Wysadzanie Platformy

Wysadzanie Platformy

Grzegorz Schetyna
Grzegorz Schetyna / Źródło: Newspix.pl / FOT MATEUSZ SLODKOWSKI
W Platformie po deklaracji Pawła Adamowicza dochodzi do rozłamu. Część samorządowców i posłów chce wypowiedzieć lojalność szefowi partii Grzegorzowi Schetynie.

W momencie gdy Adamowicz ogłosił swój start na stanowisko prezydenta Gdańska, Tusk wydał wyrok na Schetynę. Dał zielone światło ludziom w Platformie, że mogą w niego uderzać – mówi sympatyzujący z szefem Rady Europejskiej polityk, który przekonuje, że Donalda Tuska wcale nie zasmuciło to, że prezydent Gdańska osłabia Platformę. – Sondaż, który pokazywał 16 proc. dla PO, nie był dla Donalda powodem do zmartwień, bo jedynie na gruzach partii może zbudować coś nowego. W Platformie zaczęła się wojna – mówi nasz rozmówca. Zresztą jeden z byłych najbliższych współpracowników obecnego szefa Rady Europejskiej Sławomir Nowak zaraz po deklaracji prezydenta Gdańska napisał do niego na Twitterze: „Najwyższy czas!”. Niektórzy z parlamentarzystów PO zaczęli się śmiać, że to sojusz polityków poszkodowanych przez prokuraturę, inni doszukują się wyrażenia przez Nowaka myśli byłego premiera.

Dla schetyny na urodziny

Sam Schetyna o starcie Pawła Adamowicza dowiedział się w dzień swoich urodzin, 18 lutego. – Adamowicz zadzwonił do niego na godzinę przed tym, jak puścił filmik, w którym ogłosił swój start na prezydenta Gdańska. Potem go nawet przeprosił, że zrobił to w jego urodziny – mówi pomorski polityk. Ten nieoczekiwany prezent ze strony Adamowicza miał doprowadzić szefa Platformy do wściekłości. – Schetyna jest roztrzęsiony. Z prezydentem Gdańska na polecenie szefa PO rozmowy od miesięcy prowadził Sławomir Neumann. Paweł Adamowicz dostał od PO kilka propozycji, między innymi startu do Sejmu, Senatu, do Parlamentu Europejskiego. Wszystkie odrzucił. Jego otoczenie go namówiło, bo chce, żeby bronił gdańskiego układu sił – przekonuje pomorski polityk. Co w tej sytuacji zamierza zrobić Platforma? Według naszych informacji w kierownictwie partii zapadła decyzja, by kandydatem na prezydenta Gdańska był Jarosław Wałęsa. A jego kampania ma być oparta na haśle walki z gdańskim układem. – Jarka wesprze ojciec – mówi pomorski polityk. Schetyna już wytoczył najcięższe armaty. Zorganizował konferencję prasową z Lechem Wałęsą, który zaapelował do prezydenta Gdańska, „żeby słuchał swojej partii i nie robił rozłamu”.

– Dwie kadencje i do domu – mówił Wałęsa. Nasz rozmówca z Platformy twierdzi, że według badań zleconych przez Platformę obecny prezydent dostałby 32 proc. poparcia, Jarosław Wałęsa – 27, kandydat PiS – 22 proc., a Agnieszka Pomaska – zaledwie kilkanaście procent. Istnieje jednak duże ryzyko, że jeżeli Platforma wystawi kontrkandydata przeciwko Adamowiczowi, to głosy wyborców mogą się rozłożyć i kto wie, jaki będzie efekt. W przeszłości w partii dochodziło już do takich sytuacji i w efekcie zawsze kandydaci PO przegrywali. Tymczasem utrata Gdańska byłaby symbolicznym końcem PO i realnym końcem władzy Grzegorza Schetyny w partii. To miasto jest ważniejsze dla Platformy nawet od Warszawy. Tadeusz Aziewicz, sopocki polityk PO, mówi, że kierownictwo partii chce, żeby emocje wokół kandydatury na prezydenta Gdańska opadły. – Nasz kandydat zostanie ogłoszony na przełomie marca i kwietnia i chcemy, by miał poparcie szerokiej koalicji – mówi Aziewicz. PiS nie zdecydował się jeszcze na oficjalnego kandydata, który mógłby zawalczyć o prezydenturę Gdańska. Największe szanse ma jednak Marcin Zieleniecki, wiceminister pracy.

