Polska osiągnie dzisiejszy poziom Unii Europejskiej w rozwoju internetu za 3-5 lat pod warunkiem, że intensywnie nad tym popracuje, deklarował w Brukseli wiceminister infrastruktury.
Zdaniem wiceministra musimy dokonać postępu w trzech obszarach - dostępności usług, czyli sieci dostępowych, zwłaszcza jeżeli mówimy nie o dużych miastach, tylko tych pozostałych; obszar edukacyjny i obszar dostępności urządzeń, na dzisiaj to komputery, a w przyszłości przystawki do telewizorów".
Wyzwaniem dla rządu jest konieczność powszechnej edukacji nie tylko dzieci i młodzieży, ale całego społeczeństwa, żeby mogło w większym stopniu korzystać z infrastruktury, gdy powstanie ona zgodnie z zaleceniami Unii i będzie teoretycznie dostępna dla każdego obywatela, mówił minister.
Wiceminister infrastruktury Krzysztof Heller w Brukseli uczestniczył w spotkaniu UE i krajów kandydujących, przygotowującym raport o realizacji programu rozwoju społeczeństwa informacyjnego w tych krajach (tzw. e- Europe+). Dokument zostanie przedstawiony konferencji ministerialnej w tej sprawie, zwołanej na 2-4 czerwca do Lublany.
Na cztery poziomy dostępu do tzw. e-usług publicznych: publikowanie informacji w internecie, możliwość ściągania formularzy z internetu, możliwość złożenia podania przez internet oraz możliwość śledzenia drogą elektroniczną postępu sprawy w urzędzie, dwa ostatnie są w Polsce niedostępne. Ogólny poziom dostępności e-usług publicznych w Polsce oceniono w raporcie firmy Cap Gemini Ernst and Young na 18,56 proc. w porównaniu ze średnią unijną 45,14 proc.
Przykładem wysokiego poziomu dostępności jest stworzona we Włoszech możliwość składania sprawozdań podatkowych w internecie.
W Unii Europejskiej w ciągu półtora roku, od kiedy ruszyła inicjatywa e-Europe, obejmująca dzisiejsze państwa członkowskie, dostęp do internetu zwiększył się dwukrotnie. Ma go obecnie 40 proc. gospodarstw domowych. Zdaniem Hellera, w Polsce korzysta z internetu "kilkanaście procent ludności, nawet do 20, ale są też inne dane".
Podstawowym celem inicjatywy "e-Europe" było nadanie większej dynamiki unijnej gospodarce i całemu społeczeństwu - ułatwienie życia przedsiębiorstwom, poprawa obiegu informacji, ożywienie konkurencji i sprzyjanie tworzeniu nowych miejsc pracy.
W porównaniu z mniejszymi krajami kandydującymi, takimi jak Estonia, Czechy, Słowenia czy Węgry, "bardzo źle wypadamy, jeżeli chodzi na przykład o usługi telekomunikacyjne" - przyznał też wiceminister. W Polsce jest 30 linii stacjonarnych na 100 mieszkańców, a w Czechach znacznie powyżej 40. W Czechach telefony komórkowe ma ponad 60 proc. ludzi, w Polsce dochodzimy do 30 procent.
Gonienie Europy, która ucieka nam w pościgu za USA, utrudniają nam kłopoty finansowe, ale rząd stara się poprawić organizację i koordynację działań. "Został stworzony dział administracji państwowej, który się nazywa informatyzacją. Zacznie funkcjonować od 1 lipca" - twierdził wiceminister.
Na tę mimo wszystko optymistyczną wizję ministra wprawdzie rzuca cień to, że nowy dział nie dostał jeszcze w tym roku osobnych pieniędzy w budżecie, ale dzięki niemu "wszystkie dotychczas prowadzone w wielu resortach i w wielu równoległych strumieniach działania będą koordynowane w jednym miejscu i będzie można łatwiej, efektywniej gospodarować środkami publicznymi".
Rozwojowi internetu - ma nadzieje Heller - powinna też sprzyjać pełna liberalizacja rynku telekomunikacyjnego od 1 stycznia 2003 roku, choć z dnia na dzień nie stworzy ona sieci telefonicznej tam, gdzie jej brakuje - przede wszystkim na wsi.
Wiceminister nie zna też dokładnych danych, dotyczących stopnia korzystania z internetu przez polskie firmy. To "obszar, w którym jest najmniej danych", twierdzi. Nieco lepiej rozpoznana jest dziedzina sieciowego dostępu do usług publicznych.
Oczywiście pod tym względem Polska ustępuje wszystkim państwom Unii z wyjątkiem malutkiego Luksemburga, którego mieszkańcy mogą jednak większość spraw załatwić osobiście bez pokonywania większych odległości. Najlepszym wskaźnikiem szczyci się Irlandia (68,42 proc.), Finlandia (65,70) i Szwecja (61,03). Ale już w Belgii sięga on zaledwie 22,93 proc.
Największy dystans dzieli Polskę od Unii w obsłudze firm (rejestracja przedsiębiorstw, wydawanie zezwoleń i certyfikatów, pozwoleń na inwestycje). Pokonanie tej bariery z pewnością sprzyjałoby konkurencyjności i ożywieniu gospodarki, a utrudniałoby korupcję - twierdzą unijni eksperci.
Jak jednak zapewnił Heller, tworzy się podstawy prawne, żeby można było bezpiecznie załatwiać sprawy, zawierać umowy i prowadzić transakcje w internecie.
