Wielicki: Kaczkan znalazł ciało Hajzera w śniegu

Wielicki: Kaczkan znalazł ciało Hajzera w śniegu

Dodano:   /  Zmieniono: 1
Artur Hajzer (fot. TEDI/NEWSPIX.PL / Newspix.pl ) / Źródło: Newspix.pl
- To rodzina zdecyduje, co teraz (stanie się - red.) z ciałem Artura Hajzera. Warunki jakie tam są czasem pomagają podjąć decyzję, co zrobić - ściągać ciało, czy zostawić w szczelinie i pochować. Myślę, że w najbliższych godzinach żona Artura Iza bardzo szybko podejmie tę decyzję, będąc w kontakcie z Marcinem Kaczkanem, który jest w bazie. Podejmą właściwe działanie, żeby zabezpieczyć ciało - poinformował himalaista Krzysztof Wielicki.
W trakcie wyprawy Artura Hajzera i Marcina Kaczkana na Gaszerbrum doszło do wypadku . Zginął doświadczony himalaista Artur Hajzer. Polacy chcieli zdobyć Gaszerbrum I (8068 m) oraz Gaszerbrum II (8035 m).

- Pewnie nigdy dokładnie się nie dowiemy (co się stało - red.). Artur spadł, będąc ponad Marcinem, czyli Marcin mógł tylko zauważyć, że ktoś spada. Artur był drugi na linie. Najmniej prawdopodobne jest zerwanie się liny. Może poręczówka została wyrwana, lecz one są połączone w jeden system, więc nie powinno się tak zdarzyć. Czasem przy przepinaniu się między poręczami można popełnić błąd, poślizgnąć się, stracić równowagę. Chyba coś takiego się zdarzyło. Marcin mógł tylko stwierdzić, że Artur przeleciał koło niego, bo wiadomo, że kuluar ma 700 metrów. Zaczął zjeżdżać, później schodzić i kiedy zszedł do podstawy kuluaru, znalazł martwego Artura na śniegu - tłumaczył Wielicki.

Wielicki zdementował też wcześniejsze informacje o tym, że Marcin Kaczkan spadł z kuluaru. - Ten SMS nie został wysłany wcale przez Artura. Myślę, że wysłał go kucharz, bo oni mieli dwa telefony satelitarne. Włosi, którzy pierwsi stwierdzili, że coś się wydarzyło, gdy schodzili już do bazy mieli tylko informacje, że Polacy mieli wypadek. Jeden nie żyje, a nie wiadomo, co dzieje się z drugim. Ta wiadomość dotarła do bazy, w której był kucharz wyprawy. Miał ten telefon satelitarny i wysłał tego SMS-a tutaj i nikt nie patrzył skąd wiadomość przyszła, tylko przyjął, że jest informacja. Myślę, że to nas wszystkich zmyliło - mówił. - Marcin był bardzo zdziwiony, kiedy z nim rozmawiałem - dodał.

- Ostatnio wielu kolegów z mojego pokolenia - i nie tylko - odchodzi. Z pewnością za wcześnie. Jeszcze wielu z nich miało wiele do zrobienia. Myślę sobie czasem, że to może jest taka zła passa, która nas dotknęła. Po złej passie przyjdzie dobra. To nie może trwać wiecznie, że coś nas boli. Myślę, że z większą atencją będziemy myśleć o wyjazdach, o wyzwaniach, ale jak znam życie - ludzie znów pójdą w góry - podsumował Wielicki.

ja, RMF FM
 1

Czytaj także