Wasilij Iwanowicz Crima, 37-letni sprzedawca arbuzów z Wołgogradu zdecydował się kandydować w wyborach lokalnych w Rosji. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie… kolor skóry kandydata. Wasilij jest bowiem rodowitym mieszkańcem Gwinei. Czarnoskóry kandydat na polityka zyskał w mediach rosyjskich miano „Obamy z Wołgogradu” – pisze „Rzeczpospolita”.
Naprawdę nazywa się Joaquim Cirma a do Rosji przyjechał na studia przed dwudziestu laty. W kraju Puszkina spodobało mu się na tyle, że postanowił się w nim osiedlić. Tu ożenił się z piękną Ormianką, z którą ma dziś dziesięcioletniego syna i rozpoczął handel arbuzami w położonej niedaleko Wołgogradu Sriedniej Achtubie. O tym, że Rosjanie zaakceptowali swojego sąsiada świadczy fakt, że ochrzcili go swojskim mianem Wasilija Iwanowicza. Teraz Wasilij chce zrobić dla Rosji coś więcej. Jego program wyborczy zakłada stworzenie systemu kanalizacji w okolicznych wioskach, budowę dróg i walkę z korupcją.
Miłośnik Putina i Obamy
Szanse na sukces Wasilij upatruje nie tylko w programie, ale również w swoich sympatiach partyjnych. Czarnoskóry Rosjanin deklaruje, że bardzo lubi Władimira Putina, a w ostatnich wyborach prezydenckich głosował na Dmitrija Miedwiediewa. Nie dość na tym – rok temu kandydat na polityka wstąpił w szeregi proprezydenckiej partii Jedna Rosja i to z jej list wystartuje w najbliższych wyborach. Ale Wasilij sympatią darzy również nowego prezydenta USA, do którego porównują go dziennikarze. - Lubię Obamę, jako człowieka i jako polityka, bo udowodnił światu coś, co wydawało się niemożliwe.„Nie zagłosujemy na niego, bo nie był kołchoźnikiem"
Chociaż Wasilij startuje tylko w wyborach lokalnych, to, w przeciwieństwie do Obamy, może jednak nie zrealizować celu, jaki sobie postawił. A to dlatego, że Rosjanie znani są z niechęci do obcych, a w kraju regularnie dochodzi do wystąpień na tle rasowych. Czarnoskóremu Wasilijowi nie chcą zresztą zaufać mieszkańcy regionu, w którym kandyduje. Jednym z zarzutów stawianych kandydatowi przez wyborców jest fakt, że Wasilij… nie był kołchoźnikiem.„Rzeczpospolita", arb