Sklepikowi bankruci

Sklepikowi bankruci

Dodano:   /  Zmieniono: 
Joanna Pops dwa tygodnie temu zamknęła w Zielonej Górze dwa sklepiki szkolne. – Było bardzo ciężko. Ledwo starczało na czynsz i ZUS. W  szkole, do której chodzi 400 uczniów, na przerwie miałam zaledwie trzech klientów – opowiada. Z asortymentu musiała wycofać trzy czwarte produktów. W porównaniu z poprzednim rokiem szkolnym przychody spadły o  80 proc. Alina Borowy 10 lat temu założyła pierwszy w kraju sklepik szkolny ze  zdrową żywnością. To był ewenement na ogólnopolską skalę. Otwarcie pokazywano w głównym wydaniu „Panoramy”. Nigdy nie sprzedawała żelków, chipsów, lizaków, napojów gazowanych. Dzisiaj nie może sprzedawać już prawie niczego. Drożdżówki – zakazane. Herbata z cukrem – nielegalna, bo  słodzić można tylko naturalnym miodem pszczelim. Jogurty owocowe – niedozwolone, no chyba że mają mniej niż 10 g cukru w 100 g produktu. Dla ciekawskich na polskim rynku tylko jedna firma oferuje taki jogurt. WIELKIE ODCHUDZANIE SZKÓŁ To tylko ułamek wymogów dotyczących żywności, jaką można sprzedawać uczniom w polskich szkołach od 1 września tego roku. Cel Ministerstwa Zdrowia może i był szlachetny, ale ktoś w resorcie wyraźnie z  regulacjami przesadził. Obostrzenia są tak surowe, że na rynku trudno nawet znaleźć produkty, które spełniałyby ministerialne kryteria. W  efekcie z polskich szkół mogło zniknąć już kilka tysięcy sklepików – alarmuje Konfederacja Lewiatan. W Pomorskiem ich liczba zmalała o 80 proc.! Na Podkarpaciu zamknięto już co drugi szkolny sklepik. A dzieci jak jadły niezdrową żywność,tak jedzą. CO DZIECKO DOSTANIE W SZKOLNYM SKLEPIKU: 1. KANAPKI: – na bazie pieczywa razowego lub pełnoziarnistego – z serem (z wyjątkiem serków topionych) – z wędliną (min. 70 proc. mięsa i maks. 10 g tłuszczu w 100 g produktu) – z warzywami lub owocami – bez soli i sosów 2. SAŁATKI I SURÓWKI W OPAKOWANIACH 3. MLEKO BEZ DODATKU CUKRÓW I SUBSTANCJI SŁODZĄCYCH 4. NAPOJE ZASTĘPUJĄCE MLEKO, CZYLI NAPÓJ: sojowy, ryżowy, owsiany, kukurydziany, gryczany, orzechowy lub migdałowy 5. PRODUKTY MLECZNE: JOGURT, KEFIR, MAŚLANKA, MLEKO ZSIADŁE ITP. 6. PRODUKTY ZBOŻOWE BEZ CUKRU, O NISKIEJ ZAWARTOŚCI SOLI (nie więcej niż  0,12 g/100 g) 7. WARZYWA 8. OWOCE 9. SUSZONE WARZYWA I OWOCE, ORZECHY ORAZ NASIONA 10. SOKI OWOCOWE, WARZYWNE, OWOCOWO-WARZYWNE: – w opakowaniach nieprzekraczających 330 ml – bez dodatku cukrów i  substancji słodzących – o niskiej zawartości soli (nie więcej niż 0,12 g/100g) 11. KOKTAJLE OWOCOWE, WARZYWNE ORAZ OWOCOWO-WARZYWNE NA BAZIE MLEKA 12. PRZECIERY, MUSY OWOCOWE, WARZYWNE ORAZ OWOCOWO-WARZYWNE – bez soli i cukru 13. HERBATA, KAWA ZBOŻOWA, NAPARY OWOCOWE – słodzone naturalnym miodem pszczelim 14. WODA MINERALNA Na pomysł określenia tego, co uczniowie mogą jeść, a czego nie, wpadło kilka lat temu PSL. Projekt przeleżał wiele czasu w sejmowej zamrażarce. Kilka miesięcy temu odkurzyła go premier Ewa Kopacz. – Zadbałam o to, żebyście nie byli, mówiąc potocznie, grubaskami – zwróciła się 1 września do uczniów jednej z gdańskich podstawówek. Rozporządzenie Ministerstwa Zdrowia liczy sześć stron. Kilka najważniejszych zmian: potrawy smażone w stołówkach – tylko raz w tygodniu. Obiady solone najwyżej 5 gramami soli. Kompot nie może być słodzony. Batony, jeśli