Powrót Balcerowicza

Powrót Balcerowicza

Lech Wałęsa i Leszek Balcerowicz
Lech Wałęsa i Leszek Balcerowicz / Źródło: Facebook / Lech Wałęsa
Od lat jest recenzentem życia publicznego, ale ostatnio staje się coraz bardziej aktywny. Mowa o Leszku Balcerowiczu, ekonomiście, liderze partyjnym, twórcy polskiej transformacji. Człowieku, który budzi emocje.

W lipcu tego roku Balcerowicz, rocznik ’47, pojawił się na demonstracji w obronie sądów zorganizowanej pod Sejmem przez KOD. Grzmiał, że Jarosław Kaczyński prowadzi Polskę drogą Putina, do socjalistycznej dyktatury. – Bo dyktaturę wyróżnia to, że wymiar sprawiedliwości, włącznie z sądami, jest w rękach władzy politycznej – przekonywał Balcerowicz. – My na razie mamy do czynienia z tworzeniem instytucji dyktatury. Ale po co? Po to, żeby zostały użyte.

Początek września przyniósł jeszcze mocniejszy akcent – Balcerowicz, razem z byłym prezydentem Lechem Wałęsą, wydał oświadczenie na temat: „Co jest najważniejsze w obecnej sytuacji w Polsce”. Myślą przewodnią tego oświadczenia jest konieczność organizowania się obywateli i ich współpracy również z opozycją polityczną w celu skutecznej obrony wolności i państwa prawa. Obaj politycy nawołują do wzmocnienia struktur, które będą rejestrować i podawać do opinii publicznej wszystkie przypadki łamania i nadużywania państwa przez funkcjonariuszy państwowych i działaczy partyjnych, a także do ochrony oraz pomocy dla osób, które padałyby ofiarą takich czynów. – Byłoby jednak szkodliwą utopią wierzyć, że opozycja obywatelska może zastąpić opozycję polityczną – napisali obaj politycy, zaznaczając, że zatrzymać zmiany wprowadzane przez rząd można tylko poprzez wybory.

Sojusz dość zaskakujący, i to nie tylko dlatego, że Balcerowicz to liberał, a Wałęsa – historyczny lider związku zawodowego. Twórca Solidarności, choć na początku lat 90. długo firmował reformy ekonomiczne profesora, później go krytykował. – Wyrzuciłbym Balcerowicza w drugiej kadencji swojej prezydentury. Nie byłem dyktatorem dla siebie, ale dla Polski i w związku z tym bym to zrobił. Tylko przegrałem drugą kadencję i to spowodowało, że połowę rzeczy zrealizowałem – mówił niedawno w jednym z wywiadów Wałęsa. Czy Leszek Balcerowicz poczuł wolę powrotu do polityki i widzi się na czele jakiejś partii?

Pisowski epizod

Dokonania, które ma na swoim koncie były wicepremier i minister finansów trzech rządów: Tadeusza Mazowieckiego, Jana Krzysztofa Bieleckiego i Jerzego Buzka, były prezes NBP i były lider Unii Wolności, w dzisiejszej polityce mogą być bardziej obciążeniem niż atutem. Starsi wyborcy doskonale pamiętają hasło „Balcerowicz musi odejść”, które było wyrazem sprzeciwu wobec szoku transformacji, jakie zafundowała społeczeństwu ekipa Tadeusza Mazowieckiego z Balcerowiczem na czele. Hasło to obowiązywało przez całe lata 90. Potem Balcerowicz faktycznie odszedł. Jeżeli chodzi o jego kierowanie Unią Wolności, która dawno temu zniknęła ze sceny politycznej, to nawet działacze tej partii mają mieszane uczucia co do jego przywództwa. Zdobysław Milewski, rzecznik prasowy w rządzie Hanny Suchockiej, mówił w wywiadzie dla magazynu „Plus Minus”: – Jego plan transformacji, choć pewnie miał swoje ciemne i złe strony, to jednak spowodował, że polska gospodarka poszła do przodu jak wystrzelona z katapulty, w porównaniu z naszymi sąsiadami. Ale na przywódcę partii Balcerowicz się nie nadawał. Nie był wybitnym liderem. Sam Balcerowicz napisał w 1995 r. tekst o tym, dlaczego się zaangażował w politykę. Można go przeczytać w najnowszej książce byłego wicepremiera „Wolność, rozwój, demokracja”, która jest zbiorem wybranych tekstów napisanych od 1989 do 2016 r. W artykule poświęconym swojemu zaangażowaniu w działalność partyjną autor przekonywał, że polityka okazała się najsłabszym punktem przemian w Polsce, a jednocześnie od niej zależy dokończenie reform, zakorzenienie demokracji, umocnienie pozycji międzynarodowej Polski. I dlatego trzeba się w nią angażować. O samej Unii Wolności napisał: „Uważam tę partię za najważniejsze ogniwo politycznego bloku reform. Łącząc w mądry sposób ciągłość i autentyczną zmianę, Unia Wolności może osiągnąć poważny sukces polityczny”. Jego prognozy ziściły się tylko częściowo. UW weszła do Sejmu w 1997 r. i utworzyła rząd z AWS, ale w następnych wyborach poniosła sromotną porażkę.

