Zastrzeżenia do takiego prowadzenia akcji ma adwokat Piotr Kaszewiak. – Sytuacja, w której czynności procesowe przeprowadza w imieniu policjantów strażak jest zupełnym nieporozumieniem i w żaden sposób nie da się tego pogodzić z przepisami - uważa. Rzeczniczka łódzkiej policji odnosi się także do informacji o tym, że partner Kai był karany za gwałt. - Były to informacje pochodzące z internetu, w związku z tym musieliśmy je zweryfikować jako policja. Ta weryfikacja została wdrożona i oczekiwaliśmy na informację zwrotną z policji angielskiej – mówi Joanna Kącka. Przyznaje, że dane Wysp polska policja otrzymała po ponad tygodniu od wysłania zapytania.
Gdyby jednak policjanci naprawdę chcieli szybko ustalić, czy partner Kai dopuścił się wcześniej okrutnej zbrodni, nie mieliby z tym problemu. O brutalnym gwałcie i procesie w tej sprawie słyszał nie tylko każdy policjant, ale też większość mieszkańców miasteczka Peterborough we wschodniej Anglii. – To było po trzeciej rano, kobieta wracała ścieżką rowerową na Westwoodzie. Tę dziewczynę złapał, przydusił do nieprzytomności i brutalnie gwałcił. To była bardzo duża sprawa, jedna z największych takich akcji - wspomina w rozmowie z dziennikarzem UWAGI! mieszkaniec Peterborough i dodaje, że po tym, jak przestępstwo wyszło na jaw, przebadanych zostało kilkuset mężczyzn. - Po badaniach DNA wyszło, że to on. Wtedy już był przyparty do muru i się przyznał – wspomina.
W sprawie zaniedbań popełnionych przez policjantów podczas poszukiwań Kai prokuratura wszczęła odrębne śledztwo. – Dostrzegliśmy potrzebę zbadania tej kwestii. Wnioski po przeprowadzeniu postępowania będzie wyciągać prokuratura wyznaczona do przeprowadzenia odrębnego śledztwa. Niewątpliwie jest to okoliczność, która wymaga wyjaśnienia - mówi Krzysztof Kopania z Prokuratury Okręgowej w Łodzi. Pani Elżbieta zaznacza, że rodzina Kai do dziś nie została oficjalnie poinformowana jej śmierci. - Policja do dziś nie zadzwoniła do nas, do dziś nam nie powiedziała, że Kaja nie żyje - mówi. - To przez nich ona leżała tam tyle dni - nie ma wątpliwości.
Podczas przesłuchania Artur W. powiedział, że Kaję udusił po wielogodzinnej, nocnej kłótni, a synek Kai w tym czasie spał i nie widział, co się dzieje. Mężczyzna będzie czekał na proces w areszcie, grozi mu dożywocie. Stan, w jakim znaleziono ciało, poważnie jednak utrudni pracę śledczym. Nie sposób ustalić, czy Kaja została przed śmiercią zgwałcona, sekcja zwłok nie odpowiedziała też na pytanie czy zamordowana kobieta była w ciąży, a taką właśnie informację miała przekazać tuż przed śmiercią Arturowi W.