Nowoczesna nie musi być Ryszarda Petru

Nowoczesna nie musi być Ryszarda Petru

Ryszard Petru
Ryszard Petru / Źródło: Newspix.pl / GRZEGORZ KRZYZEWSKI / FOTONEWS
Trzeba zdemokratyzować partię. Chcę to zrobić jako jej przewodniczący – mówi poseł Piotr Misiło, członek władz klubu poselskiego Nowoczesnej.

Dlaczego zdecydował się pan kandydować na szefa Nowoczesnej?

To zasługa pana przewodniczącego i chcę mu za to bardzo podziękować.

Wyczuwam ironię?

Nie, absolutnie. To Ryszard Petru zachęcał nas wszystkich, aby kandydować, jeśli ktoś ma inny pomysł na zarządzanie Nowoczesną. I ja go mam. Od ponad pół roku na klubach dyskutujemy, jak powinna wyglądać partia, jak nią zarządzać. Było także wiele rozmów z Ryszardem w cztery oczy. Szaleństwem jest robić ciągle to samo i oczekiwać innych rezultatów, jak mawiał Einstein. Mamy wyjątkowo trudną sytuację. PiS zdominował narrację i demoluje państwo. PiS ma hasło „Dobra zmiana”, ale dzisiaj już wiemy, że to nie jest dobra zmiana dla większości Polaków, a głównie dla polityków i Misiewiczów z PiS. Współpraca opozycji to musi być dogmat, inaczej przegramy wszyscy.

Nowy sposób zarządzania partią, czyli co?

Trzeba zdemokratyzować Nowoczesną. To pozwoli nam uniknąć błędów, takich jak światełko w tunelu [ogłosił je Ryszard Petru po spotkaniu liderów opozycji z Jarosławem Kaczyńskim w marcu 2016 r., co stało się przedmiotem żartów – red.]. To była decyzja niekonsultowana, podobnie jak próba przemycenia poprawek w Senacie dotyczących Trybunału Konstytucyjnego przy pomocy senatorów PiS. To spotkało się ze sprzeciwem naszych posłów. Kamila Gasiuk-Pihowicz i marszałek Barbara Dolniak pisały o tym wielokrotnie, ja także.

Gdyby demokratyzacja była większa, a osoby te zasiadały w zarządzie, podobnie jak np. Paweł Płudowski, doktor ekonomii po Harvardzie z doświadczeniem w zarządzaniu, być może nie popełnilibyśmy tylu błędów, które kosztowały nas utratę wiarygodności. I chciałbym, aby większą rolę w partii odegrały regiony, a nie kilka osób skupionych wokół Ryszarda. Są wspaniali i mają pomysły, ale polityka to szerszy punkt widzenia.

Jeśli mowa o błędach: znany jest filmik z posiedzenia komisji sejmowej, gdy wysyłał pan samoloty z papieru w kierunku prezydium.

To był najtrudniejszy czas dla mnie jako polityka. Oto ustawę o Sądzie Najwyższym prowadził były prokurator z czasów PRL. Ja zgłosiłem 42 poprawki, a pan Piotrowicz oświadczył, że broni demokracji i nie będzie ich procedował. To była absolutna niemoc. Ryszard Petru wyrywał mikrofon posłowi Suskiemu, a ja rzucałem tymi kulkami, tymi poprawkami w twarz Piotrowicza, bo oto dokonywał się zamach na wolność i niezawisłość sądów i trójpodział władzy. Gdybym mógł decydować, to złożyłbym wniosek, aby zdelegalizować PiS. Powinniśmy zgodnie z prawem wystąpić do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie prawidłowości działania tej partii politycznej.

À propos regionów: właśnie przegrał pan walkę o fotel szefa w Zachodniopomorskiem?

Demokracja. Jeśli ktoś w Warszawie pomyślał, że to mnie zniechęci lub zdemotywuje, to jest zupełnie odwrotnie. Jestem zmotywowany jak nigdy dotąd.

Byłem w grupie 21 osób zakładających ruch NowoczesnaPL. Dziś posłami z tego grona jesteśmy tylko ja i Ryszard. To miała być partia różnych środowisk. Potencjał wielu naszych członków, ekspertów jest niewykorzystany. Mamy poczucie w klubie, w partii, że nie ma pozytywnego fermentu, dyskusji. Pamiętam, jak mieliśmy pierwsze spotkanie założycielskie, wydawało się to absolutnie szalone, żeby zakładać partię, a jednak to zrobiliśmy. Wielka determinacja Ryszarda, za którą mu dziękuję, przebojowość, pracowitość na tamtym etapie dały efekt w postaci wejścia do Sejmu. Musimy do tego powrócić.

