Nowy American Dream

Nowy American Dream

Joanna Krupa jako Sandy z "Grease"
Joanna Krupa jako Sandy z "Grease" / Źródło: Instagram / joannakrupa
Kiedyś jechali za chlebem, dzisiaj za karierą. Polscy informatycy, sportowcy i artyści zmieniają wizerunek Polski w Stanach.

Arkadiusz Muś, miliarder spod Częstochowy, w Stanach zainwestował po raz pierwszy rok temu. Wykupił 100 proc. udziałów w spółce Glass Dynamics Inc. z siedzibą w Północnej Karolinie. To zakład, który istniał w USA od ponad 30 lat. Co roku 130 amerykańskich pracowników firmy produkowało tam 150 tys. mkw. szyb. Można by nimi wyłożyć cały Pałac Kultury i Nauki. I jeszcze trochę by zostało. Miesiąc temu Muś ogłosił, że wybuduje w Stanach drugą fabrykę. W sąsiednim stanie Wirginia postawi zakład za 43,5 mln dolarów. Kiedy od lokalnych władz dostał zgodę na budowę, to na uroczystość podpisania dokumentów z okolicznych miasteczek z własnej woli przybyło kilkudziesięciu mieszkańców. Dziękowali, że ktoś wybrał właśnie ich hrabstwo do takiej inwestycji i powstaną nowe miejsca pracy. – Wśród nich byli również starsi ludzie, którzy przecież nie przyszli, żeby się lansować czy zabiegać u mnie o pracę.

To był taki bezinteresowny, szczery gest – wspomina Muś. A teraz jak to jest w Polsce? Prowadzona przez Musia firma Press Glass to największy, niezależny od hut szkła, producent szyb zespolonych w Europie. Gigant z kilkunastoma zakładami w Anglii, Chorwacji, Polsce czy Stanach. Muś to jeden z najbogatszych Polaków. W tym roku z ponad 1,2 mld zł majątku zajął 31. miejsce na liście najbogatszych Polaków. Biznesmen parę miesięcy temu zaczął budowę nowej fabryki w Nowogardzie. Nie zdążył wbić nawet pierwszej łopaty, a już pojawiła się inspekcja pracy, która zatrzymała roboty na półtora miesiąca. Brakowało jednego papierka, który czekał tylko na formalne wydanie. Inny przykład. Miesiąc temu Muś rozpoczął budowę nowego biura dla swojej firmy pod Częstochową. Dwa dni po tym, jak na plac przyjechała pierwsza gruszka z betonem, okoliczni mieszkańcy zawiązali komitet protestacyjny i zbierali po domach podpisy przeciwko inwestycji. – I to najlepszy obraz: jak się robi biznes w Stanach, a jak w Polsce – podsumowuje Muś. Doktor John Micgiel od ponad 40 lat obserwuje, jak Amerykanie postrzegają Polaków, a jak Polacy Amerykanów. Połowę roku wykłada na Uniwersytecie Columbia, a połowę w Instytucie Studiów Wschodnich na Uniwersytecie Warszawskim: „Do Stanów nie ściągają już biedni i niewykształceni Polacy, którzy przyjechali tutaj za chlebem. Rodzi się nowe pokolenie Polaków. Świetnie wykształconych, ambitnych, przedsiębiorczych, którzy chcą za oceanem osiągnąć sukces”.

