Fałszywy bohater

Fałszywy bohater

Józef Cyrankiewicz handlował w Oświęcimiu kosztownościami zrabowanymi przez Niemców więźniom
Czy były premier PRL, wykreowany przez propagandę na twórcę oświęcimskiego ruchu oporu, mógł kolaborować z gestapo? Zdaniem części historyków, nie jest to wykluczone. Bo jak wytłumaczyć, że jako więzień Oświęcimia Cyrankiewicz handlował walutą i złotem zrabowanymi przez Niemców więźniom? A takie są wnioski wynikające z dokumentów IPN, do których dotarł „Wprost". Handlarz walutą
Według oficjalnej wersji, Cyrankiewicz do Oświęcimia trafił 2 września 1942 r. Ujęty przez gestapo w „kotle" urządzonym w lokalu szefa sztabu miejscowego Związku Walki Zbrojnej, niemal od razu zaczął organizować obozowy ruch oporu. Od 1944 r. przejął nad nim pełne polityczne kierownictwo. O tym, że jego rola w Oświęcimiu była w znacznej mierze wykreo-wana przez propagandę PRL, historycy i świadkowie tamtych wydarzeń mówili od dawna. Wiadomo, że rzeczywistym twórcą ruchu oporu w obozie był zamordowany po wojnie przez komunistów rotmistrz Witold Pilecki. Mimo to do dziś w muzeum w Oświęcimiu znajduje się ekspozycja poświęcona Cyrankiewiczowi jako antyhitlerowskiemu przywódcy.
„Wprost" dotarł do dokumentów IPN, które rzucają nowe światło na Cyrankiewicza. Chodzi o zapis przesłuchania Włodzimierza Lechowicza, komunistycznego działacza aresztowanego w 1948 r. w ramach walki Bolesława Bieruta z grupą Władysława Gomułki. W listopadzie 1948 r. Lechowicz składał zeznania na temat Tadeusza Kochanowicza, współpracownika Cyrankiewicza z PPS. „O osobie sekretarza Cyrankiewicza Kochanowicz wyraża się z dużym niesmakiem. (…) Wspominał mi, że podobno udział Cyrankiewicza w konspiracyjnej pracy w Oświęcimiu jest bardzo wątpliwy, ponieważ wiadomo, że Cyrankiewicz cały wolny czas w Oświęcimiu przeznaczał na handel walutą i kruszcem" – mówił podczas przesłuchania Lechowicz.
– Najprawdopodobniej Cyrankiewicz miał dostęp do tzw. Kanady, czyli magazynów, w których gromadzono precjoza i pieniądze zrabowane więźniom. Mając parasol ochronny ze strony obozowych gestapowców, wymieniał zagrabione kosztowności z obozowymi funkcyjnymi, którzy nie mieli do nich dostępu. Dzięki zdobywanym ubraniom i żywności mógł łatwiej przeżyć w obozie – przypuszcza prof. Wiesław Jan Wysocki, dziekan Wydziału Nauk Historycznych i Społecznych UKSW, autor biografii rotmistrza Pileckiego.
Prof. Wysocki przyznaje, że dokument, do którego dotarł „Wprost", wpisuje się w relacje, jakie w latach 70. i 80. słyszał od więźniów, którzy przeżyli Oświęcim. – Słyszałem od nich podejrzenia, że Cyrankiewicz był na usługach gestapo. Wynikało to z jego zachowania, zarówno w obozie, jak i po wojnie – mówi prof. Wysocki. Z kolei zdaniem prof. Jana Żaryna, szefa Biura Edukacji Publicznej IPN, kompromitujące informacje na temat obozowej przeszłości mogły służyć do szantażowania PRL-owskiego premiera. – Miał bardzo mocne poparcie Moskwy. Można się zastanawiać dlaczego. Możliwe, że jego zwierzchnicy w ZSRR mieli na niego kompromitujące materiały. Apetyt na władzę i strach mogły sprawiać, że wykonywał każde ich polecenie – ocenia prof. Żaryn.
Wiele wskazuje na to, że Cyrankiewicz próbował zatrzeć wszelkie ślady swojej wstydliwej przeszłości. – Kiedy badałam zawartość archiwów oświęcimskich, pracownicy archiwum mówili mi, że PRL-owski premier czytał te dokumenty i część z nich bezprawnie wyniósł. Nigdy nie wróciły do zasobów archiwalnych – mówi prof. Wysocki. Podobne relacje usłyszeliśmy od archiwistów badających dokumentację stalinowskiej bezpieki.