Dziennikarze mają panu za złe sprawę Andrzeja Marka, dziennikarza z Polic skazanego z pana inicjatywy na więzienie. Żałuje pan tego?

Nie. Dziennikarz świadomie skłamał, nie chciał przeprosić, a wyroki w Polsce wciąż jeszcze wydają niezawisłe sądy.

Dlaczego potrzebna jest zmiana lidera Nowoczesnej, coś jest nie tak z Ryszardem Petru?

Polityka ocenia się za skuteczność i za zdolność budowania koalicji, które mogą wygrywać wybory, a później rządzić i realizować swój plan. Sondaże nie są wyznacznikiem sukcesu lub porażki, niemniej jednak od pół roku jesteśmy w okolicach progu wyborczego, mamy 7 proc., gdy innym idzie gorzej, to 9-10. To nie gwarantuje zwycięstwa w wyborach. Ryszard Petru w wielu przypadkach jest selekcjonerem, napastnikiem, rozgrywającym i obrońcą w jednym. Tak nie powinno być. Mamy kilku znakomitych członków partii, absolutnie niewykorzystany jest potencjał prezydenta Nowej Soli, Wadima Tyszkiewicza, czy wspomnianego już Pawła Pudłowskiego. Mamy świetnego przedsiębiorcę z Lublina, Jacka Burego, prowadzącego potężną firmę spedycyjną, mamy w Gorzowie Wlkp. Jerzego Wierchowicza, mecenasa, niegdyś przewodniczącego klubu parlamentarnego Unii Wolności. Nie korzystamy z doradców, z usług ludzi, którzy mogliby nas ostrzec przed błędami. To różni mnie zdecydowanie od Ryszarda. Całe życie uprawiałem sport, grałem w piłkę nożną i to był zespół. Partia wodzowska sterowana przez jednego człowieka to nie jest efektywne działanie, ja stawiam na drużynę.

Partie w Polsce są wodzowskie.

Ja nie boję się wyrażać swoich opinii. Lojalność jest jednak dla mnie bardzo ważna. Stąd telefon do Ryszarda Petru przed ogłoszeniem, że będę startował w wyborach. Natomiast: aby pokonać PiS, musimy wystawić wspólne listy opozycji w wyborach, najlepiej już w samorządowych. Zachowując autonomię partii. Nie możemy się obrażać na PO, choć w wielu sprawach się z nimi nie zgadzamy, ani na Roberta Biedronia czy Barbarę Nowacką. W najważniejszych miastach wojewódzkich powinniśmy wspólnie popierać swoich kandydatów. Tam, gdzie lepszych ma Nowoczesna, to wystawiamy my, tam gdzie PO, to oni. Może też KOD? Szczególnie jeśli PiS zmieni ustawę i nie będzie drugiej tury w wyborach na prezydentów miast, nie będzie innego wyjścia, nie możemy być rozproszeni! Ordynacja może być tak skonstruowana, że PiS przejmie władzę razem z Kukizem niewielką przewagą. Te partie ze sobą współpracują. Jeśli ktoś myśli, że jest inaczej, to albo jest naiwny, albo nie rozumie polityki. Gdyby nie było Kukiza już dawno układ rządzący by się posypał. Jarosław Gowin jest szachowany, że jeśli odejdzie, to na jego miejsce wejdzie Kukiz. To ugrupowanie w najważniejszych ustawach zawsze głosuje z PiS. Chcą tylko sprawiać wrażenie antysystemowych. Jeśli gdzieś w wyborach samorządowych PiS będzie brakować głosów, będzie mógł liczyć na swojego wiernego koalicjanta, Kukiza. Samorząd jest jednym z niewielu bastionów, które jeszcze w ręce PiS nie wpadły i dlatego te wybory samorządowe są tak ważne.

Jest ktoś w PiS, w koalicji albo w rządzie, o kim powiedziałby pan dobre słowo?

Taką dobrą postacią jest minister cyfryzacji Anna Streżyńska, to jest ministerstwo jakby z innej bajki. Paweł Pudłowski jest przewodniczącym komisji innowacyjności, bywam często na tych komisjach, jest tam również zapraszana pani Streżyńska i poziom jej merytorycznej wiedzy jest bliski memu sercu. To jest profesjonalistka, jakich niewiele w tym rządzie.

Gdyby Jarosław Gowin wylądował w opozycji, moglibyście się porozumieć?

Zawsze warto rozmawiać. Intelekt Gowina jest niepodważalny. Niezależnie od bólów kręgosłupa.

Wielu członków Nowoczesnej chce zmienić przewodniczącego?

