Nowy pomysł MEN wywołał burzę. Wśród nauczycieli wrze. „Kto na to wpadł?”

Nowy pomysł MEN wywołał burzę. Wśród nauczycieli wrze. „Kto na to wpadł?”

Donald Tusk i Barbara Nowacka
Donald Tusk i Barbara Nowacka Źródło: PAP / Piotr Nowak
Nowy projekt MEN zakłada zmiany, jeśli chodzi o prace domowe w polskich szkołach. Nauczyciele nie kryją oburzenia.

Obowiązkowe prace domowe zniknęły ze szkół podstawowych w kwietniu 2024 r. Ministerstwo Edukacji Narodowej swoją decyzję argumentowało m.in. rozwojem nowych technologii, w tym sztucznej inteligencji. Z jej wykorzystaniem uczniowie są w stanie wykonać niemal każde zadanie, nie wkładając w to wysiłku intelektualnego.

Co z pracami domowymi w polskich szkołach? Nowy ruch MEN

MEN przygotowało projekt nowelizacji rozporządzenia w sprawie oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów, a znajdują się w nim także zasady zadawania i oceniania prac domowych. Na ich mocy w klasach 4-8 nadal nieobowiązkowe będzie ich odrabianie i nie będzie można ich oceniać w skali szkolnej. Nauczyciele będą zobowiązani do sprawdzenia prac domowych i przekazania uczniom informacji zwrotnej. A przy ustalaniu rocznej oceny klasyfikacyjnej z danego przedmiotu będzie można uwzględnić systematyczność ucznia w wykonywaniu prac domowych.

„Uzupełnienie przepisów o wyżej wymienione rozwiązania wzmocni motywację uczniów do samodzielnej pracy własnej. Projektowana zmiana umożliwi nauczycielom docenienie wysiłku wkładanego przez ucznia w wykonanie pracy domowej. Konieczne jest również doprecyzowanie przepisu, który nakłada na nauczycieli obowiązek przekazania uczniowi informacji, tak aby obowiązek ten dotyczył każdej zadanej przez nauczyciela i zrealizowanej przez ucznia pracy domowej” – czytamy w uzasadnieniu rozporządzenia.

Nauczyciele grzmią na projekt MEN. „Kto wpadł na tak »cudowny« pomysł?”

W środowisku nauczycieli zawrzało. „Przypuśćmy, że zadaję pracę domową w klasie 30-osobowej (w takiej uczę). Przed reformą zbierałam losowo 3-4 zeszyty i je oceniałam. Po wprowadzeniu obowiązku sprawdzenia i zapisu informacji zwrotnej, muszę zebrać 30 zeszytów. Muszę to przydźwigać do domu i zarwać 4-6 godziny, by to ocenić i opisać. Kto wpadł na tak »cudowny« pomysł?” – pyta pani Anna, której słowa cytuje wyborcza.pl.

„Przy systematycznym zadawaniu prac domowych, np. z matematyki, nie jest fizycznie możliwe aby nauczyciel sprawdził pracę każdego ucznia. Taki nauczyciel ma cztery lub pięć klas, w każdej po około 25 uczniów. Na sprawdzaniu musiałby spędzać całą dobę” – komentuje pani Agnieszka.

Na nieprecyzyjność przepisów zwraca uwagę pan Jakub. „Jeżeli uczeń spełnia wymagania edukacyjne na ocenę bardzo dobrą, ale nauczyciel ustala dobrą, bo nie był systematyczny w oddawaniu prac domowych, to ta ocena nie opisuje już wyłącznie jego wiedzy. Opisuje także jego stosunek do szkolnych oczekiwań. Jeżeli z kolei uczeń nie spełnia wymagań na ocenę bardzo dobrą, ale dostaje ją, bo był sumienny, to wtedy ocena również przestaje być rzetelną informacją o poziomie wiedzy” – analizuje. Jak dodaje, systematyczność w obecnym systemie prawnym może być uwzględniania przy ustalaniu oceny z zachowania, ale nie z przedmiotu.

Czytaj też:
Nowa-stara plaga w polskich szkołach. Iskrzy wśród rodziców i nauczycieli. „Chory system”
Czytaj też:
MEN robi krok w tył. Ta grupa uczniów może odetchnąć. „Nie planujemy zmian”

Opracowała:
Źródło: WPROST.pl / katowice.wyborcza.pl