Brudny, głupi, nieokrzesany

Według oficjalnych statystyk w 2016 r. w Stanach żyło ponad 9,25 mln ludzi, którzy deklarowali polskie pochodzenie. Największa fala emigracji z Polski do USA przyszła pod koniec XIX w. Zabory, brak ziemi, chroniczne bezrobocie były nie do zniesienia. Trudno podać dokładne dane, ale do 1910 r. w Stanach było już 900 tys. imigrantów mówiących po polsku. Po pierwszej wojnie światowej i odzyskaniu niepodległości emigracja do USA trochę osłabła. Mimo wszystko do początku lat 20. ubiegłego wieku szacuje się, że kolejne 2 mln Polaków przedostało się do Stanów. Pół miliona z nich wylądowało w Chicago. Polaków do Stanów ściągali fabrykanci, żeby wykonywali najprostsze zawody: górnika, hutnika. Pracowników poszukiwały też wielkie zakłady mięsne. Polacy kopali rowy, budowali kolej. W XX w. powstawały też pierwsze stereotypy dotyczące Polaków mieszkających w USA. Od lat bada je dr Danusha V. Goska. Amerykanka z polskimi korzeniami wykłada literaturę na Uniwersytecie Williama Patersona w New Jersey. W 2010 r. wydała książkę „Biegański. Stereotyp Polaka bydlaka w stosunkach polsko-żydowskich i amerykańskiej kulturze popularnej”. To jedyna publikacja książkowa dotycząca stereotypu Polaka w USA na rynku. Biegański to bohater powieści amerykańskiego pisarza Williama Styrona „Wybór Zofii”. To profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, ale też polski antysemita, prymityw i nacjonalista, który podczas drugiej wojny światowej wspierał nazistów, a potem sam zginął w obozie koncentracyjnym. Biegański posłużył amerykańskiej badaczce za opakowanie stereotypu Polaka w Stanach Zjednoczonych. Jeszcze przed pierwszą dużą falą emigracji z Polski do Stanów Polacy kojarzyli się z Kościuszką i Pułaskim.

Wszystko zmieniło się w XIX w. Uciekający przed głodem Polacy byli przyjmowani w Stanach już nie jak romantyczni bohaterowie, lecz zwykła tania siła robocza. Brudny, głupi, nieokrzesany chłop, najczęściej katolik – taki obraz i taki stereotyp Polaka ukuł się w tamtych czasach. Później doklejono mu jeszcze łatkę antysemity. Nie pomogły nawet druga wojna światowa i Holokaust. Wydawałoby się, że te tragiczne wydarzenia wywołają współczucie i jakoś ocieplą wizerunek Polaka, który walczył o wolność. Zdaniem dr Goska naturalną potrzebą Amerykanów było wtedy zdystansowanie się od tak wielkich tragedii. Żeby odrzucić od siebie wyrzuty sumienia z powodu własnej bezczynności, łatwo było im się przykleić do stereotypu Biegańskiego, Polaka jako osoby drugiej kategorii. Po drugiej wojnie nie było lepiej. Z racji tego, że Polska została bratnim narodem Związku Radzieckiego, Polacy stali się automatycznie wrogami Amerykanów.

A niedawni wrogowie, czyli Niemcy, stali się ich przyjaciółmi. Tygodnik „Time” już w 1945 r. pisał, że obozy koncentracyjne nie były zakładane przez Niemców, tylko nazistów. Stereotyp Biegańskiego był utrwalany w Stanach latami. W Hollywood kręconofilmy naśmiewające się z Polaków. W amerykańskiej telewizji powstawały programy rozrywkowe, które podawały dalej dowcipy o Polakach. „Dlaczego Polak nie może popełnić samobójstwa? Bo trudno się zabić, skacząc z okna w piwnicy”. Albo już ten znany o tym, ilu Polaków potrzeba, żeby wkręcić żarówkę. W sklepach można było kupić kubek z uchem zamontowanym w środku i podpisem „Polish mug” [polski kubek – red.] albo polskie nauszniki, które zamiast łączącej je półokrągłej opaski do zakładania na głowę miały między sobą prosty drewniany patyk. Badacz Dominic J. Pulera napisał w jednej ze swoich książek, że stereotypy o głupich Polakach trochę zelżały po tym, jak w 1978 r. wybrano Karola Wojtyłę na papieża. Pomogła też heroiczna walka Solidarności z komunizmem i postać Lecha Wałęsy, które poprawiły nasz wizerunek na świecie. Jak Amerykanie dzisiaj odbierają Polaków? „Dowcipy o Polakach już w zasadzie wymierają” – mówił trzy lata temu Thaddeus Radzilowski, który przed swoją śmiercią w lipcu tego roku kierował Instytutem Piast prowadzącym badania nad amerykańską Polonią. Doktor Danushka V. Goska: „Ciągle jest stereotyp głupiego Polaka, ale nie ma takiej siły oddziaływania jak kiedyś. Co nie znaczy, że w odpowiednich warunkach nie może się na nowo odrodzić”.