Dowiemy się na kongresie 26 listopada. Gdybym został przewodniczącym, postawiłbym na zmianę sposobu wyboru. Rozmawialiśmy o tym na Radzie Krajowej. Teraz przewodniczącego wybierają delegaci, a rada – zarząd. Chciałbym, aby szefa partii wybierali wszyscy członkowie, najlepiej w głosowaniu przez internet.

Porozmawiajmy o programie partii, o priorytetach.

Nowoczesny GPS: gospodarka, praworządność, samorząd. Chciałbym, abyśmy zaproponowali ustawę o ordynacji podatkowej, aby wreszcie zmienić podejście do podatnika, nie traktować go jak potencjalnego oszusta. PiS dokręca śrubę. Urzędnicy mają wielką swobodę w podważaniu operacji gospodarczych i traktowaniu ich jako prób optymalizacji podatkowej. To mnie smuci jako byłego przedsiębiorcę. Jeśli idzie o ordynację podatkową, zamierzam nawiązać współpracę z prof. Bogumiłem Brzezińskim, który zna prawo podatkowe jak chyba nikt w Polsce. Kolejna sprawa to zmiana ustawy o VAT. Parafrazując Kisiela, zaczynamy się urządzać, wiemy gdzie. Nowy rząd po wyborach powinien od razu się do tego wziąć. Ten nic z tym nie robi. W tej kadencji opracowaliśmy już prawie 50 projektów ustaw. Ja prowadziłem ten dotyczący zmiany sposobu finansowania partii politycznych. Zakłada on większą transparentność finansowania polityki oraz daje większe szanse i możliwości działania małym partiom. Jestem też autorem ustawy o ograniczeniu kadencyjności, burmistrzów, wójtów i prezydentów, dwa razy po pięć lat. Tak jak w wielu krajach.

Wstecznie też?

Nie, prawo nie może działać wstecz. Natomiast od zawsze jestem przeciwko wprowadzeniu kadencyjności parlamentarzystów. Nie zgadzam się też z niskimi płacami m.in. w ministerstwach. Podsekretarz stanu zarabia ok. 7 tys. zł, a dysponuje budżetami miliardowymi, w komercyjnej firmie miałby o wiele więcej. Trzeba przestać być populistą. Słabe pensje dla odpowiedzialnych pracowników ministerstw sprawiają, że tam nie idą dobrzy ludzie. To samo z premierem, prezydentem i ministrami. Gdyby zarabiali np. 25-35 tys. zł, mieliby większy komfort pracy. Przychodziliby ludzie pewni, że będą spokojnie pracować za przyzwoite pieniądze. Tu Nowoczesna nie powinna być populistyczna. Choć to trudne. Jestem liberałem, ale od Ryszarda różni mnie podejście do prywatyzacji. Jestem zwolennikiem keynesizmu, dopuszczam interwencjonizm państwa. Nie należy prywatyzować sfery zasobów energetycznych, paliwowych, bankowości, ale nie ma też sensu utrzymywania sztucznych tworów, tak jak stoczni w Szczecinie, czy nierentownych kopalni, co jest pomysłem PiS.

A co z Centralnym Portem Komunikacyjnym?

Przenoszenie lotniska Chopina to chyba żart. Mamy niewykorzystane w pełni lotnisko w Modlinie. Natomiast stawiałbym na szybką kolej, jestem członkiem komisji infrastruktury. Tu zresztą wszystkie siły opozycyjne są dość zgodne, podobnie jak co do udrożnienia Odry. To byłoby kołem zamachowym dla Opola, Wrocławia, Zielonej Góry czy Szczecina i wielu mniejszych miast. Byłem jednym z posłów, który przedstawiał ważną dla Szczecina ustawę, tzw. 12,5 m, pogłębienia toru wodnego, i tu też wszyscy byli „za”. To da nowe możliwości rozwoju portu. Podobnie z tunelem w Świnoujściu, inwestycją, która się zwraca już po 15-17 latach i zupełnie przeciwnie do przekopu Mierzei Wiślanej ta inwestycja nie zwróci się nigdy, a jej strategiczne znaczenie dla Polski to mit.

To idźmy dalej z bieżącymi sprawami: zakaz handlu w niedzielę i ograniczenia dla Ubera.

