
Listy na pożółkłym papierze, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Shutterstock
Niepozorne teczki w bawarskim archiwum kryły dramatyczne świadectwa. Ponad 50 listów napisanych tuż przed egzekucją, w tym także po polsku, nie zostało nigdy przekazanych bliskim ofiar. Dopiero teraz, po niemal 80 latach, ujrzały światło dzienne. Rozpoczęto poszukiwanie rodzin zamordowanych więźniów.

Archiwum Państwowe Bawarii wraz z Arolsen Archives rozpoczęły poszukiwania krewnych osób zamordowanych w więzieniu Stadelheim w czasie II wojny światowej. Do rodzin mają trafić odnalezione listy pożegnalne więźniów, które przez dziesięciolecia pozostawały ukryte w archiwach.

– Uczą one o odwadze, godności, tożsamości człowieka, o niepoddawaniu się – podkreśla w rozmowie z Polską Agencją Prasową dyrektor Arolsen Archives, Floriane Azoulay.

318 Polaków straciło życie w niemieckim ośrodku egzekucyjnym

Stadelheim, jedno z największych więzień w Niemczech, od 1934 roku pełniło rolę „centralnego ośrodka egzekucyjnego” III Rzeszy. Do 1945 roku zginęło tam 1188 osób, w tym obywatele Niemiec, ale także Francuzi, Czesi i Polacy. Według źródeł, w latach 1940–1945 w murach więzienia stracono 318 Polaków.

Osadzeni mieli prawo do pożegnalnych listów, jednak nie wszystkie trafiły do adresatów. Na początku 2025 roku dziennikarz pracujący w Archiwum Państwowym Bawarii odkrył ponad 50 takich dokumentów, z czego około 10 napisano w języku polskim.

Azoulay wyjaśnia, że korespondencja była kontrolowana i cenzurowana przez administrację więzienia. Prawdopodobnie uznano niektóre listy za „niewygodne”. Przykładem jest wiadomość René Blondela i Victora Douilleta, 24-letnich Francuzów, którzy zamiast pisać do bliskich, zwrócili się do dyrektora więzienia. „Możesz przekazać ten list Hitlerowi i powiedzieć mu: Wszyscy Francuzi mają cię gdzieś. Niech żyje nasza ojczyzna, Francja!” – napisali.

Listy trafią do rodzin. Będą też dostępne online

Współczesne badania przypominają o tragicznych i absurdalnych wyrokach. Autorzy wielu listów byli skazywani za rzekome drobne przewinienia – jak kradzież królików, do której pchnął głód, czy krytyczne uwagi wobec armii. Przykładem jest historia 81-letniej Marii Ehrlich, straconej za krytykowanie Wehrmachtu.

Jednym z polskich więźniów był 19-letni Jan Stępniak z Tomaszowa Mazowieckiego, który pracował u niemieckiej gospodyni. Kobieta doniosła na niego, zarzucając groźby – choć, jak wskazują archiwa, był to fałsz. Stępniak został zgładzony 2 listopada 1942 r.

Odnalezione listy mają trafić do rodzin, a ich treść także do szerszej opinii publicznej. Arolsen Archives planuje ich digitalizację i publikację online. – Tak naprawdę chodzi w tym o sprawiedliwość. Dziś chodzi o upór, o demokrację – czym ona jest i dlaczego tak ważne jest to, żebyśmy wszyscy o nią walczyli – mówi Azoulay.

Czytaj też:
Braun zanegował Holokaust. Historyk nie przebierał w słowach
Czytaj też:
Szokujące tablice w Jedwabnem. Jad Waszem oskarża o fałszowanie historii

Opracowała:
Źródło: PAP