Boska ruletka

Boska ruletka

Codziennie zdarzają się cuda, tyle że nie są cudami
Czy w roku 2008 w naszym życiu wydarzy się coś niezwykłego? Prawdopodobieństwo takiego wydarzenia jest całkiem duże. Według tzw. reguły cudów Littlewooda (od nazwiska matematyka Johna Littlewooda), każdemu Polakowi coś niezwykłego może się przydarzyć przeciętnie raz na miesiąc. Jak mawiał Arystoteles, jest wielce prawdopodobne, że wydarzy się coś nieprawdopodobnego.

Ślepy traf
Wbrew temu, co twierdził Albert Einstein, Bóg gra w kości, przynajmniej w naszym codziennym życiu. Dowodzi tego rachunek prawdopodobieństwa. Choć „cuda" są mało prawdopodobne, to codzienne się zdarzają jednej osobie na milion – wyliczają laureat Nagrody Nobla Georges Charpak z CERN i fizyk Henri Broch z uniwersytetu w Nicei w książce „Debunked" (Nieprawda). W Polsce mogą zatem wystąpić aż 38 razy dziennie! Przykładem jest zwykły rzut monetą. Gdy weźmie w tym udział 10 tys. osób, możemy być pewni, że aż 313 osób prawidłowo wytypuje pięć kolejnych rzutów. Jeszcze większe jest prawdopodobieństwo, że gdy w tym samym miejscu podczas zabawy sylwestrowej znajdą się 23 osoby, dwie spośród nich będą obchodzić urodziny tego samego dnia. Warto o tym pamiętać. Prawdopodobieństwo takiego zdarzenia sięga aż 50 proc.! Ludzki rozum bardziej szuka wyjaśnień deterministycznych niż probabilistycznych. Większość osób bez względu na wykształcenie myli przypadek z przeznaczeniem, a szczęście z umiejętnościami. Ciągi zdarzeń przypadkowych nie są traktowane jako losowe – doszukujemy się w nich powtarzalności i regularności. Również zbieg okoliczności wydaje się wyreżyserowany przez Boga lub siły nadprzyrodzone. Tymczasem jedynie przypadek, a nie zrządzenie losu, sprawił, że aż ośmiu członków rodu Kennedych nie zmarło śmiercią naturalną. Zostali zastrzeleni lub zginęli w wypadkach drogowych i lotniczych.
W pułapkę doszukiwania się złudnych związków wpadają zwierzęta. Burrhus Frederic Skinner, psycholog z Harvard University, skonstruował urządzenie, które losowo podawało pokarm gołębiom. Ptaki zaczęły kojarzyć ten moment z wcześniejszymi zachowaniami i wypracowały różne rytuały, by „przywołać" jedzenie. Zachowywały się tak jak czarownicy w Afryce, którzy zaklinają deszcz. Jeden z gołębi kołysał łebkiem, stojąc w rogu klatki, inne kręciły głowami w kierunku odwrotnym do ruchu wskazówek zegara.
Naszym życiem, zarówno przy sukcesach, jak i niepowodzeniach, przypadek rządzi bardziej, niż zdajemy sobie z tego sprawę. Najlepiej widać to w świecie finansów, gdzie dzięki zwykłemu przypadkowi można zarobić mnóstwo pieniędzy. Ze statystyk wynika, że na 3,5 tys. rozmaitych funduszy akcyjnych ponadprzeciętne wyniki w ciągu trzech lat uzyskuje 437 funduszy. Podobnie jest z tzw. prawem serii, gdy dopisze komuś szczęście. Często mówimy o nim, gdy nawet wytrenowany koszykarz kilka razy z rzędu trafia piłką do kosza za trzy punkty. Takie samo prawo serii w korzystnym inwestowaniu może się przytrafić maklerom giełdowym, którzy popełniają same błędy albo nie mają większego doświadczenia w zarządzaniu funduszami. Szukać rady u takich specjalistów to tak, jakby się dopytywać szczęśliwców, którzy wygrali w totolotka, jak wylosować szóstkę. „Na rynkach finansowych mamy do czynienia ze szczęściem specyficznego rodzaju, którego nikt nie rozumie, ale prawie wszyscy myślą, że się na nim znają" – twierdzi w książce „Ślepy traf" prof. Nassim Nicholas Taleb z New York University, jeden z czołowych znawców rynków finansowych.