Zemsta na Pileckim
Niewykluczone, że mroczna tajemnica Cyrankiewicza z Oświęcimia mogła się przyczynić do śmierci rotmistrza Witolda Pileckiego, rzeczywistego twórcy obozowego ruchu oporu. Aresztowany przez komunistów w maju 1948 r., po torturach, został skazany na karę śmierci pod fałszywym zarzutem szpiegostwa. Do dziś rodzina nie zna miejsca jego pochówku. Przypuszcza się, że jego ciało zakopano na wysypisku śmieci przy cmentarzu powązkowskim.
Cyrankiewicz znał Pileckiego z Oświęcimia. Mimo to nie poparł starań o jego ułaskawienie. – Czyżby się bał, że rotmistrz wie zbyt dużo o prawdziwej roli Cyrankiewicza w obozie? – zastanawia się prof. Wysocki. Podobnego zdania jest rodzina Witolda Pileckiego. – Godząc się na śmierć ojca, Cyrankiewicz raz na zawsze uciszył niewygodnego dla siebie świadka – przypuszcza w rozmowie z „Wprost" Zofia Pilecka-Obtułowicz, córka rotmistrza. – Przecież mama napisała list do Bieruta, w którym zwróciła się o ułaskawienie ojca. W tej samej sprawie list do Cyrankiewicza wysłali współwięźniowie z Oświęcimia. Żadne z pism nie zostało uwzględnione – opowiada Pilecka-Obtułowicz. – W dodatku na rozprawie ojca prokurator odczytał list od Cyrankiewicza. Jego fragment brzmiał: „Gdyby oskarżony zechciał powoływać się na moją znajomość z Oświęcimia, nie może to absolutnie w żadnym wypadku zmniejszyć jego winy i złagodzić wyroku. Oskarżony Pilecki jest wrogiem Polski Ludowej, bardzo szkodliwą jednostką, dlatego powinien ponieść najwyższy wymiar kary" – cytuje dokument córka rotmistrza.

