Film spółki autorskiej Grzegorz Madej&Tomasz Sekielski, "Władcy marionetek", nadany w prestiżowym dla TVN24 paśmie wczesnych godzin popołudniowych, rozczarował i to na wielu frontach. Założeniem Tomasza Sekielskiego było to, co powtórzył sam w dyskusji po filmie: chciał pokazać, że politycy nie biorą odpowiedzialności za swoje słowa, a czasem wręcz kłamią. Tylko, że my wszyscy o tym doskonale wiemy, co zresztą sam Sekielski potwierdził na końcu filmu, robiąc krótkie wywiady z obywatelami idącymi do urn wyborczych.
REKLAMA
Sekielski chce rozliczyć polityków z wyborczych obietnic i ewidentnych kłamstw. Robi to dość zręcznie, ale posługuje się manipulacją: "podprowadza" polityków i swobodnie operuje ich wypowiedziami w zderzeniu z obrazem, czasem z ukrytej kamery, albo doprowadza do kontrowersyjnych konfrontacji. Próbuje nam pokazać politykę od strony kuluarów, sugerując, że za słowami i obietnicami nic nie stoi.
Autorzy wrzucają do jednego worka sprawy ważne, jak choćby zatrzymanie asystenta posła Gruszki i całą operację związaną z jego oskarżeniem, a jednocześnie porusza mało znaczący problem wyszynku w Sejmie i picia w hotelu sejmowym. Ilość wątków poruszona w filmie powoduje, że niewiele spraw zostaje potraktowanych poważnie i ma jednakowy ciężar gatunkowy. Mnie od sprawy posła Gruszki i jego asystenta bardzie interesują problemy bezradności obywateli państwa i obojętności polityków wobec takich przypadków, jak pokazana w filmie przymusowa eksmisja, czy problemy karno-skarbowe piekarza, rozdającego chleb potrzebującym. Niestety, Sekielski prześlizguje się nad wszystkimi sprawami, materiał jest powierzchowny, a informacje od dawna znane.
Są w tym filmie rzeczy fałszywe. Z jednej strony Sekielski, w czasie rozmowy z Adamem Łaszynem, doradcą medialnym m. in. Donalda Tuska i Mariana Krzaklewskiego, pokazuje kulisy manipulacji i kuchnię działań politycznych, z drugiej strony natomiast kompletnie pomija rolę mediów, dziennikarzy w kreowaniu wizerunków politycznych i przekazu fałszywego obrazu politycznego. Na plus można natomiast zaliczyć to, że film nie oszczędza nikogo, Madej i Sekielski traktują wszystkich polityków na równi.
W projekcie widać powinowactwo do Michaela Moore'a, autora m. in. takich filmów jak "Zabawy z bronią" i "Fahrenheit 9.11". To świetne, demaskatorskie obrazy o korporacjach, lobbystach, a także politykach. Jednak filmowi Sekielskiego daleko do sprawności i jakości produkcji Amerykanina. Jest on dość banalny. Niestety, nie tylko niczego nie wyjaśnia, ale również nie daje żadnych odpowiedzi i wskazówek, jak poradzić sobie z kłamstwami polityków.
Wszyscy wiemy, że politycy kłamią. Mamy też w pamięci słowa niezapomnianego Jacka Kaczmarskiego, że "polityka to w krysztale pomyje".
Film „Władcy Marionetek" zostanie wyemitowany ponownie przez TVN w poniedziałek 15 marca o godzinie 22.35 Wyważyć otwarte drzwi
2010-03-15 07:09
Film spółki autorskiej Grzegorz Madej&Tomasz
Sekielski, "Władcy marionetek", nadany w prestiżowym dla TVN24 paśmie
wczesnych godzin popołudniowych, rozczarował i to na wielu frontach. Założeniem
Tomasza Sekielskiego było to, co powtórzył sam w dyskusji po filmie: chciał
pokazać, że politycy nie biorą odpowiedzialności za swoje słowa, a czasem wręcz
kłamią. Tylko, że my wszyscy o tym doskonale wiemy, co zresztą sam Sekielski
potwierdził na końcu filmu, robiąc krótkie wywiady z obywatelami idącymi do urn
wyborczych.
Sekielski chce rozliczyć polityków z wyborczych obietnic
i ewidentnych kłamstw. Robi to dość zręcznie, ale posługuje się manipulacją:
"podprowadza" polityków i swobodnie operuje ich wypowiedziami w
zderzeniu z obrazem, czasem z ukrytej kamery, albo doprowadza do
kontrowersyjnych konfrontacji. Próbuje nam pokazać politykę od strony kuluarów,
sugerując, że za słowami i obietnicami nic nie stoi.
Autorzy wrzucają
do jednego worka sprawy ważne, jak choćby zatrzymanie asystenta posła Gruszki i
całą operację związaną z jego oskarżeniem, a jednocześnie porusza mało znaczący
problem wyszynku w Sejmie i picia w hotelu sejmowym. Ilość wątków poruszona w
filmie powoduje, że niewiele spraw zostaje potraktowanych poważnie i ma
jednakowy ciężar gatunkowy. Mnie od sprawy posła Gruszki i jego asystenta
bardzie interesują problemy bezradności obywateli państwa i obojętności
polityków wobec takich przypadków, jak pokazana w filmie przymusowa eksmisja,
czy problemy karno-skarbowe piekarza, rozdającego chleb potrzebującym. Niestety,
Sekielski prześlizguje się nad wszystkimi sprawami, materiał jest powierzchowny,
a informacje od dawna znane.
Są w tym filmie rzeczy fałszywe. Z
jednej strony Sekielski, w czasie rozmowy z Adamem Łaszynem, doradcą medialnym
m. in. Donalda Tuska i Mariana Krzaklewskiego, pokazuje kulisy manipulacji i
kuchnię działań politycznych, z drugiej strony natomiast kompletnie pomija rolę
mediów, dziennikarzy w kreowaniu wizerunków politycznych i przekazu fałszywego
obrazu politycznego. Na plus można natomiast zaliczyć to, że film nie oszczędza
nikogo, Madej i Sekielski traktują wszystkich polityków na równi.
W
projekcie widać powinowactwo do Michaela Moore'a, autora m. in. takich filmów
jak "Zabawy z bronią" i "Fahrenheit 9.11". To świetne,
demaskatorskie obrazy o korporacjach, lobbystach, a także politykach. Jednak
filmowi Sekielskiego daleko do sprawności i jakości produkcji Amerykanina. Jest
on dość banalny. Niestety, nie tylko niczego nie wyjaśnia, ale również nie daje
żadnych odpowiedzi i wskazówek, jak poradzić sobie z kłamstwami polityków.
Wszyscy wiemy, że politycy kłamią. Mamy też w pamięci słowa
niezapomnianego Jacka Kaczmarskiego, że "polityka to w krysztale
pomyje".
Film „Władcy Marionetek"
zostanie wyemitowany ponownie przez TVN w poniedziałek 15 marca o godzinie
22.35