Wyciskanie Wiedźmina

Wyciskanie Wiedźmina

Andrzej Sapkowski
Andrzej Sapkowski / Źródło: Newspix.pl / MICHAL PIESCIUK
Mówił, że gry na podstawie jego książek narobiły mu mnóstwo smrodu. Dzisiaj żąda od ich twórców 60 mln zł. Jeżeli Andrzej Sapkowski tych pieniędzy nie dostanie, szykuje nam się jeden z najciekawszych procesów sądowych w historii. I pisarz może go wygrać.

Byłem na tyle głupi, że od razu sprzedałem prawa. Zaoferowali mi procent od zysków, ale powiedziałem, że żadnych zysków nie będzie, że chcę pieniądze teraz!” – tak Andrzej Sapkowski w marcu zeszłego roku żalił się dziennikarzowi portalu Eurogamer na spółkę CD Projekt. Prawa autorskie do swojej sagi o wiedźminie sprzedał im w 2002 r. On wtedy – nagradzany, sławny pisarz, którego książki znikały z półek. Oni – nikomu nieznani producenci gier, którzy dopiero co założyli sobie firmę. Mówi się, że Sapkowski sprzedał im prawa do swojego najważniejszego osiągnięcia, czyli sagi o wiedźminie, za 35 tys. zł. „Zostawiłem wszystko w ich rękach, ponieważ nie wierzyłem w ich sukces. Ale kto mógł przewidzieć taką popularność? Ja na pewno nie”.

Dzisiaj role trochę się odwróciły. Oni z małej firemki zrobili komputerowego giganta wartego ponad 14 mld zł. Sprzedali ponad 33 mln gier o wiedźminie, co tylko w zeszłym roku przyniosło im ponad 200 mln zł zysku. On od lat nie napisał żadnej książki. Swój żal do samego siebie, że w grę na podstawie własnej książki tak bardzo nie wierzył, zaniósł niedawno do prawników. Ci żale Sapkowskiego przełożyli na prawniczy język i wysłali do twórców gier wezwanie do zapłaty. Wyszło im, że pisarz powinien dostać przynajmniej 60 mln zł. A jak spółka dobrowolnie nie zapłaci, Sapkowski będzie się procesował.

Tak się robi grę

CD Projekt umowę z Sapkowskim podpisuje w 2002 r. Prace nad pierwszą częścią gry trwają pięć lat. Producenci mają rozmach. Budżet gry to ponad 21 mln zł. Więcej, niż kosztowało „Przedwiośnie” Filipa Bajona czy nominowany do Oscara film „W ciemności” w reżyserii Agnieszki Holland. Jeszcze nigdy wcześniej żadna polska firma nie wyprodukowała gry za takie pieniądze. Ma wyjść od razu w 11 wersjach językowych. Premiera jednocześnie w Japonii, USA, Rosji i Unii Europejskiej. Twórcy chcą w pierwszym roku sprzedać milion egzemplarzy. „Musimy tyle sprzedać, żeby inwestycja w stworzenie gry się zwróciła” – tłumaczył wtedy Marcin Iwiński, jeden z jej twórców. Trzy dni po debiucie „Wiedźmin” staje się best sellerem. W jeden weekend grę kupuje 35 tys. Polaków. To historyczny rekord. „Wiedźmin” stał się najszybciej sprzedającym się tytułem w historii polskiego rynku gier. Rok po debiucie dokonało się: „CD Projekt pragnie z dumą ogłosić, że 12 miesięcy po premierze gra sprzedała się na całym świecie w ponad milionie kopii”. Miesiąc po premierze fani pytają Andrzeja Sapkowskiego, jak mu się gra podoba. „Nie wiem, czy mi się podoba, czy nie podoba, bo nie gram w gry” – wyznaje. A czy postać Geralta z Rivii, czyli tytułowego wiedźmina, jest dobrze odwzorowana w grze? Sapkowski też nie wie. „Pisząc, nie wyobrażam sobie obrazów, nie wizualizuję – po prostu piszę”. 2011 r. i premiera „Wiedźmina 2”. Budżet – 30 mln zł. 400 tys. sztuk sprzedanych na świecie dwa tygodnie po premierze. Ponad milion kopii sprzedanych po roku. Gra zdobywa wiele branżowych nagród. Krytycy dają jej 9 na 10 gwiazdek. Globalny sukces. W 2015 r. debiutuje „Wiedźmin 3 Dziki Gon”. Gra zgarnia praktycznie wszystkie branżowe nagrody, jakie tylko gra komputerowa może na świecie dostać. Zostaje najbardziej oczekiwaną grą, grą roku, grą z najlepszą fabułą, grą z najlepszym projektem wizualnym. I tak polski „Wiedźmin 3” staje się najczęściej nagradzaną grą wszech czasów. Rok po premierze sprzedano 10 mln kopii. Ale sukces gry na podstawie książek wręcz irytuje Sapkowskiego. „Znam niewiele osób, które w to grały. Obracam się wśród ludzi inteligentnych” – mówi.

