Szkoła polityczna

Szkoła polityczna

Grzegorz Napieralski i Waldemar Witkowski z dziećmi (fot. Forum)
Coraz więcej polityków deklaruje, że ich dzieci uczęszczają do szkół publicznych. Wszystko przez presję wyborców.

Jeszcze kilka lat temu w kolorowej prasie można było przeczytać o sowitym czesnym, które politycy płacą w prywatnych szkołach swoich dzieci. Dziś coraz więcej młodych parlamentarzystów deklaruje, że ich pociechy korzystają z publicznej edukacji. Uznali, że uczęszczanie przez ich dzieci do prywatnych szkół kłuje w oczy wyborców. A w dodatku utwierdza Polaków w przekonaniu, że system edukacyjny, który nieustannie „poprawiają”, jest na niskim poziomie. Stanisław Pięta, poseł PiS, zachwala publiczną szkołę w Bielsku-Białej, do której poszła jego ośmioletnia córka. – Dziecko musi sobie radzić z trudami w normalnej szkole.

Nie należy przed nim rozwijać puchowego dywanu – mówi Pięta. Joanna Mucha, posłanka PO, także przekonuje o zaletach publicznego szkolnictwa. – Starszy syn studiuje już filozofię w języku angielskim na UW, ale młodszy nadal uczy się w publicznym liceum w klasie matematyczno-fizycznej. Publiczna szkoła jest niedaleko jego domu, a kadra nauczycielska jest bardzo profesjonalna – tłumaczy Mucha. Do państwowej szkoły chodzą córki Grzegorza Napieralskiego, byłego szefa SLD.

– Ala skończyła już państwową szkołę muzyczną, Ola nadal do niej chodzi. Młodsza córka gra na harfie, starsza na gitarze. Jeśli zaś chodzi o gimnazjum, to też zdecydowaliśmy się na publiczne – mówi Napieralski (na zdj.). Tadeusz Cymański, poseł Solidarnej Polski, który jest ojcem pięciorga dzieci, wysłał je wszystkie do publicznych szkół. Twierdził, że chciał, żeby uczyły się w środowisku, w którym się wychowują. Znaczenie miały też względy finansowe. Szczególnie że przy gromadce pięciorga dzieci czesne byłoby dużym wydatkiem. Ze względu na fundusze na prywatną szkołę nie zdecydował się też Tomasz Jaskóła z Kukiz’15. Poseł z zawodu był nauczycielem. Miał też własną szkołę, w której prowadzone były dwuletnie kursy dla przyszłych maturzystów, którzy wybierali się na studia prawnicze. – Odkąd zostałem politykiem, zrezygnowałem z prowadzenia szkoły, teraz zajmuje się tym moja żona – mówi Jaskóła. Mimo tego, że polityk zarządzał prywatną placówką, jest zwolennikiem publicznego szkolnictwa. – Mój najstarszy 16-letni syn chodzi do częstochowskiego liceum. Drugi syn chodzi do publicznej podstawówki, a najmłodsza córka jest w przedszkolu – mówi Jaskóła. W związku z nieustannymi reformami edukacji politycy musieli też podejmować decyzję, czy posłać dziecko w wieku sześciu, czy siedmiu lat. Ewa Lieder, posłanka Nowoczesnej, która ma trójkę dzieci, zdecydowała, by jej najmłodsza córka poszła do szkoły jako sześciolatka. Teraz tego żałuje. – Uważałam, że to nie była dobrze przygotowana reforma, choć szkoła profesjonalnie do niej podeszła – mówi posłanka. Joanna Kluzik-Rostkowska posłała dziecko do szkoły w wieku sześciu lat. To akurat nie dziwi, bo to ona jako szefowa resortu edukacji wprowadzała obowiązek szkolny dla sześciolatków.

Kontrowersje budziło jednak to, że Kluzik-Rostkowska posłała swoje dziecko do społecznej szkoły. – Poszły do I społecznego liceum przy ul. Bednarskiej w Warszawie, bo uważałam je za świetną szkołę – mówi Joanna Kluzik-Rostkowska. Czesne w szkole wynosi 1130 zł. Polityk tłumaczy jednak, że szkoły społeczne były postulatem okrągłostołowym Solidarności. – To był nowy element polskiego systemu edukacji. Dlatego nie rozumiem zarzutów polityków, że moje dzieci chodziły do szkoły społecznej – mówi Kluzik-Rostkowska. Szczególnie że do prestiżowego liceum przy ul. Bednarskiej trudno się dostać. W kilkuetapowej rekrutacji bierze udział nawet kilkunastu kandydatów na miejsce. Nie dostała się do niego Marta Kaczyńska. Jarosław Kaczyński skarżył się na to nawet w książce „Polska naszych marzeń”. Uznał, że to dowód na ostracyzm społeczny, który spowodowany był jej nazwiskiem. Ale do szkoły przy ul. Bednarskiej nie przyjęto też Aleksandry Kwaśniewskiej, córki byłego prezydenta.

Joanna Miziołek

Okładka tygodnika WPROST: 35/2017
Więcej możesz przeczytać w 35/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także