Strona unijna chciała się dowiedzieć szczegółów na temat płatności, których
Rosja domaga się od Ukrainy za dostarczany gaz. I upewnić się, że ewentualny
konflikt nie zagraża ponownym odcięciem dostaw.
KE zaznacza, że w budżecie UE nie ma środków na pokrycie ukraińskich
należności za gaz, ale wzięła na siebie zadanie "ułatwienia" rozmów z
instytucjami finansowymi. Z przedstawicielami władz Rosji i Ukrainy oraz ich
koncernów gazowych: Gazpromu i Naftohazu, spotkali się przedstawiciele
Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Banku Światowego, Europejskiego Banku
Odbudowy i Rozwoju oraz Europejskiego Banku Inwestycyjnego.
REKLAMA
"Uczestnicy dokonali znaczącego postępu w identyfikacji kluczowych spraw
pozostających punktami sporu oraz powodami do niepokoju, a także elementów
możliwego rozwiązania, w tym porozumień finansowych" - głosi wydany po spotkaniu
wspólny komunikat KE i instytucji finansowych. Rozmowy mają być kontynuowane w
najbliższych tygodniach, by - być może - zaowocować przyznaniem Ukrainie
kredytów.
Ukraina twierdzi, że potrzebuje ok. 4,2 mld dol. (3 mld euro), by teraz
maksymalnie napełnić swoje magazyny gazu, zabezpieczając w ten sposób własne
zużycie w zimie i tranzyt do UE. Za dostawy płaci Rosji w miesięcznych odstępach
do 7 dnia każdego miesiąca. Kolejny termin mija więc 7 lipca, w przyszłym
tygodniu; chodzi o kwotę około 300 mln dol. Wiadomo, że Ukraina nie ma
pieniędzy.
Źródła unijne wyraziły w Brukseli przekonanie, że Ukraina wyolbrzymia swoje
potrzeby. "Nie uważamy, żeby była konieczna ta kwota (4,2 mld dol.)" -
powiedział urzędnik, precyzując, że przedstawiciele instytucji finansowych
skłaniają się raczej ku podzieleniu tej kwoty przez dwa.
KE jest świadoma zarówno pilnych potrzeb, jak i konieczności znalezienia
długoterminowego rozwiązania, które uchroni UE od powtórki kryzysu, jaki
spowodowało odcięcie dostaw rosyjskiego gazu do niektórych krajów członkowskich
minionej zimy. Jest skłonna zabiegać o wsparcie dla Ukrainy, rozumiejąc skalę
kryzysu w tym kraju, a także jego kluczową rolę dla zaspokojenia unijnego
zapotrzebowania na gaz: jedna czwarta konsumowanego w UE gazu pochodzi z Rosji,
przy czym 80 proc. tych dostaw trafia przez Ukrainę.
UE jest pod presją, bowiem sam przewodniczący KE Jose Barroso przyznał w
zeszłym tygodniu, że jeśli Rosja zrealizuje groźby zakręcenia kurka, to UE znowu
ucierpi. Przypomina jednak, że na Ukrainie, jako kraju tranzytowym, ciążą
zobowiązania, zaś na ewentualne wsparcie może ona liczyć tylko pod pewnymi
warunkami.
Komunikat podkreśla konieczność reform w ukraińskim sektorze gazowym, a także
szerzej - w ukraińskiej gospodarce. "Reformy, które są w interesie zarówno
ukraińskiego narodu, jak i europejskich konsumentów, są narodowym wyzwaniem,
które wymaga politycznego konsensu i zaangażowania" na Ukrainie - podkreślono.
Szefowie państw i rządów UE we wnioskach z czerwcowego szczytu w Brukseli
wyrazili zaniepokojenie "potencjalnymi problemami dotyczącymi zaopatrzenia w
rosyjski gaz przechodzący (tranzytem) przez Ukrainę". Potwierdzając, że
"bezpieczeństwo dostaw energetycznych pozostaje priorytetem dla UE",
podkreślili, że czekają na nową regulację prawną, której celem jest jego
zwiększenie. W projekcie dyrektywy, który ma być dokończony w połowie lipca,
Komisja Europejska domaga się dla siebie nowych uprawnień, by w większym stopniu
koordynować działania w Europie w przypadku kryzysu gazowego.
Zabiegi Kijowa o pomoc finansową na zakup gazu związane są z ostrzeżeniami
Moskwy przed możliwą powtórką kryzysu gazowego z początku roku. Rosja uprzedza,
że jeśli Ukraina w najbliższych miesiącach nie zapełni swoich podziemnych
magazynów, to w sezonie zimowym nie tylko zabraknie jej gazu dla własnych
konsumentów, ale i nie wystarczy go, by zapewnić stabilne funkcjonowanie
gazociągów tranzytowych. Gaz do zbiorników Ukraina powinna kupić od Rosji.
Premier Władimir Putin sugerował UE, żeby zapłaciła za dostarczony w tym celu
gaz.
ND, PAP