W stołecznych mediach też nieciekawie - garstka antyglobalistów i alterglobalistów zapełnia całe kolumny. Powstają dramatyczne stories o "ruchu buntowników" - ten walczył w Seattle, tamten w Pradze, a jeszcze ktoś siedział w suce podczas rozruchów w Porto Alegre.
Ale dzięki szczytowi można też zarobić. Dziś bowiem o poziomie późniejszych inwestycji nie decydują wirtualne korzyści, tylko warunki do prowadzenia interesów. Nikt nie będzie inwestował dużych pieniędzy w miejscach, gdzie nie ma zaufania do władz. Stąd wizerunek kraju jest rzeczą kluczową. Duże spotkania, a europejski szczyt jest przede wszystkim spotkaniem gospodarczym, pomagają budować pozytywny wizerunek kraju. Przyjazd ponad tysiąca osobistości - łącznie z dziennikarzami - to jeden z elementów nakręcania koniunktury gospodarczej. Sam szczyt będzie się składał z kilkudziesięciu imprez różnego rodzaju i w wielu z nich będą elementy promocji Polski. Będzie okazja do przedstawienia polskiej tematyki podczas sesji, które poprowadzą przedstawiciele naszego kraju. Gdybyśmy chcieli wykupić w mediach reklamy w miejsca relacji ze szczytu, to kosztowało by to dużo więcej niż 25 mln wydanych na organizację imprezy.
Grzegorz Sadowski