Od teorii do praktyki

Jerzy Kropiwnicki, ekonomista, członek Rady Polityki Pieniężnej, twierdzi, że to on wprowadził Leszka Balcerowicza na salony Solidarności. – Dwukrotnie zaprosiłem go do Łodzi na konferencję ekonomiczną organizowaną przez Komisję Krajową „S”, w 1980 i 1981 r. To był dla niego wstęp do naszego środowiska – opowiada. I dodaje, że kiedyś o Balcerowiczu powiedział, iż obaj kończyli tę samą uczelnię, tylko on, Kropiwnicki, miał lepszych profesorów. – To wyglądało na złośliwość, ale historycznie jest prawdą – mówi. – Obaj kończyliśmy SGPiS, tylko ja w 1968 r., a wtedy odsunięto od wykładów wielu wybitnych ekonomistów, m.in. Michała Kaleckiego. Balcerowicz jest ode mnie dwa lata młodszy, a więc nigdy nie zapoznał się głębiej z dorobkiem ekonomii zachodniej ani naukowcami, którzy prezentowali wrażliwość społeczną. Kiedyś usłyszałem od niego, że pojęcie sprawiedliwości społecznej jest dla niego dziwaczne. Zdaniem Kropiwnickiego Balcerowicz w czasach PRL był człowiekiem o otwartym umyśle, chętnie podejmującym różne tematy. – Kiedy go poznałem, był przywódcą młodych ekonomistów, którzy próbowali reformować gospodarkę socjalistyczną przez wkładanie do niej elementów rynkowych – opowiada. – Jego ewolucja dokonała się w latach 80. W ich końcówce okopał się w wolnorynkowym, mechanicznym liberalizmie i mam wrażenie, że do dziś nie potrafi z tego wyjść. Być może właśnie z tego powodu, gdy Balcerowicz rozpoczął realizację swojego słynnego planu z błogosławieństwem Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego, nie wahał się przeprowadzać najtrudniejszych reform. A że na transformacji gospodarczej i ustrojowej nikt się w Polsce nie znał, to wszyscy wykonywali to, co wymyślił Balcerowicz i jego ludzie. Dziś od posłów Sejmu X kadencji można usłyszeć, że Leszek Balcerowicz mylił się w wielu swoich prognozach, ale wszystko wyszło bardzo dobrze.

Partia jak firma

Opinia publiczna była jednak niezmiernie zaskoczona, gdy ten technokratyczny ekonomista w 1995 r. został liderem Unii Wolności, a na dodatek zdobył to stanowisko, pokonując w głosowaniu Tadeusza Mazowieckiego, swojego byłego szefa. Komentatorzy śmiali się, że na potrzeby kampanii 1997 r. PR-owcy nauczyli Balcerowicza, że w kontaktach z ludźmi trzeba się uśmiechać i on czasami o tym zapominał. A gdy sobie przypominał, ni z tego, ni z owego zaczynał się uśmiechać. Czasami dochodziło do zabawnych sytuacji – mniej więcej w tym okresie Balcerowicz miał spotkania w całej Polsce. W czasie wakacji przyjechał również nad morze i na spotkanie z mieszkańcami w Świnoujściu przyszedł na luzie, w dżinsach i koszuli– czuć było w tym rękę speców od wizerunku. Tymczasem cała sala była ubrana na galowo, panowie w garniturach, w końcu przyszli na spotkanie z samym Balcerowiczem. Partię polityczną traktował jak przedsiębiorstwo, w którym wszyscy słuchają dyrektora, co dla działaczy dawnej Unii Demokratycznej, mocno rozdyskutowanej, było szokiem. Ale UW pod jego kierownictwem zdobyła ponad 13 proc. głosów i zawarła koalicję rządzącą ze zwycięską AWS. A jeszcze na początku 1997 r. w niektórych sondażach miała zaledwie 5 proc. poparcia, a więc balansowała na granicy progu wyborczego. – Leszek Balcerowicz nigdy nie odpuszcza, zawsze realizuje swoje cele i jest w pełni zaangażowany – ocenia Grzegorz Cydejko, dziennikarz i publicysta. – Nie boi się stawać na czele. A choć był liberałem, pokonał w wyborach parlamentarnych na Śląsku szefa Solidarności Mariana Krzaklewskiego i Barbarę Blidę. Cydejko (który w ubiegłym tygodniu, w 28. rocznicę powołania Leszka Balcerowicza na wicepremiera prowadził jego spotkanie z czytelnikami z okazji premiery nowej książki) uważa, że Balcerowicz potrafi uwodzić słuchaczy. – Jeśli ma pogląd, to jest on ugruntowany i poparty solidnymi argumentami. Nie unika trudnych pytań, tylko odpowiada. To się podoba – mówi dziennikarz.