"Część ustaw, jak ustawa o podpisie elektronicznym, jest już przyjęta, ale wejdzie w życie dopiero w sierpniu. Są ustawy, które są przyjęte przez rząd i skierowane do Sejmu, na przykład o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Jest przygotowana ustawa o elektronicznych instrumentach płatniczych i infrastruktura tzw. klucza publicznego, która umożliwi bezpieczną wymianę dokumentów przez internet".
em, pap
Wyzwaniem dla rządu jest konieczność powszechnej edukacji nie tylko dzieci i młodzieży, ale całego społeczeństwa, żeby mogło w większym stopniu korzystać z infrastruktury, gdy powstanie ona zgodnie z zaleceniami Unii i będzie teoretycznie dostępna dla każdego obywatela, mówił minister.
Wiceminister infrastruktury Krzysztof Heller w Brukseli uczestniczył w spotkaniu UE i krajów kandydujących, przygotowującym raport o realizacji programu rozwoju społeczeństwa informacyjnego w tych krajach (tzw. e- Europe+). Dokument zostanie przedstawiony konferencji ministerialnej w tej sprawie, zwołanej na 2-4 czerwca do Lublany.
Na cztery poziomy dostępu do tzw. e-usług publicznych: publikowanie informacji w internecie, możliwość ściągania formularzy z internetu, możliwość złożenia podania przez internet oraz możliwość śledzenia drogą elektroniczną postępu sprawy w urzędzie, dwa ostatnie są w Polsce niedostępne. Ogólny poziom dostępności e-usług publicznych w Polsce oceniono w raporcie firmy Cap Gemini Ernst and Young na 18,56 proc. w porównaniu ze średnią unijną 45,14 proc.
Przykładem wysokiego poziomu dostępności jest stworzona we Włoszech możliwość składania sprawozdań podatkowych w internecie.
W Unii Europejskiej w ciągu półtora roku, od kiedy ruszyła inicjatywa e-Europe, obejmująca dzisiejsze państwa członkowskie, dostęp do internetu zwiększył się dwukrotnie. Ma go obecnie 40 proc. gospodarstw domowych. Zdaniem Hellera, w Polsce korzysta z internetu "kilkanaście procent ludności, nawet do 20, ale są też inne dane".
Podstawowym celem inicjatywy "e-Europe" było nadanie większej dynamiki unijnej gospodarce i całemu społeczeństwu - ułatwienie życia przedsiębiorstwom, poprawa obiegu informacji, ożywienie konkurencji i sprzyjanie tworzeniu nowych miejsc pracy.
W porównaniu z mniejszymi krajami kandydującymi, takimi jak Estonia, Czechy, Słowenia czy Węgry, "bardzo źle wypadamy, jeżeli chodzi na przykład o usługi telekomunikacyjne" - przyznał też wiceminister. W Polsce jest 30 linii stacjonarnych na 100 mieszkańców, a w Czechach znacznie powyżej 40. W Czechach telefony komórkowe ma ponad 60 proc. ludzi, w Polsce dochodzimy do 30 procent.
Gonienie Europy, która ucieka nam w pościgu za USA, utrudniają nam kłopoty finansowe, ale rząd stara się poprawić organizację i koordynację działań. "Został stworzony dział administracji państwowej, który się nazywa informatyzacją. Zacznie funkcjonować od 1 lipca" - twierdził wiceminister.
Na tę mimo wszystko optymistyczną wizję ministra wprawdzie rzuca cień to, że nowy dział nie dostał jeszcze w tym roku osobnych pieniędzy w budżecie, ale dzięki niemu "wszystkie dotychczas prowadzone w wielu resortach i w wielu równoległych strumieniach działania będą koordynowane w jednym miejscu i będzie można łatwiej, efektywniej gospodarować środkami publicznymi".
Rozwojowi internetu - ma nadzieje Heller - powinna też sprzyjać pełna liberalizacja rynku telekomunikacyjnego od 1 stycznia 2003 roku, choć z dnia na dzień nie stworzy ona sieci telefonicznej tam, gdzie jej brakuje - przede wszystkim na wsi.
Wiceminister nie zna też dokładnych danych, dotyczących stopnia korzystania z internetu przez polskie firmy. To "obszar, w którym jest najmniej danych", twierdzi. Nieco lepiej rozpoznana jest dziedzina sieciowego dostępu do usług publicznych.
Oczywiście pod tym względem Polska ustępuje wszystkim państwom Unii z wyjątkiem malutkiego Luksemburga, którego mieszkańcy mogą jednak większość spraw załatwić osobiście bez pokonywania większych odległości. Najlepszym wskaźnikiem szczyci się Irlandia (68,42 proc.), Finlandia (65,70) i Szwecja (61,03). Ale już w Belgii sięga on zaledwie 22,93 proc.
Największy dystans dzieli Polskę od Unii w obsłudze firm (rejestracja przedsiębiorstw, wydawanie zezwoleń i certyfikatów, pozwoleń na inwestycje). Pokonanie tej bariery z pewnością sprzyjałoby konkurencyjności i ożywieniu gospodarki, a utrudniałoby korupcję - twierdzą unijni eksperci.
Jak jednak zapewnił Heller, tworzy się podstawy prawne, żeby można było bezpiecznie załatwiać sprawy, zawierać umowy i prowadzić transakcje w internecie.
"Część ustaw, jak ustawa o podpisie elektronicznym, jest już przyjęta, ale wejdzie w życie dopiero w sierpniu. Są ustawy, które są przyjęte przez rząd i skierowane do Sejmu, na przykład o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Jest przygotowana ustawa o elektronicznych instrumentach płatniczych i infrastruktura tzw. klucza publicznego, która umożliwi bezpieczną wymianę dokumentów przez internet".
em, pap