Matematyka przypadku
Logicznie nie można wykluczyć, że między dowolnymi zdarzeniami występuje jakiś ukryty związek. Gregory Chaitin z IBM Research Laboratories wykazał, że nigdy nie możemy być pewni, iż to, co nas spotyka, jest jedynie dziełem zbiegu okoliczności, bo nie można udowodnić, że coś jest przypadkowe. Nie jest to jednak dowód na brak losowości zdarzeń. Wręcz przeciwnie. Amerykański matematyk wskazał jedynie na ograniczenia wiedzy matematycznej, co wcześniej uczynili Kurt Gödel i Alan Turing. O ile Gödel udowodnił, że zawsze będą pewne aspekty rzeczywistości, których nie można przewidzieć, Gregory Chaitin wykazał, że nawet arytmetyka ma pewne aspekty równie losowe jak wynik rzutu monetą! Ze sformułowanej przez Wernera Heisenberga tzw. zasady nieoznaczoności wynika, że nie można jednocześnie dokładnie określić położenia i pędu cząstki. To tak jakbyśmy nie mogli równocześnie ustawić w telewizorze ostrości w pionie i poziomie. Teraz się okazuje, że kłopoty z ustawieniem ostrości w poznaniu naukowym ma również matematyka, królowa determinizmu. Na rolę przypadku wskazują nawet badania nad rozwojem prostych organizmów. Z dwóch genetycznie identycznych dżdżownic hodowanych w tych samych warunkach laboratoryjnych jedna może żyć trzy razy dłużej od drugiej.
Dostrzeganie sensu w tym, co nas spotyka, może być pewną formą pocieszenia i oszukiwania się dla utrzymani higieny psychicznej. Mózg człowieka wypracował wiele strategii eliminowania przypadkowości w życiu codziennym ze względu na własne ego. Widzimy zwykle to, czego oczekujemy. Jedni nie mają fatalistycznego poczucia skazania na łaskę losu, innym się wydaje, że pojęli sens wstrząsających przeżyć, z którymi przyszło im się zmierzyć. Ludzie, którym dopisuje szczęście, utwierdzają się w przekonaniu, że są wyjątkowi, nie dostrzegając, jak wiele zawdzięczają nie tylko swym umiejętnościom, ale i zwykłemu zbiegowi okoliczności. Aby nie popaść w depresję, ci, którym się nie wiedzie, tłumaczą sobie, że los się na nich uwziął albo mają w życiu do spełnienia misję, choćby cierpienie za grzechy ludzkości.
Psycholog Baruch Fischhoff przed ponad trzydziestoma laty opisał tzw. efekt patrzenia wstecz, który oddaje również polskie powiedzenie „mądry Polak po szkodzie". Okazuje się, że nie jest to tylko cecha Polaków. Błąd myślenia wstecznego polega na tym, że przeceniamy szanse zaistnienia jakiegoś wydarzenia, do którego wcale nie musiało dojść. Tej iluzji ulega wielu historyków, bo zdarzenia z przeszłości często są oceniane jako nieuchronne. Nasz mózg nie interpretuje ich w świetle tego, co zdarzyło się wcześniej, lecz tego, co było później. W zbiorowej świadomości tego rodzaju manipulacje są niebezpieczne, bo wiele ocen jest wtedy przyjmowanych wbrew logice. Przed II wojną światową w szkołach po obu stronach kanału La Manche uczono, że największym mocarstwem lądowym świata jest Francja, a mocarstwem morskim – Anglia. Niemal w każdym regionie świata był „naród wybrany przez Boga". Oprócz Polaków wierzyli w to Żydzi, Francuzi, Chińczycy, Japończycy czy Irańczycy.