Nie można siedzieć i narzekać

Jednak trudne elementy transformacji: bankrutujące masowo przedsiębiorstwa, lawinowo narastające bezrobocie, likwidacja PGR-ów – ciągle wiszą nad Balcerowiczem. Dariusz Grabowski, który był doradcą ekonomicznym premiera Jana Olszewskiego, powiedział w jednym wywiadów dosyć brutalnie, że recepty Balcerowicza ukierunkowały inicjatywę obywateli na handel tandetą i przemyt, a nie na prawdziwą przedsiębiorczość. Politycy AWS nie mogą mu zapomnieć, że traktował ich z góry, bo uważał, że tylko jego Unia Wolności zna się na polityce i gospodarce. Kropiwnicki zaś opowiada, że głosował przeciwko powołaniu Balcerowicza na szefa NBP. – Uważałem, że jako wicepremier znacząco stłumił wzrost gospodarczy, a jako szef NBP całkowicie go zamorduje. I tak się stało, bo Rada Polityki Pieniężnej tak podniosła stopy procentowe, że skutecznie zdusiła rozwój gospodarki – mówi. – Dziś tamta RPP jest chwalona, że stłumiła inflację, ale przy okazji zamordowała dwie partie: AWS i UW. Jednak profesor ma też wielu fanów, którzy uważają, że gdyby nie plan Balcerowicza, dzisiaj bylibyśmy pod względem gospodarczym w dużo gorszej sytuacji. Tak czy inaczej jego wolnorynkowe idee zostały tak głęboko zaszczepione w elitach politycznych, że kolejne rządy z mniejszymi lub większymi korektami podążały wytyczoną przez niego ścieżką Pierwsza ekipa, która się z tego wyłamała, to rząd PiS. Być może właśnie to najbardziej irytuje Balcerowicza. Już przed rokiem w wywiadzie dla portalu Gazeta. pl mówił, że popiera KOD i działania opozycji przeciwko PiS. – Im silniejszy będzie obywatelski ruch obrony państwa prawa i wolności, tym większe szanse na to, że epizod pisowski skończy się szybciej. Cała rzecz w działaniu, a nie w gdybaniu, kiedy to się skończy. Bo samo się nie skończy! Nie można siedzieć i narzekać, że cud się jeszcze nie stał, biadolić i czekać na innych, że zrobią za nas obywatelską robotę. Balcerowicz sam nie zasypia gruszek w popiele – jest aktywnym recenzentem życia publicznego na swoim koncie na Twitterze, które obserwuje aż 263 tys. osób. Jego wpisy nie pozostawiają żadnych wątpliwości, że uważa PiS za siłę polityczną, którą należałoby jak najszybciej odsunąć od władzy. O reparacjach wojennych od Niemiec napisał, że PiS żeruje na ludzkich emocjach i że „z tego nie będzie żadnych pieniędzy, a tylko dalsze skłócanie Polaków”. Słowa premier Beaty Szydło, że protesty przeciwko sądom były inspirowane i opłacane, skomentował na odmianę stwierdzeniem: „Władza, w odróżnieniu od obywateli, może głosić dowolne oskarżenia bez podawania dowodów. Antydemokracja”. To przykłady z kilku ostatnich dni. A każdego dnia Balcerowicz umieszcza na Twitterze po kilka wpisów. Natomiast na stronie Balcerowicz.pl w głównym miejscu na samej górze przywołane są słowa z 2007 r.: „Pokaż populistom gest Kozakiewicza”.

