Nieliczni fani hazardowych śledczych mogą odetchnąć z ulgą. Przedstawienie nadal trwa. Najpierw przewodniczący Sekuła wyskoczył, jak filip z konopi, z własnym raportem, z którego oczywiście wynika, że ci z Platformy są cacy, a ci z PiS są be. Drobnych nieprawidłowości dopatrzył się jednie w zachowaniu Zbigniewa Chlebowskiego. Ale z drugiej strony czego więcej można było się spodziewać?
REKLAMA
Sekuła od początku nie wyglądał na takiego, któremu zależy na wyjaśnieniu czegokolwiek. Jedynym jego celem jest walka o fotel prezydenta Zabrza i zrobi wszystko, żeby partia wstawiła go wyborach. Jak mu władze Platformy każą napisać, że z Sobiesiakiem kontaktował się kot Jarosława Kaczyńskiego, to on to posłusznie wykona. Szkoda, że swoją działalnością niszczy, wypracowywane przez lata, dobre imię.
Wypociny byłego prezesa NIK do szewskiej pasji doprowadziły Beatę Kempę. Zmęczona ciągłym użeraniem z Sekułą postanowiła poprosić go o urlop. Dalej było jak w telenoweli. Awantury, krzyki i walenie pięścią w stół ze strony przewodniczącego (tak przynajmniej twierdzi Kempa) i płacz posłanki PiS. Swoją drogą, oglądając obrady tej komisji, rzeczywiście można tylko zapłakać.
Telenowela hazardowa
2010-07-22 14:25
Nieliczni fani hazardowych śledczych mogą odetchnąć z
ulgą. Przedstawienie nadal trwa. Najpierw przewodniczący Sekuła wyskoczył, jak
filip z konopi, z własnym raportem, z którego oczywiście wynika, że ci z
Platformy są cacy, a ci z PiS są be. Drobnych nieprawidłowości dopatrzył się
jednie w zachowaniu Zbigniewa Chlebowskiego. Ale z drugiej strony czego więcej
można było się spodziewać?
Sekuła od początku nie wyglądał na
takiego, któremu zależy na wyjaśnieniu czegokolwiek. Jedynym jego celem jest
walka o fotel prezydenta Zabrza i zrobi wszystko, żeby partia wstawiła go
wyborach. Jak mu władze Platformy każą napisać, że z Sobiesiakiem kontaktował
się kot Jarosława Kaczyńskiego, to on to posłusznie wykona. Szkoda, że swoją
działalnością niszczy, wypracowywane przez lata, dobre imię.
Wypociny byłego prezesa NIK do szewskiej pasji doprowadziły Beatę Kempę.
Zmęczona ciągłym użeraniem z Sekułą postanowiła poprosić go o urlop. Dalej było
jak w telenoweli. Awantury, krzyki i walenie pięścią w stół ze strony
przewodniczącego (tak przynajmniej twierdzi Kempa) i płacz posłanki PiS. Swoją
drogą, oglądając obrady tej komisji, rzeczywiście można tylko zapłakać.