Nawet zabić się nie umiał - takie pewnie komentarze słychać było w redakcjach od dziennikarzy rozczarowanych faktem, że płk Mikołaj Przybył żyje i - wedle doniesień lekarzy - żyć będzie. W podobnym tonie wypowiedział się na wizji Janusz Palikot. "Żołnierz, pułkownik, prokurator nie potrafi tak strzelić, żeby to zrobić skutecznie. Dziwię się" - oświadczył, jak zwykle sympatyczny, szef Ruchu Palikota.
REKLAMA
Zdziwiony - i mocno zniesmaczony - był też Łukasz Cieśla, dziennikarz "Głosu Wielkopolski", który nie robił sobie pamiątkowych zdjęć z zakrwawionym prokuratorem, ale rzucił mu się na pomoc. Dziwak! Dobre zbliżenie twarzy płk. Przybyła byłoby wszak sporo warte! Zamiast dorobić, Cieśla w emocjonalnym komentarzu oskarżył dziennikarzy "grzejących newsa" nad rannym płk Przybyłem o podłość. Kogo oni zatrudniają w tej Wielkopolsce?
Niezadowolona może być też opozycja. Przez swoje niewielkie umiejętności strzeleckie prokurator zasłużył u niej na dużą krechę. Przybył, ograniczając się do samookaleczenia, odebrał politykom okazję do wygłaszania płomiennych mów nad trumną. Opozycja została w blokach - trudno mówić "wina Tuska", gdy poszkodowany żyje i pewnie lada dzień zabierze głos. Może powie, że jednak nie Tusk winien? Na razie trzeba czekać - stąd skwaszone miny liderów opozycji.
Co się stało po konferencji w poznańskiej prokuraturze? Pociągając za spust, Mikołaj Przybył podstawił nam pod twarze lustra. Dziennikarze mieli okazję sobie uświadomić, że ważniejszy jest dla nich krwawy news niż krwawiący człowiek. Odbiorcy mediów przekonali się, że najlepiej oburzać się na hienowatą naturę dziennikarzy nabijając jednocześnie liczbę odsłon krwawych newsów. Politycy przypomnieli sobie, że nie ma takiej tragedii, której nie można wykorzystać do pokazania się w telewizorach. A rodzina prokuratora zobaczyła, jak to jest dowiedzieć się o samobójstwie bliskiej osoby z mediów. I w tym miejscu chciałbym jej złożyć wyrazy serdecznego współczucia. I przeprosić zapewniając jednocześnie, że następnym razem media zachowają się tak samo. Albo gorzej.
Bo już dawno weszliśmy na drogę cynizmu i hipokryzji. Drogę, z której nie ma odwrotu.
Pułkowniku Przybył, dlaczego pan przeżył?
2012-01-10 09:08
Nawet zabić się nie umiał - takie pewnie komentarze
słychać było w redakcjach od dziennikarzy rozczarowanych faktem, że płk Mikołaj
Przybył żyje i - wedle doniesień lekarzy - żyć będzie. W podobnym tonie
wypowiedział się na wizji Janusz Palikot. "Żołnierz, pułkownik, prokurator
nie potrafi tak strzelić, żeby to zrobić skutecznie. Dziwię się" -
oświadczył, jak zwykle sympatyczny, szef Ruchu Palikota.
Zdziwiony - i
mocno zniesmaczony - był też Łukasz Cieśla, dziennikarz "Głosu
Wielkopolski", który nie robił sobie pamiątkowych zdjęć z zakrwawionym
prokuratorem, ale rzucił mu się na pomoc. Dziwak! Dobre zbliżenie twarzy płk.
Przybyła byłoby wszak sporo warte! Zamiast dorobić, Cieśla w emocjonalnym
komentarzu oskarżył dziennikarzy "grzejących newsa" nad rannym płk
Przybyłem o podłość. Kogo oni zatrudniają w tej Wielkopolsce?
Niezadowolona może być też opozycja. Przez swoje niewielkie
umiejętności strzeleckie prokurator zasłużył u niej na dużą krechę. Przybył,
ograniczając się do samookaleczenia, odebrał politykom okazję do wygłaszania
płomiennych mów nad trumną. Opozycja została w blokach - trudno mówić "wina
Tuska", gdy poszkodowany żyje i pewnie lada dzień zabierze głos. Może
powie, że jednak nie Tusk winien? Na razie trzeba czekać - stąd skwaszone miny
liderów opozycji.
Co się stało po konferencji w poznańskiej
prokuraturze? Pociągając za spust, Mikołaj Przybył podstawił nam pod twarze
lustra. Dziennikarze mieli okazję sobie uświadomić, że ważniejszy jest dla nich
krwawy news niż krwawiący człowiek. Odbiorcy mediów przekonali się, że najlepiej
oburzać się na hienowatą naturę dziennikarzy nabijając jednocześnie liczbę
odsłon krwawych newsów. Politycy przypomnieli sobie, że nie ma takiej tragedii,
której nie można wykorzystać do pokazania się w telewizorach. A rodzina
prokuratora zobaczyła, jak to jest dowiedzieć się o samobójstwie bliskiej osoby
z mediów. I w tym miejscu chciałbym jej złożyć wyrazy serdecznego współczucia. I
przeprosić zapewniając jednocześnie, że następnym razem media zachowają się tak
samo. Albo gorzej.
Bo już dawno weszliśmy na drogę cynizmu i
hipokryzji. Drogę, z której nie ma odwrotu.