Zbrodniarz czy bohater?
Elementem zacierania śladów po kolaboracji z Niemcami mogła też być dziwna postawa Cyrankiewicza w sprawie doktora Władysława Deringa. Z dokumentów, które odnalazł „Wprost", wynika, że Cyrankiewicz z jednej strony pomagał mu uciec z Polski, z drugiej publicznie go dyskredytował, oskarżając o zbrodnie wojenne. Czy chciał się pozbyć z kraju niewygodnego świadka i na wszelki wypadek go skompromitować?
Dering to obozowy lekarz, pracujący w niemieckim szpitalu przeprowadzającym zbrodnicze eksperymenty sterylizacyjne. W rzeczywistości był jednak członkiem podziemnej organizacji obozowej i jednym z najbliższych współpracowników rotmistrza Pileckiego. To właśnie dr Dering w gabinecie naczelnego lekarza SS ukrył pod podłogą aparat do nasłuchu radiowego i zdobywał w ten sposób wiadomości, które przekazywał członkom oświęcimskiej siatki konspiracyjnej. Mimo to po wojnie Cyrankiewicz już jako premier wystąpił do Wielkiej Brytanii z wnioskiem o jego ekstradycję jako zbrodniarza wojennego. – Wniosek miał na celu zdyskredytowanie lekarza w oczach opinii publicznej. W końcu Dering doskonale się orientował w przeszłości Cyrankiewicza, z którym wprawdzie nie był zaprzyjaźniony, ale go znał – ocenia prof. Wysocki.
„Wprost" dotarł do znajdującej się w IPN notatki z marca 1950 r. adresowanej do ministra bezpieczeństwa Romana Romkowskiego. Sporządzono ją na podstawie wypowiedzi agenta o pseudonimie 33. „Dr Dering będąc w obozie przyjaźnił się z Cyrankiewiczem. W 1945 r., bojąc się odpowiedzialności za popełnione zbrodnie, zwrócił się do niego o radę. Z namowy obecnego premiera dr Dering nielegalnie opuścił kraj i znalazł azyl w Anglii" – napisał autor notatki ppłk Sławiński.
Nie ma wątpliwości, że „żelazny premier" (Cyrankiewicz pełnił tę funkcję przez 21 lat) znaczną część swojego powojennego życia poświecił na zacieranie śladów rzeczywistej działalności w Oświęcimiu. Wiele wskazuje na to, że nie chodziło wyłącznie o uprawdopodobnienie stworzonego przez propagandę PRL nieprawdziwego obrazu twórcy ruchu oporu w obozie, ale też o ukrycie kolaboracji z Niemcami. Obraz premiera handlującego w obozie zrabowaną więźniom walutą i złotem nie pasował do wizerunku komunistycznego bohatera.
Niewygodni świadkowie
Rotmistrz Witold Pilecki – organizator ruchu oporu w obozie w Oświęcimiu. Dał się aresztować podczas łapanki w 1940 r., by trafić do obozu i zdobyć informacje na jego temat. Sprawozdanie, które sporządził, trafiło do władz podziemnych i na Zachód. Po wojnie na rozkaz gen. Władysława Andersa zbierał informacje o żołnierzach AK więzionych przez NKWD. Mimo grożącego mu aresztowania nie chciał wyjechać z Polski. Skazany przez komunistów na karę śmierci. Wyrok wykonano w maju 1948 r.
Włodzimierz Lechowicz – żołnierz AK, równocześnie agent wywiadu sowieckiego. Po wojnie był zastępcą Władysława Gomułki w Ministerstwie Ziem Odzyskanych. Aresztowany w 1948 r. w związku z tzw. sprawą Spychalskiego, wolność odzyskał na fali odwilży w 1956 r. Przez lata poseł Stronnictwa Demokratycznego, do 1970 r. przewodniczył Komitetowi Drobnej Wytwórczości w kolejnych rządach Cyrankiewicza.
KPT. dr Władysław Dering – lekarz obozowy w Oświęcimiu, członek podziemnej organizacji obozowej. Jako ginekolog został w styczniu 1944 r. przeniesiony do pracy w niemieckim szpitalu, gdzie dokonywano zbrodniczych eksperymentów sterylizacyjnych na więźniach (w bloku nr 10). W latach 60. brytyjska ława przysięgłych oczyściła go z zarzutu zbrodni wojennych. Według relacji byłych więźniów z Oświęcimia, dr Dering uratował życie wielu chorym, pomagał też osobom, na których były prowadzone eksperymenty. Pracownicy oświęcimskiego archiwum twierdzą, że Cyrankiewicz zacierał ślady kompromitującej przeszłości, wynosząc bezprawnie część dokumentów


Okładka tygodnika WPROST: 1/2008
Więcej możesz przeczytać w 1/2008 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 8
  • forgerb IP
    A może IPN zająłby się postacią niejakiego Władysława Bartoszewskiego ps. Kłamczuch? Bardzo intersuje mnie prawdziwy tzn. nie stworzony przez niego samego,ani przez fanów z GW, życiorys tego osobnika.
    • oświęcimer IP
      Przeżył Auschwitz a nie Oświęcim, podobnie handlował w Auschwitz a nie w Oświęcimiu. Szansa, że więźniowie mogli czymkolwiek handlować w mieście - czyli poza drutami - była w praktyce żadna. Operowanie tymi nieścisłymi określeniami i mieszanie Oświęcimia z Auschwitz tylko zaciemnia sprawę. Ma to zwłaszcza znaczenie w kontekście działalności ruchu oporu bo ten funkcjonował zarówno w obozie (Auschwitz) jak i w mieście (Oświęcimiu).
      • Bradl IP
        \"Bohater\" BARTOSZEWSKI
        Znajdzie lepiej cos na temat Bartoszewskiego, PCK i zwolnienia z Oswiecimia. Ten polski PCK to mial \"chody\" u Niemcow...wooowww...
        • TomcioPaluch IP
          Lubi się Pani grzebać w g..nie i robi to Pani z niebywałą przyjemnością. Życzę dalszych \"sukcesów\' i proszę pamiętać, że materia owa jest lepka i cuchnąca. Odór pozostaje na długo.
          • Jolanta IP
            \"Kamyk\" dziękuję za bardzo rozsądną wypowiedź. Rzeczywiście w artykule Doroty Kani, zatytułowanym \"Fałszywy bohater\", nie ma konkretów, lecz tylko same przypuszczenia i fałszywe domniemania, szkalujące Józefa Cyrankiewicza, który w swoim zyciorysie miał przecież różne rozdziały, o których dzisiaj już mało kto wie.