Tusk podkreślił, że zarówno jemu, jak i prezydentowi zależy, aby
ratyfikować Traktat jak najszybciej. Dodał, że porozumienie w tej
sprawie nie byłoby możliwe bez dobrej woli Lecha Kaczyńskiego.
Premier powiedział, że podczas sobotniej, kilkugodzinnej rozmowy
w ośrodku prezydenckim na Helu ustalili z Lechem Kaczyńskim, że
podstawą ratyfikacji będzie projekt ustawy złożony przez rząd.
Ponadto - dodał - "pod patronatem Prezydium Sejmu" opracowana
zostanie uchwała, "w której zawarte będą uwagi, sformułowania,
których potrzebę sygnalizował m.in. klub Prawa i Sprawiedliwości".
REKLAMA
"Po trzecie, w najbliższym czasie, co gwarantujemy obaj z
prezydentem, kluby przystąpią do pracy nad nowelą ustawy, która
reguluje relacje między organami władzy w kontekście UE" -
powiedział premier. Dodał, że nie wie "jaki będzie finał tych
prac", ale obaj z prezydentem mają jak najlepszą wolę, by prace te
przebiegały szybko.
"Chciałbym uciąć wszystkie spekulacje na temat tego, kto wygrał;
to nie ma znaczenia w mojej ocenie, kto w tym prestiżowym
pojedynku między klubami parlamentarnymi osiągnął sukces, kto
większy, kto mniejszy" - dodał.
Szef rządu powiedział, że w niedzielę rano konsultował się
jeszcze z prezydentem w sprawie wniosku do marszałka Sejmu
Bronisława Komorowskiego o zwołanie we wtorek nadzwyczajnego
posiedzenia Sejmu poświęconego ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego.
"Mnie i prezydentowi zależy, aby już we wtorek uzyskać decyzje
Sejmu w sprawie ustawy ratyfikacyjnej, także ze względu na pozycję
międzynarodową Polski" - powiedział Tusk.
Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski (PO) mówił wcześniej w
TVN24, że takie posiedzenie mogłoby odbyć się już we wtorek.
Premier przypomniał, że w Bukareszcie w najbliższych dniach
odbędzie się szczyt NATO. "L.Kaczyński będzie tam bardzo istotną
postacią w debacie na temat natowskiej przyszłości Ukrainy,
Gruzji". "Bardzo by nam zależało, aby pozycja polskiego prezydenta
była jak najmocniejsza" - podkreślił.
Tusk ma nadzieję, że sobotnie porozumienie z prezydentem "zamknie
niepotrzebne zamieszanie wokół ratyfikacji". "Mam nadzieję, że to
porozumienie zostanie przez PiS zaakceptowane" - powiedział.
Tusk pytany o to, jakie gwarancję przedstawił mu prezydent, że
PiS zagłosuje za ratyfikacją, powiedział, że "sprawa jest
delikatna", ponieważ nie mógł oczekiwać od Lecha Kaczyńskiego
takiego zobowiązania. "Klub parlamentarny to jedno, a prezydent to
drugie" - zaznaczył.
Prezydent zadeklarował, że zrobi wszystko ze swojej strony, żeby
nasze porozumienie ws. ratyfikacji Traktatu z Lizbony stało się
faktem - podkreślił Tusk. "Będę trzymał kciuki za skuteczność pana
prezydenta Kaczyńskiego. Naprawdę bardzo serdecznie i dobrze życzę
prezydentowi w tej misji, wiem, że ona nie jest łatwa" - podkreślił.
Dodał, że zarówno jemu, jak i prezydentowi zależy na tym, żeby
możliwie jak najwięcej posłów zagłosowało za ratyfikacją. Premier
zastrzegł jednak, że trudno powiedzieć, czy wśród posłów PiS
będzie panowała zgodność podczas głosowania. "Nikt nie może być
pewien, jak zachowają się w chwili głosowania wszyscy posłowie" -
powiedział Tusk.
Jak powiedział na konferencji premier, "żadna poważna siła
polityczna w Polsce, żaden poważny polityk nie powinien być
zainteresowany jakimiś nagłymi rewizjami Traktatu Lizbońskiego.