Kolekcjoner mieszkań

Adamowicz nie jest prezydentem o nieposzlakowanej opinii. W sądzie toczy się jego sprawa m.in. o niewpisanie do oświadczenia majątkowego dwóch z siedmiu posiadanych przez niego mieszkań. Wśród zarzutów, które postawiła Adamowiczowi prokuratura, jest też nieujawnienie części dochodów i zaniżenie podatku dochodowego. Prezydent Gdańska powtarza, że jest ofiarą obecnej władzy. Tłumaczył, że najpierw zapomniał wpisać mieszkania do oświadczenia majątkowego, a potem mechanicznie powielał błąd. Ale śledztwo w sprawie nieprawidłowości w jego oświadczeniach majątkowych zaczęło się jeszcze za rządów PO-PSL. Platforma nie chciała poprzeć Adamowicza właśnie z tego powodu. Kierownictwo partii słusznie doszło do wniosku, że ewentualne skazanie Adamowicza już po zamknięciu listy kandydatów na prezydenta oznaczałoby wyeliminowanie ich kandydata z wyścigu o władzę w mieście.

Na dodatek prezydent Gdańska jest na celowniku komisji śledczej badającej aferę Amber Gold. PiS zarzuca mu, że pod jego nosem działał twórca piramidy finansowej Marcin P. Raport z prac komisji miał być gotowy wiosną. Niewykluczone jednak, że prace się przeciągną, a im bliżej wyborów samorządowych, tym wnioski z prac komisji mogą być groźniejsze dla Adamowicza. Adamowicz ma taki atut, że cieszy się sporą popularnością wśród mieszkańców Gdańska. Nie taką, jak prezydent Gdyni Wojciech Szczurek, który za każdym razem zdobywał prezydenturę w pierwszej turze wyborów, i to z poparciem rzędu 80 proc. Adamowicz również nie miał problemu z wygrywaniem wyborów. W fotelu prezydenta Gdańska zasiada od 20 lat i gdańszczanie najwyraźniej nie mają uwag do jego pracy. Ale cztery lata temu potrzebował do sukcesu drugiej tury. Pokonał w niej Andrzeja Jaworskiego, kandydata PiS. A przez ostatnie trzy lata gdańszczanie byli bombardowani informacjami o jego majątku i problemach z prawem. Dlatego nie jest powiedziane, że jego decyzja o starcie na prezydenta miasta, z rekomendacją Platformy Obywatelskiej lub bez niej, a nawet przeciwko kandydatowi partii, jest rzeczywiście dobra. Ale z całą pewnością Adamowicz zaszachował lidera PO Grzegorza Schetynę. Adamowicz od lat jest związany z Platformą Obywatelską. Gdy zaczął mieć kłopoty z wymiarem sprawiedliwości, zawiesił swoje członkostwo w partii. Ale potem okres zawieszenia wygasł i dziś prezydent Gdańska ponownie jest pełnoprawnym członkiem PO.

Dlatego jego jednostronna deklaracja, że będzie kandydował na prezydenta Gdańska, stwarza partii tak duże problemy. Gdyby Adamowicz nie był jej członkiem, szef PO Grzegorz Schetyna mógłby robić swoje, czyli wystawić własnego kandydata, możliwego do zaakceptowania przez Nowoczesną, z którą partia ma przecież dogadaną koalicję w wyborach samorządowych. Adamowicz nie jest akceptowany przez Nowoczesną, ponieważ partia nie chce popierać kandydata, za którym ciągną się problemy. Z obecnej sytuacji są dwa wyjścia i oba złe. Jeżeli ostatecznie partia nie wystawi własnego kandydata, tylko pogodzi się z dyktatem Adamowicza, to za chwilę będzie miała wysyp podobnych deklaracji w całym kraju. Poza tym politycy Platformy obawiają się, że prokuratura może w trakcie kampanii przedstawić nowe obciążające dowody dla prezydenta Gdańska. – I co wtedy? Zamkną nam kandydata po zarejestrowaniu i nie będziemy mieli żadnego? – drwi pomorski polityk PO. Warto jednak pamiętać, że Adamowicz ma swoich popleczników. Rada powiatu gdańskiej PO już jesienią ubiegłego roku przyjęła uchwałę zachęcającą go do kandydowania na prezydenta miasta. Co prawda, każdy na miejscu Adamowicza, gdyby od 20 lat rozdawał w mieście posady, bez trudu uzyskałby taką samą uchwałę, ale jeżeli kierownictwo PO przeciwstawi się Adamowiczowi, to w gdańskiej Platformie, czyli w bastionie partii, może dojść do rozłamu. Poza tym Adamowicza popiera senator Bogdan Borusewicz, a to już jest ważna postać Platformy Obywatelskiej. Jest również politykiem, który wspiera Donalda Tuska, a pod przywództwem Grzegorza Schetyny nie potrafi się w partii odnaleźć.