Mistrz się dąsa

Tamte słowa padły na festiwalu fantastyki Polcon, który odbył się we Wrocławiu w sierpniu 2016 r. Sapkowski był tam w kiepskim nastroju. Zgrzytał zębami głównie wtedy, kiedy fani pytali go nie o sukces jego książek, lecz o sukces gry na ich podstawie. I Sapkowski odpowiadał: „Zaczęły się szerzyć [plotki – red.]. Nie wiem, kto je lansował. Podejrzewam, że sam CD Projekt. Że gdyby nie gra, to ja bym nie zobaczył w życiu przekładu z zachodniej Europy. Gówno prawda. Wszystkie moje przekłady były dużo wcześniej niż gra i to gra wykorzystała moją popularność, a nie ja wykorzystałem popularność gry” – odpowiadał.

Co innego mówi Karol Zajączkowski, który zajmował się PR-em i marketingiem przy produkcji pierwszego „Wiedźmina”. Dzisiaj pracuje już w konkurencyjnej firmie z tej samej branży. Zajączkowski tłumaczy, że do czasu wydania pierwszej gry „Wiedźmin” na rynku był tylko jeden tom opowiadań Sapkowskiego przetłumaczony na angielski. Drugiego nikomu nie chciało się nawet wydawać. – Po premierze gry pisali do nas ludzie, bo gra była rozpoznawalna i dużo osób myślało, że do nas należą prawa do książek – wspomina Zajączkowski. To on kontaktował tych zainteresowanych książką z agentką Sapkowskiego. CD Projekt stał się więc też pośrednikiem w kontaktach między pisarzem a ludźmi z całego świata, którzy książkę chcieliby w swoich krajach wydać, przetłumaczyć lub po prostu kupić. – Pan Andrzej swoje wie, a ja się z tym nie zgodzę. Bez gier nie byłoby jednej setnej światowej sprzedaży książki. I wcześniej czy później autor powinien się z tym pogodzić, a nie stawać okoniem przy każdej okazji – mówi Zajączkowski.

Zaledwie parę tygodni po światowej premierze trzeciej części „Wiedźmina” proza Sapkowskiego po raz pierwszy trafiła na listę bestsellerów „New York Timesa”. Na okładce zbioru opowiadań o Geralcie z Rivii pt. „Ostatnie życzenie” pojawiła się grafika z gry komputerowej. I to jeszcze bardziej rozsierdziło autora. Żalił się, że przez to fani mają wrażenie, że pisarz poszedł na łatwiznę i napisał książkę na podstawie gry komputerowej. Teraz musi się tłumaczyć, że było na odwrót. „Gry na podstawie książek narobiły mi mnóstwo smrodu” – przyznał. Sapkowski zwalcza proceder używania grafiki z gry na okładkach swoich książek. Mówi, że przez to „ludzie je odrzucają”. Ale to po premierze trzeciej części „Wiedźmina” stał się obok Stanisława Lema drugim najczęściej tłumaczonym polskim pisarzem. Dostał World Fantasy Award i został jednym z 63 największych na świecie twórców literatury fantasy obok wyróżnionego w ten sam sposób Stephena Kinga czy Terry’ego Pratchetta. W wywiadach twierdzi natomiast, że to gra wykorzystała jego popularność, a nie, że on skorzystał na jej popularności. Nie zazdrości grze sukcesu, nie boi się, że go zasłoni. „Jest tylko jeden oryginalny wiedźmin. Ten mój. I nic mi go nie odbierze” – mówił w wywiadzie.