Ofe, czyli deptanie konstytucji

Żeby być sprawiedliwym, trzeba przypomnieć, że Leszek Balcerowicz bywał też bardzo krytyczny wobec rządów Platformy Obywatelskiej i PSL. To właśnie za czasów tamtej koalicji w 2010 r. w centrum Warszawy został zamontowany licznik długu publicznego, który pokazywał narastające zadłużenie Polski. Balcerowicz nie mógł też darować Platformie Obywatelskiej likwidacji OFE i odwrócenia reformy emerytalnej przyjętej za rządów AWS, kiedy on sam był wicepremierem i ministrem finansów. Warto przypomnieć, co mówił na temat skoku Platformy na OFE. – Politycy jawnie, cynicznie i brutalnie podeptali konstytucję, a teraz mówią, że nie ma żadnego problemu – grzmiał były wicepremier w grudniu 2013 r. Zarzucił rządzącym, że wykonując skok na pieniądze z OFE, chcieli zasilić publiczną kasę, po to by w okresie przedwyborczym lekką ręką wydawać pieniądze. Przekonywał, że jeżeli ustawa wejdzie w życie, to zmiany w funduszach osłabią wzrost gospodarczy Polski. Namawiał nawet, by obywatele nie głosowali w przyszłości na polityków, którzy podnieśli rękę na OFE. I w swoich artykułach odsyłał czytelników na stronę NieZaglosuje. pl., gdzie m.in. wisiała lista posłów PO i PSL. Z tej niezgody na likwidację OFE wzięła się nowa partia polityczna Nowoczesna Ryszarda Petru. Początkowo media informowały, że jest to projekt Leszka Balcerowicza, który firmuje Petru, jego wychowanek. Lider Nowoczesnej najpierw był asystentem Balcerowicza, a później jego doradcą. Zresztą były wicepremier na przestrzeni lat wykreował środowisko młodych liberalnych ekonomistów. Wśród nich był m.in. Petru. Wiosną 2015 r. pogłoski, że Balcerowicz zamierza aktywnie zaangażować się w politykę, mocno się nasiliły. Ale gdy przyszło do zakładania partii, ekswicepremier nie pojawił się na kongresie założycielskim Nowoczesnej, a Petru ogłosił, że profesor nie będzie startował do Sejmu ani zajmował żadnego stanowiska w strukturach partyjnych. – Wiele razy pytałem Balcerowicza, czy mógłby stanąć na czele partii. On uważa raczej, że to rola dla innych – mówi Cydejko.

Morawiecki na celowniku

Wobec rządów PO-PSL Balcerowicz nie był jednak aż tak krytyczny, jak wobec obecnej władzy. W połowie ubiegłego roku w programie „Tomasz Lis” były wicepremier, mówiąc o rządach PiS, stwierdził: – Jesteśmy w rękach szaleńców i szarlatanów albo ludzi, dla których liczy się tylko władza. O wicepremierze, ministrze rozwoju i finansów Mateuszu Morawieckim w styczniu tego roku w TVN24 mówił, że zbyt pospiesznie i nieudolnie nadrabia braki w elementarnej edukacji ekonomicznej i logicznej. Repolonizację banków, jedną z obietnic wyborczych PiS, nazwał upolitycznieniem i dodał, że „jest to kolejny slogan dla ciemnego ludu”. W lutym grzmiał, że Morawiecki przemilcza największe zagrożenia dla polskiej gospodarki, czyli obniżenie wieku emerytalnego i wysokie wydatki na cele socjalne. Że nie rozumie, co jest dobre dla Polski i stara się realizować szkodliwe projekty. Zarzucił mu też, że jest „prymitywnym propagandzistą”. A gdy okazało się, że budżet państwa jest w bardzo dobrej kondycji, uznał to za zjawisko przejściowe. I zarzucił rządzącym, że mówiąc o finansach publicznych, posługują się celową dezinformacją.