Równia pochyła?

Jeżeli jednak nawet uda się skłonić Adamowicza do zmiany decyzji, to Schetyna i tak ma poważny problem. Może za sprawą prezydenta Gdańska, a może z powodu spiętrzenia problemów, PO została dotknięta serią niekorzystnych zdarzeń. W partii coraz częściej pojawiają się głosy, że Platforma pod wodzą Schetyny dryfuje, bo lider skupił się głównie na tropieniu wewnętrznych wrogów. Napisał to w otwartym tekście Jacek Wojciechowicz, były wiceprezydent Warszawy i poseł PO, ogłaszając w ubiegłym tygodniu swoje odejście z partii. – Platforma Grzegorza Schetyny nie jest moją partią – napisał Wojciechowicz w oświadczeniu, które opublikował portal 300polityka.pl.

Co ciekawe, polityk jeszcze dwa lata temu przejawiał chęć kandydowania na prezydenta stolicy. Z kolei były asystent Aleksandra Grada Michał Dzięba w ubiegłym tygodniu napisał na Facebooku, że Rafał Trzaskowski to najgorszy kandydat na prezydenta, i wytknął mu przyjmowanie pieniędzy na kampanię od przedsiębiorcy, a potem działanie w jego interesie w Parlamencie Europejskim oraz skandale natury obyczajowej. Atak na Trzaskowskiego jest pośrednim uderzeniem w Schetynę. – Trzaskowski jest wymarzonym kandydatem dla PiS. Chcą, by został zarejestrowany jako kandydat PO, a wtedy wyciągną na niego wszystkie kwity, jakie mają – mówi nasz informator.

Michał Szczerba, warszawski polityk Platformy, twierdzi, że w partii nikt nie obawia się kampanii. – PiS lubi grać teczkami, straszyć lewymi hakami. To od lat ich styl, który budzi odrazę – mówi i przekonuje, że PO nie zmieni kandydata na prezydenta Warszawy. – Rafał Trzaskowski jest najlepszym kandydatem naszego środowiska. Ma wszystkie przymioty, żeby zbudować wokół siebie szeroką koalicję opozycji i środowisk prodemokratycznych. Jestem przekonany, że warszawiacy potwierdzą ten wybór jesienią – mówi Szczerba. Ale nie wszyscy w PO są podobnego zdania. W kuluarach mówi się, że inny polityk, który ma ambicje, żeby kandydować na prezydenta Warszawy, Andrzej Halicki, wciąż rozmawia o swoim ewentualnym starcie z Grzegorzem Schetyną. – Halicki mówi Schetynie, że wie, że ma mniejsze poparcie od Trzaskowskiego, ale wejdzie do drugiej tury – mówi nasz informator. Ale nie tylko w sprawie wyborów w Warszawie piętrzą się problemy. W Platformie rośnie liczba osób niezadowolonych z rządów lidera PO. Tu można dodać niedawne wyrzucenie z partii Jacka Kozłowskiego, ekswojewody mazowieckiego, za to, że zakwestionował uczciwość wewnątrzpartyjnych wyborów. Mamy już trend, który może doprowadzić Platformę do punktu, w którym znajduje się dziś inna wielka partia minionego XXX-lecia, czyli SLD – do marginalizacji i wypadnięcia z parlamentu. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

O SYTUACJI WYBORCZEJ W STOLICY PISALIŚMY W POPRZEDNIM WYDANIU, DOSTĘPNYM W ARCHIWUM NA WPROST.PL

Okładka tygodnika WPROST: 9/2018
Więcej możesz przeczytać w 9/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także