Przewód w żyle - czemu nie?

Przewód w żyle - czemu nie?

Dodano:   /  Zmieniono: 
Krakowska prokuratura umorzyła "z braku znamion czynu zabronionego" postępowanie w sprawie pozostawienia w żyle pacjentki 40-centymetrowej prowadnicy naczyniowej.
Przewód o ponad 40-centymetrowej długości, zakończony plastikową cewką, który znajdował się na plecach w żyle podobojczykowej 73-letniej kobiety, wykazały zdjęcia radiologiczne.

"Umorzenie nastąpiło wobec braku znamion czynu zabronionego" - powiedziała prok. Joanna Kowalska z Prokuratury Rejonowej dla Krakowa Krowodrzy. Według opinii biegłych, pozostawienie w organizmie prowadnicy naczyniowej - cienkiego jak włos przewodu, którym wprowadzano medykamenty - nie zagrażało życiu i zdrowiu pacjentki ani nie obniżało komfortu jej życia.

Innego zdania była pacjentka, która skarżyła się na omdlenia, stany podgorączkowe i złe samopoczucie.

Wkrótce po wykryciu przewodu lekarze zdecydowali się na jego usunięcie "dla komfortu psychicznego pacjentki". Usunęli tylko dwa kawałki. Dalsza ingerencja - ich zdaniem - zagraża zdrowiu kobiety.

Analiza zdjęć radiologicznych i dokumentacji medycznej nie doprowadziła do ustalenia, kiedy i w jakiej placówce w żyle pacjentki pozostawiono prowadnicę. Same zdjęcia były różnie odczytywane w kolejnych placówkach zdrowia, w których przebywała pacjentka. Na jednym zdjęciu obraz przewodu odczytano jako fragment rozrusznika serca, na innym jako zagięcie i tzw. efekt pozorny.

"Wiemy, że nastąpiło to w okresie między wrześniem 1998 roku, a lutym 2000 i w związku z działaniami anestezjologicznymi" - powiedziała prok. Kowalska.

Decyzja o umorzeniu nie jest prawomocna. Pacjentka złożyła w tej sprawie zażalenie.

em, pap