już, to słodzone np. syropem ryżowym. Soki bez zawartości cukru, sprzedawane w opakowaniach mniejszych niż 330 ml. Wędlina do kanapek: maksimum 10 proc. tłuszczu. Jeśli już ma być polana ketchupem, to takim, do produkcji którego zużyto 120 g pomidorów na 100 g produktu. Włodzimierz Blechacz, przedsiębiorca z Wielkopolski, dotychczas zaopatrywał 100 szkolnych sklepikarzy. Teraz została mu jedna trzecia klientów. Oferował im kilkaset produktów. Po wprowadzeniu wymogów może dostarczać zaledwie kilka. Już sobie przekalkulował, że we wrześniu przychody spadły mu o 60 proc. Rosną za to wpływy sklepów położonych tuż obok szkół, bo te na ministerialnym zakazie zyskały najwięcej. CZARNY RYNEK LIZAKÓW Niektóre markety wręcz wspięły się na wyżyny kreatywności i  zorganizowały specjalne akcje marketingowe wymierzone w szkolnych sklepikarzy. Sieć Małpka Express reklamuje się hasłem ,,A tego w  sklepiku szkolnym nie dostaniesz”. W tle reklamy: napoje izotoniczne, chipsy i pepsi w promocyjnych cenach. – Zarówno ta kampania, jak i inne kampanie promocyjne cieszą się dużą popularnością ze względu na dobrze przygotowaną ofertę asortymentową – twierdzi Przemysław Mroczek, dyrektor marketingu w Małpka Express. Jaka to oferta asortymentowa? Weź paczkę chipsów, drugą dostaniesz za pół ceny. Kwitnie też nielegalny handel tym, czego w sklepiku dostać nie  można. – Niedawno do jednej ze szkół uczeń przyniósł 50 lizaków. Kupił je w sklepie po 50 groszy za sztukę, a sprzedawał kolegom w szatni po  złotówce – opowiada Blechacz. Do sklepiku Joanny Pops z Zielonej Góry co  chwilę przychodzili uczniowie z plecakami wypchanymi cukierkami i  drożdżówkami. – Chcieli się popisać, że mimo zakazu sprzedaży mogą jeść, co im się tylko podoba. W końcu zakazany owoc smakuje jeszcze bardziej – mówi Pops. GRUBI I GRUBSI W innych szkołach uczniowie przynoszą solniczki, żeby doprawić sobie obiad. Niektórzy mają też cukier w saszetkach. Niektóre stołówki w ogóle zrezygnowały z podawania kompotu, bo dzieci na znak protestu, że jest niesłodki, wylewały go ostentacyjnie do zlewów. Z kolei sklepikarze batony zamawiają kurierem, bo w Polsce jest dosłownie kilka małych firm, które produkują przekąski bez cukru, tłuszczu, polepszaczy, spulchniaczy, środków konserwujących – czyli tak, jak chce Ministerstwo Zdrowia. Nowym regulacjom kibicuje za to dr Olga Paluchowska, dietetyczka, która w TVP prowadzi program o zdrowym żywieniu. – Powiedzmy sobie szczerze: jedzenie w polskich stołówkach było do tej pory marne. Smażone, tłuste i doprawiane sodą. Jak zupa, to o niskiej wartości odżywczej. Jak drugie danie, to ryba w  grubej panierce, do tego ziemniaki i surówka z majonezem. Kiedyś trzeba było to przerwać – tłumaczy. Bo polskie dzieci rzeczywiście tyją w  szalonym tempie. Już teraz należą do najszybciej tyjących w całej Europie, doganiając niechlubną czołówkę: Greków, Brytyjczyków i Węgrów. , ,W latach 70. poprzedniego wieku nadmierną masę ciała miało w Polsce mniej niż 10 proc. uczniów. Obecnie już co piąte dziecko w wieku szkolnym boryka się z nadwagą lub otyłością” – alarmuje Instytut Żywności i Żywienia. Dr Paluchowska rozumie ból sklepikarzy, ale jej zdaniem większość z nich szła na łatwiznę. – Sprzedaż chipsów, ciastek i  czekoladek jest prosta. To produkty