Owce i barany
W Ewangelii św. Mateusza jest mowa o tym, że na Sądzie Ostatecznym Chrystus oddzieli zbawionych od potępionych jak „owce od baranów". Według psychologów, „owce" są z natury łatwowierne, z kolei „barany" to urodzeni sceptycy. Neurolodzy tłumaczą to tym, że mózg człowieka jest podzielony na dwie półkule, z których każda spełnia inne zadania. O lewej będącej ośrodkiem zdolności językowych i logicznego myślenia można powiedzieć, że jeśli chodzi o pojmowanie roli przypadku w życiu, to jest ona bardziej naiwna niż prawa, w której skupiona jest kreatywność. Lewa półkula jest jak detektyw dopatrujący się związków między wydarzeniami występującymi w bliskich odstępstwach czasu. Trudno jej pojąć, że mogą być zjawiska, które nie są z sobą powiązane. Sześć trafień w totolotka czy pięć kolejnych rzutów za trzy punkty tego samego koszykarza nie uznaje jedynie za przypadek, bo nie posługuje się logiką prawdopodobieństwa. Gdy ta część mózgu jest mniej aktywna, ludzie wykazują mniejszą skłonność do przesadnego doszukiwania się związków, szczególnie tam, gdzie one nie występują.
Neurolodzy zaobserwowali taką zależność u pacjentów, którzy stracili sprawność lewej półkuli na skutek udaru lub operacji mózgu. Takie osoby zdecydowanie lepiej radzą sobie w grach losowych, gdyż kierują się jedynie zimnym wyrachowaniem, zamiast tworzyć iluzoryczne systemy skutecznego wygrywania. Prawa półkula lepiej rozpoznaje odległe związki między zdarzeniami i odpowiada za myślenie skojarzeniowe. Pacjenci z uszkodzeniem tej części mózgu tracą poczucie humoru i zdolność rozpoznawania tego, co dwuznaczne oraz skomplikowane. Z kolei osoby z nadmiernie aktywną lewą półkulą bardziej interesują się objaśnianiem marzeń sennych i wykazują większą skłonność do spiskowej teorii dziejów.

Ludzie nie muszą być „owcami" i „baranami" przez całe życie. Poglądy i gusta mogą się zmieniać, tak jak przemianom ulega nasz mózg. Prof. Peter Brugger, neuropsycholog ze Szpitala Uniwersyteckiego w Zurychu, twierdzi nawet, że potrafi „barany" zamienić na „owce". Uczony podobno dokonał tego, podając ludziom zdrowym jedynie L-dopę, lek zwiększający u cierpiących na chorobę Parkinsona poziom dopaminy. Ten neuroprzakaźnik utrwalający w pamięci związki między faktami, zdarzeniami i zjawiskami u ludzi łatwowiernych jest bardziej aktywny w prawej półkuli mózgu. Gdy dr Brugger podał lek „baranom", po silnej dawce dopaminy podobno nawet zdecydowani sceptycy przestali wierzyć, że wszystko jest jedynie dziełem przypadku. Zamiast plam na ekranie zaczęli dostrzegać ludzkie twarze, podobnie jak osoby, które w zakrzepłej krwi męczennika dostrzegają oblicze Chrystusa. Bez względu na poziom dopaminy człowiek powinien jednak znać granice własnej racjonalności. 

KLĄTWA liczb
Tego samego dnia umarli reżyserzy Michelangelo An tonioni i Ingmar Bergman (30 lipca) oraz pisarze William Szekspir i Miguel de Cervantes (23 kwietnia)
Albert Einstein urodził się w 14 marca, w tzw. dniu liczby Pi, który w 1706 r. wprowadził William Jones, a rozpowszechnił go później Leonhard Euler
W wieże World Trade Center pierwszy trafił samolot linii American Airlines o numrze 11, a na jego pokładzie było 92 pasażerów (9+2). Drugim samolotem, który zderzył się z sąsiednim wieżowcem, leciało 65 osób (6+5). Nazwy takie jak New York City i Afghanistan mają po 11 liter, podobnie jak George W. Bush. Nawet sylwetka obu wież przypomina liczbę 11. Tajemniczej jedenastki o wiele trudniej jest się dopatrzyć w boeingu, który uderzyły w Pentagon, oraz w samolocie, który rozbił się w Pensylwanii.

POGRZEB McCartneya
WE WSZYSTKIM MOŻNA DOSTRZEC SZYFR i tajemnice, nawet w całkowicie przypadkowym zestawie liczb oraz słów, szczególnie u osób ze skłonnościami do spiskowej teorii dziejów. W 1969 r., po rozpadzie grupy The Beatles, rozeszła się pogłoska, że Paul McCartney już trzy lata wcześniej zginął w wypadku samochodowym i zastąpiono go sobowtórem. Podejrzenie budziła okładka albumu „Abbey Road", na której wielka czwórka idzie ulicą, co skojarzono z konduktem pogrzebowym. Z tyłu wlókł się Paul jakby był martwy. Na dodatek w granym od tyłu utworze „The Revolution No. 9” z „White Album” doszukano się złowieszczego głosu, który powtarzał: „turn me on, dead man, turn me on dead man” (zakręć mnie, zakręć truposzu).

Okładka tygodnika WPROST: 1/2008
Więcej możesz przeczytać w 1/2008 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0