- Tak się złożyło w moim
życiorysie, że u mnie nic nie daje się zaplanować. Zapomnieliśmy o tym, że jak była
taka potrzeba, to przez trzy lata byłem kierowcą ciężarówki, a przez rok bezrobotnym
bez prawa do zasiłku. Po prostu jak każdy dobry sportowiec zawsze żyję najbliższym
meczem - mówi Bielecki o swoim potencjalnym premierostwie.
REKLAMA
Tymczasem według "DzGP" w PO rozpatruje się już tylko dwie kandydatury na następców Tuska w fotelu premiera. Chodzi o Michała Boniego i Jacka Rostowskiego. To efekt przyjętej przez partię strategii - PO planuje, by po wyborach prezydenckich przez kilka miesięcy, które pozostaną do wyborów parlamentarnych Polską rządził gabinet fachowców. Boni i Rostowski w ostatnim czasie ostro rywalizują i często się spierają. Ostatnio poróżniła ich reforma systemu emerytalnego - Rostowski chciał odebrać część pieniędzy przekazywanych OFE, na co kategorycznie nie zgodził się Boni. Czy to efekt rywalizacji o tekę premiera?
Atutem obu polityków w oczach Tuska jest nie tylko to, że są fachowcami w swoich dziedzinach, ale również fakt, że żaden z nich nie ma ambicji przejęcia partii.
PRZECZYTAJ WIĘCEJ O SZANSACH ROSTOWSKIEGO NA FOTEL PREMIERA
"DzGP", "Gazeta Wyborcza", arb