Sprzątacz i informatyk

Rozmawiamy z Polakami, którzy dopiero niedawno przybyli do Stanów robić karierę. Na grupie „Polacy w Dolinie Krzemowej” jest ich już ponad tysiąc. Pisze Patrycja Ratajewska, 38 lat. W Polsce była event managerem. Pracowała w Gdańsku. W USA mieszka od trzech lat. Wyemigrowała za mężem, który dostał ofertę pracy w dużej firmie z branży IT z siedzibą w Kalifornii. – Nigdy nie spotkały mnie nieprzyjemności związane z krajem pochodzenia. Nigdy nikt nie był dla mnie złośliwy z tego tytułu, że jestem Polką – mówi kobieta. Mówi, że w Stanach Polacy trzymają się razem. Przynajmniej w miejscu, w którym teraz mieszka. – Pomagamy sobie przy opiece nad dziećmi, polecamy zaufane nianie, fachowców, produkty. Przed wyjazdem z Polski moje oczekiwania względem społeczności polskiej tutaj były niższe – opowiada. Ale są też inne głosy. Karol Dywel, 31 lat. Pochodzi z Piły. Ukończył studia nauczycielskie. Najpierw wyemigrował do Anglii, później do Stanów. W Nowym Jorku pracował na początku w firmie prawniczej, gdzie 95 proc. klientów było Polakami. „Dużo z nich często przychodziło do biura brudnych, czuć było od nich alkohol, bardzo dużo z nich miało problemy z prawem gdzieś w swojej przeszłości – głównie jazda samochodem po pijaku” – pisze. Mówi, że zna też takich Polaków, którzy normalnie i ciężko pracują, ale takich jest niewielu. „Amerykanie myślą o Polakach jako ciężko pracujących, ale też niewykształconych, ponieważ wykonują prace takie, jakie wykonują, i rzadko znają angielski. Jak to mówią: »Best cleaner is a Polish cleaner« [Najlepszy sprzątacz to polski sprzątacz. To też gra słów, bo „polish” oznacza po angielsku „czyścić” – red.]”.

Od broadwayu po hollywood

Ida Nowakowska to polska tancerka i aktorka. Występowała na deskach prestiżowej Metropolitan Opera. Grała też główną rolę w spektaklu „Reel to Real” na Broadwayu. Przez ostatnie 10 lat mieszkała w Kalifornii. Teraz zjechała do Polski, bo poprowadzi w telewizyjnej Dwójce pierwszą edycję programu „Bake Off Junior”. – Polska dała mi korzenie, a Stany skrzydła – mówi. W USA studiowała aktorstwo na Uniwersytecie Kalifornijskim. Trzysta osób na jedno miejsce. Ludzie z różnych stron świata. – Nigdy nie spotkałam się z tym, żeby ktoś był dla mnie złośliwy z powodu tego, że jestem Polką. A wręcz przeciwnie. W moim przypadku narodowość była atutem – mówi. Pierwsze zajęcia na wydziale i od razu na warsztat poszła twórczość Kantora. Wykłady prowadził dziekan. Jak się później okazało, wielki fan polskiego teatru. Pracował z Danutą Stenką. Swój pokój miał oblepiony plakatami najważniejszych polskich spektakli. – Amerykanie lubią Polaków – mówi Nowakowska. Jej zdaniem w Stanach zrobił się teraz wręcz snobizm na naszą czę

