Newsletter | Prenumerata | E-wydania | Mobile | RSS
Dołącz do nas:
Zobacz także:
Blogbox Infotuba.pl Gover.pl Pitbul
Tutaj jesteś: Strona główna | Tygodnik  Archiwum  Bestia na frugo

Bestia na frugo

Czy Mike Tyson odgryzie ucho Dariuszowi Michalczewskiemu? – Na ringu spotkać się nie mogli, to zaaranżowałem im walkę w biznesie – mówi Wiesław Włodarski, potentat branży napojów energetycznych.
Mike „Bestia" Tyson. Bokserska legenda wagi ciężkiej. Na 58 stoczonych walk wygrał 50, w tym aż 44 przez nokaut. Jednemu z przeciwników próbował odgryźć ucho, innemu połamać ręce, a jeszcze innego bił, gdy ten – już znokautowany – leżał na deskach. Przy okazji dostało się też sędziemu. Znany też z tego, że siedział w więzieniu za gwałt na 18-latce, nie stronił od narkotyków, a swoim wielomilionowym majątkiem zarządzał tak, że musiał ogłosić bankructwo. Teraz, mając 45 lat, już na bokserskiej emeryturze, od czasu do czasu wywołuje skandale kontrowersyjnymi wypowiedziami, spuszcza manto natrętnym fotoreporterom i grywa epizody w filmach.
Skocz do tekstu
REKLAMA


– Włożymy mu kapelusz, biały garnitur i przedstawimy go jako dżentelmena. Mike Tyson jest rozpoznawalny na całym świecie, jest idealnym symbolem buzującej energii. Dzięki niemu mój Black będzie marką globalną – snuje plany w rozmowie z „Wprost" Wiesław Włodarski, właściciel firmy Food- Care, producent napoju energetyzującego Black. Tyson właśnie został twarzą marki.

Biznes wart jest mszy

Babci Włodarskiego, Rozalii, pewnie nawet przez myśl nie przeszło, by mały Wiesio miał w przyszłości zadawać się ze skandalistami. Wiesio miał być księdzem. – Nie chciałem służyć w kościele, więc babcia płaciła mi za służenie po 50 zł od mszy. Chodziłem dwa razy dziennie. To był mój pierwszy biznes w życiu. Dzięki ministranturze poznałem nawet Jana Pawła II, gdy był jeszcze kardynałem – wspomina 49-letni krakowski biznesmen.

Za pieniądze „zarobione" na byciu ministrantem uprawiał hazard ze szkolnymi kolegami.

– Wszystkich ogrywałem, więc straciłem kolegów – śmieje się Włodarski.

W 1981 r., już jako 19-latek, Włodarski dorabiał sprzątaniem lodziarni i zastanawiał się, co dalej w życiu robić. Doszedł do wniosku, że skoro zatrudniający go lodziarze jeżdżą mercedesami, to opłaca się robić lody. Kupił za 8 tys. zł maszynę do lodów i wystartował. Wkrótce odkrył, że opłaca się produkować też pachnące gumki dla uczniów i – od 1984 r. – galaretkę. Wtedy właśnie w podkrakowskim Zabierzowie powstała jego firma Gellwe. Na początku rozwijać biznes było trudno – Włodarski wyglądał bardzo młodo, wręcz chłopięco, a w PRL- -owskiej rzeczywistości to nie było atutem. Żeby załatwić potrzebne dostawy, musiał wyglądać poważnie i budzić zaufanie socjalistycznych dyrektorów – zapuścił więc wąsy.

Podziel się

















Polecamy

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Dodatek
Wszystko o Finansach
Polecamy
Czytaj Wprost na Facebooku. Sprawdź aplikację już teraz !
Polecamy

Dodatkowe opcje wyszukiwania:
Serwis używa plików cookies, aby mógł lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Podczas korzystania z serwisu pliki te są zapisywane w pamięci urządzenia. Zapisywanie plików cookies można zablokować, zmieniając ustawienia przeglądarki. zamknij
Więcej informacji w naszej Polityce prywatności