Dodał, że zapisy, które "ustabilizują i utrwalą Traktat Lizboński
wydają mu się godne uwagi". Nawet jeśli - powiedział - ich źródłem
będą obawy, których on nie podziela.
Tusk powiedział też, że podczas sobotniego spotkania z
prezydentem nie przesądzili, jaki będzie kształt nowelizacji
ustawy o współpracy rządu z parlamentem w sprawach członkostwa w
UE. "Prezydent nie formułował postulatu, by wyposażyć urząd
prezydenta w możliwość wetowania wtedy, gdybyśmy chcieli zmienić
Traktat" - mówił Tusk. Dodał jednak, że "nie wyklucza, że taka
propozycja się pojawi i że będzie zaakceptowana".
Szef rządu wyjaśnił, że wspomniana ustawa regulująca relacje
między organami władzy w kontekście UE i tak wymagałaby
nowelizacji. "Rząd jest gotów złożyć gotowy projekt, ale nie chcę
stworzyć wrażenia, że narzucamy własne rozstrzygnięcia. Ale nie
sądzę, żeby ta nowelizacja budziła jakiekolwiek kontrowersje,
jeśli chodzi o kluby parlamentarne" - dodał.
Tusk zapowiedział, że jako premier i szef PO "będzie otwarty na
sugestie płynące z Pałacu Prezydenckiego czy klubów opozycji".
Premier dopytywany, czy jest spokojny o wyniki głosowania ws.
Traktatu, odpowiedział, że "jest w dużo lepszym nastroju".
Tusk zwrócił się też na niedzielnej konferencji prasowej "do
wszystkich z gorącą prośbą, by nie utrudniali PiS podjęcia
pozytywnej decyzji". Dodał, że "ostatnio karierę zrobiło słowo
grillowanie, w kontekście tego, co rząd będzie robił z PiS-em".
"Ja nie mam najmniejszej ochoty zajmować się grillowaniem, to
jeszcze nie ta pora roku" - zażartował Tusk.
Zwrócił się też "z gorącą prośbą do szefów klubów, by z jak
najlepszą wolą potraktowali wysiłek marszałka Komorowskiego i
całego Prezydium (Sejmu) tak, aby uchwała nie stała się
przedmiotem kontrowersji". Chodzi o uchwałę, w której znaleźć się
mają wątpliwości PiS związane z ratyfikacją Traktatu. "Jeśli nikt
nie będzie chciał przesadzić, kluby szybko dojdą do porozumienia" -
ocenił.
Jak powiedział premier, w przypadku negocjacji z prezydentem w
sprawie Traktatu Lizbońskiego "strategia miłości" przyniosła
efekty. "Mogę powiedzieć dość bezczelnie, że strategia miłości,
jaką zaproponowałem, przyniosła akurat w tej sprawie efekty. Nie
żebyśmy się jakoś serdecznie pokochali z panem prezydentem, ale na
pewno jest wyraźnie, wyraźnie lepiej" - wyjaśnił.
Premier pytany, czy sobotnia rozmowa z Lechem Kaczyńskim oznacza
poprawę stosunków na linii premier-prezydent, ocenił, że była to
"wyjątkowo dobra rozmowa jak na relacje, które często są relacjami
pełnymi napięcia". Dodał, że odniósł wrażenie, że "prezydent ma
inny pogląd na świat, niż niektórzy najbardziej wojowniczy
politycy z jego zaplecza".
Tusk powiedział, że "bardzo by chciał", aby relacje z prezydentem
w przyszłości były lepsze. "Bardzo bym chciał, aby atmosfera
polityczna w Polsce była dużo lepsza i nacechowana taką raczej
serdecznością, bo wtedy można dużo więcej wygrać na świecie" -
zaznaczył.
Premier przyznał, że w trakcie pięciogodzinnego spotkania z
Lechem Kaczyńskim, oprócz sprawy traktatu, rozmawiali jeszcze o
"wielu ważnych sprawach, chyba nie mniej ważnych niż współpraca
przy traktacie".
pap, ss