z długim terminem przydatności. Szybko się je zamawia i szybko sprzedaje. Co innego przygotować dziecku zdrową sałatkę albo kanapkę z kawałkiem pieczonego mięsa – tłumaczy. Właściciele sklepików i stołówek mogliby się zaangażować w promowanie swoich zdrowych produktów. Spędzić z klasą chociaż kwadrans, pokazać nową ofertę i powiedzieć, dlaczego warto u nich jeść. Problem w tym, że  na taką kampanię nie było nawet czasu, bo nowe regulacje spadły jak grom z jasnego nieba. RZEŹ SKLEPIKÓW – Wstydzę się, że moje państwo tak traktuje ludzi przedsiębiorczych. Każda oferta może być rozsądna, ale potrzebny jest czas. Ustawa o  sprzedaży żywności w szkołach jest jedną z gorszych legislacji, z jaką miałem do czynienia w ostatnich latach – takimi słowami nowe rozporządzenie skomentował Krzysztof Pawiński. Prezes grupy Maspex, producenta soków Tymbark czy Kubuś, dopiero teraz opracowuje nowe produkty, które spełniałyby wyśrubowane wymogi Ministerstwa Zdrowia. Jego zdaniem sklepiki wcale nie musiały bankrutować, gdyby właścicielom dano trochę czasu na przygotowanie się do zmian. Ale rozporządzenie weszło w życie w piątek 28 sierpnia. Trzy dni później był już 1 września i nowy rok szkolny. – O całej sprawie dowiedziałam się z telewizji. Dzień później zostałam wezwana do dyrekcji, dostałam wytyczne i  jeździłam po hurtowniach, szukając produktów zgodnych z wymogami – opowiada Alina Borowy. A w hurtowniach pusto, bo i tam nikt się nie  spodziewał tak szybkiego obrotu sprawy. – W Anglii wprowadzano podobne rozporządzenie, ale to była inicjatywa oddolna. Nikt niczego nie  zakazywał z dnia na dzień. Rynek miał czas na przystosowanie się do  nowych regulacji żywieniowych. Stołówki mogły modelować menu, a  właściciele sklepików próbować, jaka zdrowa żywność będzie najbardziej smakować dzieciom – mówi dr Dobrawa Biadun z Lewiatana. SZKOLNY KAC Teraz rozporządzenie chcą odkręcać posłowie PiS. – Intencje były dobre, ale wyszedł wielki absurd. Kiedy słyszę, że nie można sprzedać wafelka, bo ma kilka gramów cukru w składzie, to jest to przesada. Albo całkiem zlikwidujemy to rozporządzenie, albo złagodzimy regulacje – zapowiada Tomasz Latos, jeden z kandydatów na ministra zdrowia. – Wychodzi na to, że uczennica liceum będzie mogła kupić tabletkę wczesnoporonną, ale w  szkolnym sklepiku nie sprzedadzą jej soku brzoskwiniowego albo drożdżówki. Przecież to kabaret – dodaje poseł PiS Czesław Hoc, do tej pory wiceprzewodniczący sejmowej komisji zdrowia. Zdaniem Konrada Gacy, telewizyjnego specjalisty od odchudzania, problem z otyłością wśród polskich uczniów wcale nie leży na półkach w szkolnym sklepiku. – Zdrowe nawyki żywieniowe powinny zacząć się w domu, bo  rodzice nadal nie wiedzą, jak żywić dzieci. Zdają sobie z tego sprawę, kiedy jest już za późno. Dziecko ma poważną otyłość, jest dyskryminowane w szkole albo ma złe wyniki badań i wykrytą cukrzycę – mówi Gaca. Według niego należy rozpocząć ogólnopolską akcję informacyjną, żeby zdrową żywność promować wśród rodziców, dzieci i samych przedsiębiorców. Pytanie, czy na taką kampanię nie jest już za późno, a jeden podpis ministra zdrowia nie zohydził zdrowej żywności wszystkim uczniom w  Polsce.
Więcej możesz przeczytać w 46/2015 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Czytaj także