Polscy tenisiści w 1/8 finału Australian Open

Polscy tenisiści w 1/8 finału Australian Open

Dodano:   /  Zmieniono: 
Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski osiągnęli trzecią rundę turnieju wielkoszlemowego Australian Open (z pulą nagród 16,34 mln dol.). Polscy tenisiści awansowali po wygranej 6:4, 3:6, 6:3 z Australijczykiem Stephenem Hussem i Brytyjczykiem Rossem Hutchinsem.

"Przed meczem spora grupa polskich kibiców, zgromadzona na trybunach odśpiewała nasz hymn. Po takim wstępie, jak mogliśmy nie wygrać? Przez cały mecz dopingowała nas polska ekipa, zaopatrzona we flagi, z napisami +Polska-Melbourne+ i +biało-czerwona+, a wielu było ubranych w białe lub czerwone koszulki piłkarskiej reprezentacji Polski" - napisał Fyrstenberg po meczu na blogu internetowym polskiego debla.

"Przy naszej piłce meczowej było słychać głośne +jeszcze jeden, jeszcze jeden!+, a po ostatniej piłce meczu zaśpiewali na całe gardła: +Wszyscy Polacy to jedna rodzina, starszy czy młodszy, chłopak czy dziewczyna+. Po meczu wyściskaliśmy się, były wspólne zdjęcia i dużo ciepłych słów" - dodał.

Spotkanie trwało godzinę i 43 minuty, a Polacy odnotowali w nim cztery podwójne błędy serwisowe i osiem niewymuszonych błędów, podczas gdy rywale odpowiednio pięć i dziesięć.

W meczu o awans do 1/4 finału Fyrstenberg i Matkowski, rozstawieni na twardych kortach w Melbourne Park z numerem szóstym, zmierzą się z Rumunami Andrei Pavlem i Horią Tecau.

"W pierwszym tygodniu panuje tu straszny ścisk i nie można spokojnie nigdzie usiąść, bo wszędzie jest pełno zawodników. Ale jeżeli grasz w drugim tygodniu Wielkiego Szlema, to wtedy jest już pusto i widać, że tylko najlepsi zostali. W tym roku mam szafkę koło Novaka Djokovica i Daniela Nestora, ale zauważyłem, że najlepsi zawodnicy, jak Rafael Nadal czy Roger Federer, są przesądni, bo biorą te same szafki co roku i mają już na nich wypisane nazwiska. Ja tam nie jestem przywiązany do tych samych miejsc" - napisał Matkowski.

Na początku Australian Open na stronie ATP Tour ukazał się artykuł na temat Fyrstenberga i Matkowskiego, w którym zostali określeni jako "niebezpieczna kombinacja ognia i lodu" oraz "najbardziej nieobliczalny team w ATP World Tour". Wróży im się udaną batalię o miejsce w gronie pięciu najlepszych debli świata w 2009 roku. Marcin określany jest jako "strongman", a Mariusz jako "ice man", co trafnie określa różnice charakterów.

"Może nie wygląda, ale jest myślicielem, dobrze orientuje się w mechanizmach ekonomicznych i politycznych. Do tego jest silną osobowością na korcie i poza nim. Miewa wzloty, upadki i zawsze okazuje emocje, szczególnie w walce o punkty czy w konfrontacjach z rywalami i sędziami, ale zaraz po tym potrafi się skupić na grze" - uważa Fyrstenberg.

"Mariusz jest jak moja żona - i to jest komplement. Tak, jak powiedział, kiedy ostro walczę na korcie, on zachowuje spokój i potrafi mnie ostudzić kiedy trzeba, bo czasem w walce zdarza mi się zapomnieć o najważniejszym celu" - ocenia z przymrużeniem oka Matkowski, który jest kawalerem, w przeciwieństwie do swojego partnera.

Od blisko pięciu lat jeżdżą razem na turnieje i często przyznają, że zdarzają się momenty, kiedy mają siebie dość i muszą od siebie odpocząć. Wtedy robią przerwę w startach i Marcin wraca do Szczecina, a Mariusz trenuje w Warszawie. W 2005 roku na trzy miesiące się rozstali i próbowali sił z różnymi partnerami, ale okazało się, że najlepsze wyniki uzyskują razem.

W 2006 roku osiągnęli swój najlepszy wynik w Wielkim Szlemie, dochodząc do półfinału Australian Open, a na jesieni zakwalifikowali się do prestiżowego Masters Cup. Debiutując w gronie ośmiu najlepszych debli i ponieśli trzy porażki w grupie.

W kolejnym sezonie wiodło im się gorzej, ale w 2008 roku ponownie wystąpili w Szanghaju i tym razem, po dwóch wygranych meczach wyszli z grupy i doszli do półfinału. Wcześniej pokonali wszystkie duety z czołówki rankingu ATP, w tym dwukrotnie Kanadyjczyka Daniela Nestora i Serba Nenada Zmonjica, parę numer 1 na świecie na koniec sezonu.

Jednak najbardziej cenią sobie pierwsze zwycięstwo nad amerykańskimi bliźniakami Bobem i Mike'm Bryanami, których ograli w ćwierćfinale turnieju w Madrycie, gdzie odnieśli pierwsze zwycięstwo w imprezie rangi Masters Series.

Fyrstenberg i Matkowski poznali się na początku lat 90., gdy uczestniczyli w testach wydolnościowych w ośrodku tenisowym w Poznaniu, ale ich pierwsze spotkanie nie należało do zbyt miłych.

"Ćwiczyliśmy w małych grupach z krótkimi przerwami na odpoczynek. Podczas jednej z nich siadłem na jedynym wolnym miejscu, które Marcin zwolnił. Wrócił jednak po chwili i powiedział: spadaj stąd, to moje miejsce. On był potężnym chłopakiem, więc nic nie odpowiedziałem" - wspomina Mariusz.

"Nie pamiętam tego zdarzenia, chociaż Mariusz wspominał mi o tym już kilka lat temu. Mogę przypuszczać, że w jakiejś części jest to prawda. Ale na pewno nie użyłem wtedy takich słów" - tłumaczy się Marcin.

"Większość z tego to prawda, ale mimo to jako juniorzy się zaprzyjaźniliśmy i sporo trenowaliśmy razem, a także spędzaliśmy razem sporo czasu podczas turniejów" - dodaje Fyrstenberg.

pap, keb

 0

Czytaj także