Dziennikarz potwierdził, że przekazał skopiowaną listę na płytach CD "kolegom dziennikarzom"; nie chciał jednak przyznać, jak wielu z nich ją otrzymało. Nie chciał też ujawnić, w jaki sposób wszedł w jej posiadanie.
Podkreślił tylko, że nie jest to lista agentów. Dodał, że są na niej osoby pracujące w IPN, np. prof. Andrzej Paczkowski, które z zasady nie mogły być tajnymi współpracownikami.
Zrobiłem to, by umożliwić dziennikarzom zwrócenie się do IPN o odtajnienie tych danych - powiedział
Wildstein.
W wywiadie dla radia RMF Wildstein zapewnił, że nie opublikuje listy z kilku względów, m.in. "dlatego że to zwykłemu obywatelowi nic nie da, a stworzę asumpt do tego, aby potem utożsamiać te nazwiska, które tam się znajdują, z tajnymi współpracownikami. To jest przydatne dla dziennikarzy".
Specjalna komisja Instytutu Pamięci Narodowej ma do środy zbadać
sprawę wycieku z IPN rzekomej "listy agentów", a w środę sprawą
zajmie się kolegium IPN - poinformował w sobotę prezes IPN Leon
Kieres. Dodał, że owa lista nie jest listą agentów, ale spisem
osób pojawiających się w archiwach tajnych służb PRL.
Sprawę nagłośniła "Gazeta Wyborcza". W sobotnim artykule pt. "Ubecka lista krąży po
Polsce" napisała, że skopiowana w archiwum IPN przez nie wymienionego z
nazwiska dziennikarza lista funkcjonariuszy tajnych służb PRL,
agentów i kandydatów na agentów z "nieprawdopodobną liczbą 240
tys. nazwisk" krąży po Polsce. Komputer z bazą danych o archiwach
znajduje się w czytelni od jesieni ubiegłego roku. Mają do niego
dostęp wszyscy, którzy korzystają z archiwum.
em, pap
Patrz też: Lista Wildsteina tutaj lub tutaj