Z danych TALIS 2024 wynika, że zdecydowana większość nauczycieli stawia na rozwój zawodowy, stale się kształcąc i podnosząc swoje kompetencje. 97 proc. polskich nauczycieli klas 5-8 zadeklarowało, że w ciągu ostatniego roku brało udział w kursach i szkoleniach, a 96 proc. mówiło o samokształceniu. Co ciekawe, 84 proc. nauczycieli brało udział w szkoleniach dotyczących pracy z uczniem ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, 75 proc. w szkoleniach z indywidualizacji nauczania, a 71 proc. w doskonaleniu dotyczącym współpracy z rodzicami.
MEN ma poważny problem? Nauczyciele są przeciążeni
Nauczycielka z Warszawy mówi, że pedagodzy szkolą się z dwóch powodów. – Pierwszy to wewnętrzna potrzeba związana z tym, że napotykamy w pracy pewne trudności, wobec których jesteśmy bezradni. Wierzymy w edukację, więc wierzymy, że szkolenie odmieni nasz los, poprawi komfort zawodowy – przekazuje w rozmowie z portalem Strefa Edukacji.
– Ale szkolimy się także dlatego, że tego się od nauczycieli oczekuje, nierzadko tracąc czas na zajęciach kompletnie niekonstruktywnych lub nieadekwatnych. Sama w wielu takich szkoleniach uczestniczyłam, w których to my mieliśmy ochotę przeszkolić prowadzącego. Ale formalnie – zaliczone – dodaje.
Jak zauważa Strefa Edukacji, doskonalenie zawodowe odbywa się w warunkach przeciążenia, bo z jednej strony nauczyciel ma się szkolić, ale jednocześnie wykonywać wszystkie swoje obowiązki: prowadzić lekcje, przygotowywać materiały, sprawdzać prace, dokumentować swoje działania, utrzymywać kontakt z rodzicami, a także uczestniczyć w radach, zebraniach i angażować się w różnego rodzaju inicjatywy, a także na bieżąco reagować, gdy wśród uczniów pojawiają się kryzysy.
Nauczyciele w „pułapce” rozwoju. „W tym jest pewna pułapka”
Obciążający jest również tzw. „brak punktu dojścia”, czyli możliwość rozwoju bez górnej granicy, bo wciąż wskazuje się obszary do uzupełnienia, aby odpowiadać na nowe potrzeby uczniów, rodziców i systemu. – Jesteśmy profesjonalistami od wszystkiego. Od uczenia, wychowywania, piaru itd. Skończyłam studia matematyczne ze specjalnością nauczycielską. I nie muszę się doskonalić w matematyce, prawdę mówiąc matematyka to ostatnia rzecz, którą się interesuję – mówi rozmówczyni Strefy Edukacji.
– W tym jest pewna pułapka na etapie wyboru zawodu. Coraz bliższe jest mi myślenie, że powinniśmy kończyć studia nauczycielskie ze specjalnością przedmiotową, może wówczas mniej byłoby nieporozumień. I tego wrażenia, że niektórzy są nauczycielami z przypadku. Ja się tak czasem czuję. Moje przedmiotowe kompetencje są tu najmniej istotne, to wywołuje poczucie wstydu – podsumowuje wątek.
Czytaj też:
Nowa-stara plaga w polskich szkołach. Iskrzy wśród rodziców i nauczycieli. „Chory system”Czytaj też:
Nowy pomysł MEN wywołał burzę. Wśród nauczycieli wrze. „Kto na to wpadł?”
