W marcu 2003 r. policjanci podjęli próbę zatrzymania dwóch
przestępców - Roberta Cieślaka i Igora Pikusa - zamieszanych w zabójstwo policjanta
w podwarszawskich Parolach w 2002 r. Na terenie posesji, gdzie ukrywali się bandyci,
rozmieścili oni miny-pułapki, które wybuchły w pobliżu policjantów. Jeden z
funkcjonariuszy zginął w wyniku wybuchu, inny zmarł od ran. W rezultacie wymiany
ognia budynek częściowo spłonął; przestępcy zaczadzieli. Akcja policji wywołała
krytykę; opozycja żądała dymisji ówczesnego szefa MSWiA Krzysztofa
Janika.
REKLAMA
Specjalna komisja MSWiA uznała, że doszło do uchybień, bo m.in. nie
przygotowano wariantów akcji oraz właściwego zabezpieczenia medycznego. Nie było
informacji operacyjnych nt. rozmieszczenia min. Śledztwo wszczęto od razu po akcji,
a w kwietniu 2003 r. przekazano je Prokuraturze Okręgowej w Ostrołęce.
Na ławie
oskarżonych Sądu Okręgowego w Warszawie znaleźli się Grażyna Biskupska - b.
naczelnik wydziału ds. walki z terrorem kryminalnym Komendy Stołecznej Policji, Kuba
Jałoszyński - b. dowódca pododdziału antyterrorystycznego i Jan Pol - b. zastępca
komendanta stołecznego policji. Groziła im kara do 8 lat więzienia. Nie przyznali
się oni do zarzutów niedopełnienia obowiązków w trakcie przygotowania i
przeprowadzenia akcji oraz nieumyślnego spowodowania zagrożenia dla życia i zdrowia
policjantów.
Biskupskiej zarzucono m.in., że nie wykorzystała dokumentacji
terenu, nie zadbała o właściwy przepływ informacji, nie przygotowała wariantów
akcji, odpowiedniej łączności, punktu medycznego oraz dróg ewakuacji ewentualnych
rannych. Jałoszyńskiego oskarżono o brak nadzoru nad przygotowaniem zespołów
szturmowych, co miało polegać m.in. na niezaplanowaniu konieczności użycia broni
długiej, nieprzejęciu dowodzenia na miejscu oraz nieopanowaniu chaosu po fiasku
pierwszego szturmu. Pol odpowiadał za to, że odstąpił od przygotowania pisemnego
planu zatrzymania bandytów i wydał polecenie rozpoczęcia akcji przy braku pełnej
informacji.
Proces ruszył w październiku 2005 r. W czerwcu 2006 r. Sąd Okręgowy w
Warszawie uniewinnił podsądnych, uznając m.in., że to nie działania oskarżonych,
lecz Pikusa i Cieślaka spowodowały śmierć i rany policjantów. "Sąd wyraża
współczucie rodzinom zabitych i poszkodowanym, ale jednocześnie sąd wyraża żal, że w
szeregach policji nie ma już Jana Pola, Kuby Jałoszyńskiego i Grażyny Biskupskiej, o
których na tej sali powiedziano, że są jednymi z najlepszych policjantów w kraju" -
mówił sędzia Andrzej Krasnodębski.
Podkreślił, że akcja była precedensowa i -
wbrew zarzutom - przygotowano ją optymalnie, przewidując wiele wariantów.
Przygotowania do operacji musiały jednak - co sąd także zaakcentował - odbywać się w
szczególnym trybie, by uniknąć dekonspiracji. Wiadomo było bowiem, że Cieślak miał w
policji informatorów - nie można więc było oficjalnie zamawiać karetki pogotowia
przed akcją, trzeba było być maksymalnie ostrożnym, bo ostrożni byli też bandyci.
"Zdrajca w policji, współpracujący z Cieślakiem, do dziś nie został wykryty i
ukarany" - podkreślił sędzia.
W czerwcu 2007 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie
zdecydował jednak, że będzie ponowny proces i uchylił ten wyrok. SA przychylił się
do apelacji prokuratury, która wskazując na błędy "w ustaleniach faktycznych i
obrazę przepisów postępowania" sądu I instancji, domagała się ponownego procesu. Od
wyroku odwoływały się też oskarżycielki posiłkowe - matki zabitych policjantów.
W
uzasadnieniu SA stwierdził, że sąd I instancji nie przeanalizował "w pełni i
starannie" dowodów zebranych w tej sprawie. Podkreślił, że nie rozstrzygnięto wielu
rozbieżności m.in. w wyjaśnieniach Jałoszyńskiego i świadków oraz nie określono w
sposób dostateczny roli oskarżonych. SA miał też zastrzeżenia do sposobu
potraktowania przez niższą instancję opinii biegłych.
Pod koniec 2007 r. sąd
okręgowy zdecydował o zwrocie sprawy do prokuratury w Ostrołęce, by uzupełniła
materiał dowodowy o opinię biegłego co do użycia snajperów podczas akcji.
pap, keb