Jarosław Kaczyński Człowiekiem Roku po raz pierwszy

Jarosław Kaczyński Człowiekiem Roku po raz pierwszy

„Nigdy nie potrafił zarobić większych pieniędzy, nie ma oszczędności. Odpoczywa przy muzyce, najczęściej klasycznej. Ostatnio martwi się swoją wagą – przyznaje, że dobił właśnie do 90 kg. »W końcu to polityk wagi ciężkiej« – usprawiedliwiają go żartobliwie jego znajomi i współpracownicy. W 2005 r. był nawet politykiem wagi superciężkiej. Nie ma wątpliwości, że Jarosław Kaczyński był tym, który w minionym roku miał największy wpływ na bieg wydarzeń w Polsce” – pisał „Wprost” w uzasadnieniu przyznania Jarosławowi Kaczyńskiemu tytułu Człowieka Roku. Dziewięć lat później ponownie dostał tytuł Człowieka Roku. Znów nie był premierem, był za to wyraźnie szczuplejszy.

Na mały błąd możemy sobie pozwolić

Rozmowa z Jarosławem Kaczyńskim, prezesem Prawa i Sprawiedliwości.

Myślał pan o odejściu z polityki?

Czasem myślałem. Po paśmie sukcesów na początku lat 90. od 1992 r. zaliczałem praktycznie same porażki. Już utworzenie rządu Jana Olszewskiego było dla mnie pewnym ciosem, bo premier niespodziewanie zaczął mnie ogrywać. Ale prawdziwym początkiem klęsk królestwa był upadek jego rządu.

W 1993 r. nie dostał się pan nawet do Sejmu.

Straciliśmy też partyjny lokal. Przenieślimy się do jakiegoś niewykończonego segmentu, gdzie kawałkiem wykładziny próbowaliśmy przykryć goły beton. Poza tym zacząłem popadać w kłopoty finansowe. Ale jakaś nadzieja pozostawała. (…)

Kiedy pan uwierzył, że w 2005 r. PiS może wygrać zarówno wybory prezydenckie, jak i parlamentarne?

– Nadzieję miałem cały czas. Ale prognozy wyborcze były raczej niekorzystne. Pamiętam, jak trzy dni przed wyborami nagrywaliśmy pod Sejmem ostatnią audycję wyborczą dla telewizji. Sondaże cały czas dawały przewagę Plaformie, ale już bardzo małą. Stojący obok mnie Rokita rzucił: „No Jarek, będziesz premierem”. Musiał to przeżywać, ale zachował kamienną twarz. (…)

Z tego, co pan mówi, widać, że tej koalicji [PiS-PO] nigdy nie będzie.

Zawsze można rozmawiać, trzeba tylko chcieć. Ale w tej sprawie kolej na Platformę. Ja w zachowaniu kierownictwa Platformy w tej chwili takiej woli nie dostrzegam. (…)

Uważa pan, że w polityce już pan wszystko osiągnął?

Spełniony poczuję się wtedy, kiedy PiS wygra ponownie wybory, a mój brat ponownie zostanie prezydentem. Polityka to zawód, w którym raz się jest pod wozem, raz na wozie. Tyle że ja po 1989 r. prawie zawsze byłem pod wozem. Teraz sobie jadę na przednim siedzeniu.

Jak długo?

Jeden Bóg wie.

Okładka tygodnika WPROST: 8/2018
Więcej możesz przeczytać w 8/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0