Pic ponury i pogodny

Balcerowicz jest neoliberałem, takim z krwi i kości. Według niego przyczyną ekonomicznego kryzysu i społecznego zła jest nadmierna interwencja państwa. Im jej więcej, im więcej polityki, zwłaszcza socjalnej, tym większy kryzys. Bieda bierze się z nadmiernie rozbudowanego państwa socjalnego, bo „rozrośnięte i źle zbudowane państwa socjalne pod hasłami dobroczynności produkują ludzi uzależnionych od socjalu”, co – jak mówi profesor w jednym z wywiadów – „rzutuje na dzieci”. Co z 500 plus? To „skrajna nieodpowiedzialność”. Problem biedy można rozwiązać, „pomagając przedsiębiorcom tworzyć miejsca pracy, a pracobiorców zachęcić do pracy”. Jeśli już pomoc socjalna jest konieczna, to taka na krótko. Profesor Balcerowicz jest też wyznawcą tezy, że im mniej jest biurokracji, tym lepiej. Niektórzy „po prostu chcą więcej pieniędzy od państwa lub chcą więcej osłony przed konkurencją, co też się ostatecznie przekłada na pieniądze”. Wyższa płaca minimalna? To „lekarstwo gorsze od choroby”, bo prowadzimy do sytuacji, że będzie to dla przedsiębiorcy jedynie pusty zapis na papierze. Wreszcie podkreśla, że Polska polityka została uzależniona „w dużym stopniu od PR, czyli picu. Mamy pic ponury, groteskowy i pogodny” – mówi Balcerowicz. Dziś Balcerowicz neoliberalizm i wolny rynek promuje w swojej Fundacji Obywatelskiego Rozwoju i w kolejnych książkach. Co roku wykłady w Letniej Szkole Balcerowicza gromadzą tłumy młodych ludzi, którzy dosłownie chłoną słowa byłego wicepremiera. Przez rok doradzał prezydentowi Ukrainy Petrowi Poroszence. Stworzył na Ukrainie grupę doradców, przygotował pakiet reform i – jak mówi – udało mu się „ustabilizować kurs hrywny, zwiększyć jej wymienialność”. O tamtejszej klasie politycznej wypowiada się z respektem. „Ukraińska czołówka nie ma antykapitalistycznych uprzedzeń i dobrze wie, na czym polegają zachodnie standardy” – mówi. I cały czas walczy. Rząd PiS próbuje bowiem jego zdaniem niszczyć to, co się w Polsce udało, cofa nas do PRL. Autobiograficzną książkę „Trzeba się bić” z 2014 r. szybko uzupełnił i wydał ponownie z nowym tytułem: „Trzeba się bić z PiS o Polskę”. Część polskich polityków uważa jednak, że jeżeli ktoś jest winien dojściu PiS do władzy, to właśnie Balcerowicz, który zapoczątkował 25 lat polityki neoliberalnej. – Jeżeli niektórzy mają pretensje do wyborców, to niech w pierwszej kolejności mają pretensje do tych, którzy w latach 90. wybrali tak bardzo liberalny kierunek – mówi Marek Balicki, niegdyś działacz Unii Wolności, w czasie gdy jej szefem był Balcerowicz. Tyle że zdania na temat tego, czy w latach 90. mieliśmy za dużo wolności gospodarczej, czy raczej za mało, też są podzielone. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 38/2017
Więcej możesz przeczytać w 38/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 16
  • Brawo Pan Leszek Balcerowicz .
    Wiadomo ze rzad wygra nastepne wybory jak obnizy znaczaco
    opodatkowanie najlepiej wprowadzajac 10% podatek liniowy .
    •  
      Tofaszysze z "Wprost"... nie stosujcie cenzury!
      • tato tato wczoraj 20:34
        balcerzak musi odejsc po  raz drugi ....he...he...he. ..i niech zabietra ze  soba ..bolka konfidenta ..he...he...he......

        POPIERAM!
        • tato tato wczoraj 20:34
          balcerzak musi odejsc po  raz drugi ....he...he...he. ..i niech zabietra ze  soba ..bolka konfidenta ..he...he...he......

          POPIERAM!
          • W 1989 roku socjalistyczny nic nie warty przemysł produkujący przestarzałe, nikomu do niczego niepotrzebne "dobra" których w dodatku nie można było kupić w sklepach stanął nagle w obliczu gospodarki rynkowej. I Leszek Balcerowicz bezpiecznie przeprowadził polską gospodarkę do nowej rzeczywistości. Nie obyło się bez drobnych perturbacji, m. in. bezrobocie sięgało ponad 25%,ale Polska szybko się z tym uporała. I co, źle wam teraz?

            Czytaj także