ść Europy. W amerykańskich filmach grają aktorzy z europejskimi akcentami albo po prostu Polacy. Tydzień temu okazało się, że obok Brada Pitta, Leonarda DiCaprio i Ala Pacino zagra Polak Rafał Zawierucha, który w najnowszym filmie Quentina Tarantino ma się wcielić w rolę Romana Polańskiego. Joanna Krupa przyjechała z Polski do Stanów w wieku pięciu lat. Na początku było trudno. – W szkole się ze mnie śmiali, ale nie dlatego, że byłam Polką. Byłam nieśmiała, cicha. Nie miałam za dużo przyjaciół, ale podobałam się chłopakom. To mogło budzić czasem zazdrość – wspomina. Zapisała się na lekcje baletu. Od małego marzyła, żeby zostać modelką albo aktorką. Pożyczała od mamy kosmetyki. W domu na korytarzu uczyła się, jak chodzić po wybiegu. Z siostrą robiły sobie sesje zdjęciowe. Nad łóżkiem miała plakaty Backstreet Boys i Pameli Anderson. – Mocno malowałam sobie usta kredką, wyrywałam brwi, żeby mieć takie króciutkie jak ona – wspomina. Ale jej największą idolką była zawsze Cindy Crawford. Krupa po raz pierwszy do pracy poszła w wieku 15 lat. Pracowała w call center. Za pierwsze zarobione pieniądze kupiła sobie trochę ciuchów i samochód, zwykłą osobówkę Nissan Sentra. Zaczęła chodzić na castingi. Przełomem było zaproszenie na Fidżi, gdzie australijski magazyn sportowy zrobił jej sesję w stroju kąpielowym. Spodobała się tak bardzo, że współpracę zaproponował jej amerykański „Playboy”. Wylądowała na okładce z podpisem „The sexiest swimsuit model in the world” [najseksowniejsza modelka w bikini na świecie – red.]. I poszło. Wszyscy zaczęli się interesować, kim jest Joanna Krupa. Dostała rolę w filmie. Później trafiła do amerykańskiej edycji „Tańca z gwiazdami”, gdzie zajęła 4. miejsce. – Oczywiście, że mam jeszcze dużo marzeń, ale mogę powiedzieć, że mój American Dream już się spełnił – tłumaczy.

Zdziwieni w mcdonaldzie

Doktor John Micgiel: „Wizerunek Polaka i Polski bardzo się w Stanach zmienił”. Tłumaczy, że pokolenie, które przyjechało do USA jeszcze w latach 80. i na początku 90., ma już dzieci, które idą na studia i zostają świetnymi polskimi lekarzami i prawnikami. Patrycja Ratajewska: „W branży IT Polacy są oceniani jako najlepszej klasy specjaliści. W każdej dużej firmie IT w Stanach Polska jest rozpoznawana jako kraj, z którego pochodzą świetni i bardzo chętnie zatrudniani fachowcy”. Jakub Wołosz wyemigrował do Stanów z rodzicami i bratem na początku lat 90. Zamieszkali na Brooklynie. Była amerykańska szkoła, później studia. Dzisiaj pracuje dla Zagranicznego Ośrodka Polskiej Organizacji Turystycznej w Nowym Jorku i zajmuje się promocją Polski jako destynacji turystycznej na rynku amerykańskim. Według szacunków Ministerstwa Sportu i Turystyki w 2017 r. Polskę odwiedziło 624 tys. turystów z USA. Rok wcześniej było ich 599 tys., a w 2015 r. – 556 tys. Co najbardziej podoba im się w Polsce? – Amerykanie swoje pierwsze kroki kierują do Warszawy, Krakowa i miejsc pamięci w różnych częściach Polski. Lubią polską kuchnię. Własnoręcznie lepią pierogi. Podobają im się polskie zabytki. Chodzą na koncerty i wystawy. Dziwią się, że w Polsce McDonaldy wyglądają jak dobre restauracje. W tych amerykańskich czas się zatrzymał – tłumaczy Wołosz. – Niektórzy Amerykanie byli w Polsce w latach 90., kiedy było szaro i smutno. Wokół krakowskiego Rynku mieli do wyboru kilka restauracji. Proszę sobie wyobrazić, jaki szok przeżywają teraz, kiedy po tych 20 latach wracają do Krakowa i widzą, jak zmieniło się to miasto – mówi dr John Micgiel, który też oprowadza grupy Amerykanów po Polsce. Czy Amerykanie lubią Polaków? Wszyscy moi rozmówcy twierdzą, że albo nas lubią, albo Polacy są im obojętni. Biznesmen Arkadiusz Muś: „W Ameryce wszyscy są migrantami i tam nikt nie pyta, skąd pochodzisz. Tam masz robić dobry biznes, tam masz uczciwie płacić ludziom i masz być fair wobec urzędów, a urzędy mają być fair wobec ciebie. Po prostu normalny świat”. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 36/2018
Więcej możesz przeczytać w 36/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także