Naukowcy od lat próbują zrozumieć, dlaczego lód na Antarktydzie topnieje coraz szybciej. Jednym z głównych winowajców są ciepłe, głębokie wody oceaniczne, które potrafią wedrzeć się pod lodowe półki i osłabiać je od spodu. Wiadomo, że działo się to i dziś, i tysiące lat temu, ale wciąż nie było jasne, co dokładnie uruchamia ten proces.
Antarktyda topnieje. Naukowcy ostrzegają
Badacze przyjrzeli się więc osadom z dna morskiego w Zatoce Lutzow–Holm we wschodniej Antarktydzie. Dzięki analizie specjalnych izotopów berylu oraz innym wskaźnikom, mogli odczytać historię zmian lodu sprzed tysięcy lat. Porównali te dane z zapisami zachowanymi w skałach głębiej na lądzie.
Jak się okazuje, około 9 tysięcy lat temu w regionie doszło do dużego załamania lodowej półki i jednoczesnego szybkiego „chudnięcia” lądolodu w głębi kontynentu. W tym samym czasie na szelf zaczęły napływać większe ilości ciepłych wód, a poziom morza rósł. Wszystko wskazuje na to, że te zjawiska były ze sobą mocno powiązane.
Aby sprawdzić, skąd wzięło się to dodatkowe ciepło w oceanie, naukowcy użyli zaawansowanych modeli klimatycznych. Na tej podstawie doszli do wniosku, że dużą rolę mogła odegrać świeża woda z topniejącego lodu w innych częściach Antarktydy. Gdy większa jej ilość trafiła do oceanu, zmieniała strukturę wód i ułatwiała przedostawanie się ciepłych mas wody w stronę dna zatoki.
Naukowcy zbadali topnienie lodu. Teraz ostrzegają
W efekcie powstawała samonapędzająca się spirala: topnienie lodu w jednym miejscu sprzyjało jeszcze większemu napływowi ciepłej wody gdzie indziej, co z kolei prowadziło do kolejnych zniszczeń lodowych półek i szybszego cofania lądolodu.
Naukowcy nie mają wątpliwości, że dokładnie ten sam mechanizm może być kluczowy również dziś. Jeśli ocieplenie uruchomi podobną spiralę wydarzeń, Antarktyda może tracić lód szybciej, niż nam się wydaje. To pokazuje, że zmiany w jednym fragmencie kontynentu mogą wpływać na całą resztę — a oceany i lądolód są ze sobą dużo bardziej połączone, niż na pierwszy rzut oka się wydaje.
Badacze zaznaczają, że topnienie lodu na Antarktydzie jest bardzo niebezpieczne, ponieważ kontynent ten zawiera około 60 proc. całej słodkiej wody na Ziemi. Jeśli znaczna część lodu stopnieje, poziom oceanów może wzrosnąć o kilka metrów, zagrażając milionom ludzi mieszkających w nadbrzeżnych miastach. Nawet niewielki wzrost morza powoduje powodzie, erozję wybrzeży i zasolenie gruntów.
Czytaj też:
Złoty pociąg na Dolnym Śląsku. Sensacyjne odkrycie!Czytaj też:
Te zachowania psów znaczą więcej, niż myślimy. Przełomowe badanie