Rozmawia pan z liberałem. Państwo nie powinno czynić zakazów, ale może uelastycznić Kodeks pracy. Może osoby pracujące w niedzielę powinny zarabiać więcej. Co do Ubera: my złożyliśmy nasz własny projekt ustawy. Przewiduje on kompleksowe uregulowanie elektronicznych platform pośredniczących. Nie należy ograniczać takich inicjatyw. To jest gra na wolnym rynku. Jeśli ludzie nie będą zadowoleni z Ubera, nie będą z nim jeździć. Jestem za unormowaniem tego obszaru i otwartą konkurencją. Wkrótce trafi też do marszałka Sejmu nasza ustawa o związkach partnerskich. Nasze stanowisko od początku jest tu jasne, nie przeżywamy zawirowań jak PO. Mamy też pomysł ustawy likwidującej stanowiska wojewodów. Trzeba przekazać ich kompetencje marszałkom, wzmocnić prezydentów, burmistrzów. PiS robi odwrotnie. Przykładem była ustawa o regionalnych izbach obrachunkowych, to bardzo dobrze, że prezydent ją zawetował.

Prezydent pana oczami?

Chciałbym wierzyć i mieć nadzieję, że prezydent gra w innym zespole, ale w polityce nie wolno być naiwnym. Nie gra w innym zespole, to jest człowiek wywodzący się z tego obozu. Myślę, że został zbyt upokorzony przez ministra Ziobrę, przez samego Kaczyńskiego. Mogło go to boleć. Myślę, że postanowił zmienić warunki gry i stać się podmiotem w polityce, a nie przedmiotem. Ale prezydent RP, prawnik po Wydziale Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, musi odpowiedzieć sobie na pytanie, czy chce być strażnikiem konstytucji, naprawić swoje błędy i obronić polską demokrację, czy chce przejść do historii jako ten, który umożliwił PiS być może wprowadzenie rządów autorytarnych. Stoi przed nim najważniejsza decyzja życia.

Spodziewa się pan innych kontrkandydatów w wyborach?

Mam nadzieję, że tak, zachęconych przez pana przewodniczącego i moją deklaracją. Mam nadzieję, że będziemy mieli ciekawą dyskusję także w regionach i będziemy mieli szansę przedstawić naszą wizję i przekonać, że Nowoczesna nie musi być Ryszarda Petru.

Rozmawiał pan o swojej decyzji w partii, liczył pan szable?

Jest wielkie zapotrzebowanie na merytoryczną dyskusję, jak ma wyglądać funkcjonowanie partii. Monolog to nie dyskusja. Pan przewodniczący bardzo lubi monologizować. Tak, kilku posłów wiedziało o mojej decyzji. Natomiast od pół roku rozmawiam z wieloma członkami Nowoczesnej w różnych okręgach i tak ja, jak i oni, widzę potrzebę, aby wyborach startował więcej niż jeden kandydat. Myślę, że moja decyzja pomoże partii i klubowi poselskiemu, będzie zaczynem do twórczej dyskusji o dalszej przyszłości Nowoczesnej, a po wyborach będziemy skonsolidowani i wzmocnieni. Tylko nie możemy już popełniać błędów, również takich jak ten, przez który straciliśmy 20 mln zł. Z tego m.in. powodu jesteśmy w absolutnej defensywie.

Przed panem półtora miesiąca do wyborów, czy to będzie najtrudniejszy okres w pana życiu ?

To, co PiS zamierza zrobić w najbliższych tygodniach, nie pomaga w kampanii, słyszymy o zmianach ordynacji wyborczej, wiemy, że będą procedowane ustawy dotyczące wymiaru sprawiedliwości. PiS przygotowuje ustawę dekoncentracyjną dla mediów. To za chwilę wybuchnie. Jestem w stanie wyobrazić sobie, że PiS przejmuje np. TVN24, składając Discovery ofertę nie do odrzucenia. Polska Fundacja Narodowa ma przyobiecane 600 mln zł, dlaczego miałaby nie dostać miliarda więcej? Mogę sobie wyobrazić ofertę na zakup „Rzeczpospolitej” albo prasy regionalnej od Passauera. Nie będzie też niespodzianką, jeśli pojawi się projekt ustawy zaostrzającej prawo antyaborycjne. Ja uważam, że kobiety powinny decydować o swoim ciele, w Nowoczesnej mamy różne poglądy. Ale na pewno większość nie chce zaostrzania prawa. Próba walki o fotel przewodniczącego w takiej liberalnej partii jak Nowoczesna jest szczególnie trudna, mamy wielu mądrych członków. Pogodzenie ich wizji jest chyba najtrudniejszą rzeczą, aby z grupy indywidualistów zrobił się zgrany zespół i w najbliższych wyborach samorządowych, a następnie tych do Sejmu, osiągnął wynik dwucyfrowy. Inaczej trudno będzie utrzymać się takiej formacji jak nasza, siły odśrodkowe oraz to, co się dzieje po lewej stronie sceny politycznej, w samej PO, konflikty, mogą sprzyjać PiS. Trzeba naprawić państwo, bo nasze dzieci i wnuki nam tego nie wybaczą. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 41/2017
Więcej możesz przeczytać w 41/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także