Nowy obiad drawski

Nowy obiad drawski

JAN ROKITA

Polska polityka ma to do siebie, że złe idee powracają w niej jak bumerang, nawet jeśli w przeszłości eksperymentalnie dowiedziono ich szkodliwości. Tak jest z pokraczną ideą tzw. resortów prezydenckich, do których ostatnio chce wracać prezydencki minister Paweł Soloch. W wywiadzie dla redaktora Konrada Piaseckiego bliski współpracownik Andrzeja Dudy postuluje ni mniej, ni więcej, tylko... powrót do sławetnej reguły Małej Konstytucji z 1992 r., dającej głowie państwa (jak mówi Soloch) „formalny wpływ na obsadę ministra obrony, tak samo, jak na obsadę ministra spraw zagranicznych”. Soloch idzie nawet dalej, domagając się także „wpływu prezydenta na funkcjonowanie” Ministerstwa Obrony.

I sugeruje, że to właśnie oznacza formułowane przez Dudę hasło „doprecyzowania kompetencji” głowy państwa. Jeśli tak jest, to można się spodziewać, że kwestia „resortów prezydenckich” wkrótce stanie w centrum sporu politycznego przy okazji zapowiadanego przez Dudę referendum na temat bliżej ciągle niesprecyzowanej noweli konstytucyjnej. W 1992 r. instytucję „resortów prezydenckich” stworzono dla Lecha Wałęsy z intencją zaspokojenia jego ambicji rządzenia generałami. A także w nadziei, że w ten sposób uda się uniknąć na przyszłość takich skandali, jak wojna między prezydentem i ministrem Janem Parysem, przerwana dymisją tego ostatniego. Późniejsze wydarzenia dowiodły skutków dokładnie przeciwnych. Sławny przepis art. 61 Małej Konstytucji dał Wałęsie tylko prawo opiniowania kandydata na szefa MON przed formalnym jego zgłoszeniem przez premiera. Ale w polityce kto daje palec, wiadomo, że będzie musiał dać także rękę. Wkrótce miało się więc okazać, że żaden premier nie ma takiej mocy, aby powołać ministra wbrew opinii Wałęsy. I w ten sposób trzy kluczowe resorty (obok MON, także MSW i MSZ) zostały de facto wyłączone z gestii premiera i nadzoru parlamentu, stając się „resortami prezydenckimi”. A realną władzę nad wojskiem i służbami specjalnymi przejął słynny prezydencki kierowca, a potem minister Mieczysław Wachowski. W armii kulminacją skutków takiego modelu stał się sławetny „obiad drawski”, na którym prezydent zarządził głosowanie generałów nad odwołaniem szefa MON Piotra Kołodziejczyka, gdyż ten przestał się podobać Wałęsie.

Cały cykl skandali politycznych, jaki potem nastąpił, w tym kwestionowanie przez wojskowych demokratycznie wybranych władz, z powołaniem się na prezydenta, poskutkował usunięciem art. 61 z nowej konstytucji i skutecznym wyegzekwowaniem cywilnej kontroli nad armią. Było to możliwe tylko dzięki temu, że MON, MSZ i MSW przestały być folwarkami na zapleczu Pałacu Prezydenckiego, ale stały się normalnymi ministerstwami pod zwierzchnictwem premiera i kontrolą parlamentu. Polityczne podłoże wystąpienia Solocha jako żywo znów przypomina tamte lata. Andrzej Duda i Antoni Macierewicz weszli z sobą w ambicjonalny konflikt o to, kto naprawdę rządzi wojskiem. Spór toczy się zarówno o kształt planowanych reform dowództw wojskowych, jak i (co zawsze w takich razach jest najważniejsze) o personalia. A jego zajadłość jest na tyle duża, że obaj dygnitarze grają wojskiem jak pionkiem w ambicjonalnej rozgrywce. Macierewicz pozbawia wglądu w tajemnice wojskowe głównego generała z Pałacu Prezydenckiego, a w odwecie Duda blokuje nominacje generalskie. Widowisko ma charakter gorszący i kojarzy się bardziej z rywalizacją chłopców w internetowej grze wojennej niźli z państwem. Ale mimo to dotąd szkody dla kraju nie są aż tak duże. Dlaczego? Tylko z jednego powodu. Od czasu kwietniowej konstytucji 1997 r. faktyczną władzę w MON i armii sprawują bowiem premier i minister, a głowa państwa może najwyżej od czasu do czasu posypać trochę piasku w szprychy. Niewykluczone, że Macierewicz bywa nieokrzesany i nieznośny, a próby współpracy z nim doprowadzają Dudę na skraj rozpaczy. Ale w tej grze nie idzie ani o ambicje dygnitarzy, ani o ich dobre czy złe charaktery. Stawką jest ustrój państwa, który w dzisiejszym kształcie, mimo wszystko, pozwala rządowi na skuteczny nadzór nad wojskiem, nawet w warunkach konfliktu z głową państwa. Postulując powrót do „resortów prezydenckich”, Soloch chce, aby armię znów rozedrzeć pomiędzy prezydenta i rząd, nieświadom zapewne tego, że na końcu takiego planu musi być nowy „obiad drawski”. g

Okładka tygodnika WPROST: 39/2017
Więcej możesz przeczytać w 39/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0