Ile wiedźmina w wiedźminie

Nie wiadomo, ile umów Andrzej Sapkowski podpisał z CD Projektem. Wiadomo natomiast, że nie skończyło się na jednej z 2002 r. Wiadomo też, że Sapkowski nie ingerował w kształt kolejnych części gry. Nic nie sugerował, nie dawał wskazówek. „Robimy grę samodzielnie. Pan Sapkowski zna się na pisaniu książek. My na robieniu gier i to są dwie oddzielnie sprawy” – mówił trzy lata temu dla „Wprost” prezes CD Projekt Adam Kiciński. Dzisiaj spółka nie chce udzielać komentarza w sprawie pisma od prawników Sapkowskiego. Sam autor też nie chciał z nami rozmawiać. Strony milczą, a fani szaleją. „Pewnie znowu skończyła się kasa. Pisać się nie chce, to można pociągnąć CD Projekt” – napisał jeden z oburzonych. Tej fali hejtu po piśmie Sapkowskiego dziwią się prawnicy. – Zastanawia mnie ta fala krytyki, która wylała się na autora. Teoretycznie, zgodnie z ustawą takie uprawnienie mu przysługuje – mówi adwokat Joanna Lassota. Mowa o art. 44 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, na który powołują się prawnicy Sapkowskiego. Przepis głosi, że w razie rażącej dysproporcji między wynagrodzeniem twórcy a korzyściami nabywcy praw autorskich twórca może zażądać stosownego podwyższenia wynagrodzenia przez sąd. Czy w przypadku Sapkowskiego taka rażąca dysproporcja wystąpiła?

W mediach pojawia się informacja, że pisarz sprzedał prawa do książki za 15 tys. zł. Ale nikt nie wie, czy to prawda. Tak powiedział kiedyś Andrzej Chmielarz, jeden z najbardziej znanych polskich projektantów gier. Ale później z tej wypowiedzi się wycofał, twierdząc, że w sumie nie pamięta, ile zapłacono Sapkowskiemu. „Rzuciłem kwotą dla przykładu, że stosunkowo tanio i że ja byłem z tej kwoty zadowolony” – prostował potem. Natomiast licząc wszystkie zyski, jakie spółka CD Projekt osiągnęła po debiucie pierwszej części „Wiedźmina” do dziś, wychodzi ponad 865 mln zł. – Jeżeli zestawić tylko te dwie kwoty, to dysproporcja, o której mowa w art. 44, jest ogromna – mówi mecenas Lassota. Ale to nie takie proste. Jak zauważa prof. Elżbieta Traple, jeden z największych autorytetów w dziedzinie prawa autorskiego:– Dysproporcję będzie można pokazać łatwo. Trudniej pokazać, w jakim stopniu sukces finansowy gry zależał od Sapkowskiego. W tej sprawie konieczne jest szczegółowe postępowanie dowodowe. Sąd będzie musiał wyznaczyć biegłych, którzy muszą przeczytać wszystkie książki Sapkowskiego i zapoznać się ze wszystkimi częściami gry „Wiedźmin”. Potem będą musieli stwierdzić, ile książki jest w grze. Sąd będzie musiał ustalić mnóstwo innych rzeczy.

Na przykład, czy nazwisko Sapkowskiego pomogło twórcom w zdobyciu popularności. Albo czy gra sprawiła, że książki Sapkowskiego sprzedawały się lepiej. I tak dalej. – Im mniejsza eksploatacja twórczości pisarza w grze, tym mniejsze wynagrodzenie będzie przysługiwać autorowi – mówi mecenas Lassota. Prawnicy Sapkowskiego żądają 60 mln zł. To ma być 6 proc. z miliarda złotych, które CD Projekt miał zarobić na „Wiedźminie”. Ale skąd wziął się ten miliard i dlaczego akurat 6 proc., a nie 2 czy 50? Tego już nie wiadomo. – Czeka nas długi i skomplikowany proces, który może ciągnąć się latami. Już współczuję sędziemu, który będzie musiał ważyć interesy jednej i drugiej strony – mówi prof. Traple. Czy Sapkowski ma szanse go wygrać? Prawnicy mówią, że w teorii tak, ale w praktyce wychodzi różnie, bo przypadek Sapkowskiego nie ma precedensu. Artykuł 44 był tworzony na wzór niemieckiego prawa – tam nazywa się potocznie Bestsellerparagraph. Chroni pisarza, piosenkarza, scenarzystę przed sytuacją, w której to wydawca książki, płyty, filmu zarabia na ich twórczości miliony, a oni sami dostają grosze. – Ale nikt jeszcze w kraju nie rozpatrywał sytuacji, w której wydawcą jest producent gier, a twórcą pisarz – mówi prof. Traple. Jak sprawa się zakończy, nie wiadomo. Kurs akcji giełdowego CD Projektu od czasu publikacji pisma z wezwaniem do zapłaty maleje. Akcje są najtańsze od czterech miesięcy. Producent gier twierdzi, że żądania pisarza są bezzasadne. Czy do procesu dojdzie, nie wiadomo. Sapkowski czeka na odpowiedź producenta gier do 19 października. Jeżeli nie będzie jej do tego piątku, sprawę skieruje do sądu bez dalszych wezwań i powiadomień. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 42/2018
Więcej możesz przeczytać w 42/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0