Awantura na spotkaniu z byłym prezydentem. „Może sobie pan tym d**ę podetrzeć!”

Awantura na spotkaniu z byłym prezydentem. „Może sobie pan tym d**ę podetrzeć!”

Lech Wałęsa
Lech Wałęsa Źródło: Shutterstock / papparazaaa
Reporter Rafał Jarząbek okazał byłemu prezydentowi skany dokumentów. Były nimi donosy, które Lech Wałęsa pisał rzekomo do SB. – Pan sobie d**ę wytrzyj tym – padło niespodziewanie.

Dziennikarz telewizji wPolsce24 pojawił się we wtorek (29 września) pod budynkiem Muzeum Narodowego w Warszawie. Wałęsa odwiedził Mazowsze, by wziąć udział w konferencji Wolność w praktyce (za organizację wydarzenia w MN odpowiadał powołany przez niego instytut).

Gdy wysiadał z auta, został poproszony o wywiad przez Jarząbka. Reporter przedstawił mu następnie zdjęcia, które poddenerwowały byłą głowę państwa. Wałęsa stwierdził, że skany dokumentów „nadają się do podtarcia sobie nimi d**y”.

Kłótnia na spotkaniu z Lechem Wałęsa. „Nie chcę z panem rozmawiać”

Dziennikarz nie dawał za wygraną – zapytał prezydenta, czy to on jest autorem pism. – Nie – odparł krótko i stanowczo Wałęsa. Następnie oddalił się od Jarząbka.

Ten, po krótkiej kłótni i przepychance w drodze na salę, w końcu dotarł do stolika, przy którym siedział były polityk. – Panie prezydencie, tutaj jest jasno napisane, że „Lech Wałęsa zobowiązuje się do współpracy [ze Służbą Bezpieczeństwa – przyp. red.]”. Może pan to zobaczyć? – zwrócił się. – Powiedziałem panu, że może sobie pan tym d**ę podetrzeć? – powtórzyła była głowa państwa.

Niedługo później nastąpiła kolejna odsłona rozmowy dziennikarza z Wałęsą. Gdy ten zbliżył się do pierwszego przewodniczącego Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”, ten próbował wyrwać mu mikrofon przystawiany do twarzy. – Dlaczego pan jest taki agresywny? – zapytał Jarząbek. – Nie chcę z panem rozmawiać – usłyszał.

Po jakimś czasie prezydent zwrócił się do organizatorów wydarzenia z prośbą, by „wyrzucili” redaktora. – Wyrzucicie go, czy ja mam to zrobić?! – rzucił poddenerwowany.

Śledztwo ws. byłego prezydenta umorzone. „To nie są moje teksty”

Przypomnijmy – Wałęsa został niedawno oczyszczony z zarzutu w śledztwie dot. teczek Czesława Kiszczaka – jednego z głównych architektów represji komunistycznych za czasów Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.

Na dokumentach – donosach – które się w niej znajdowały, miały widnieć podpisy byłego prezydenta (jego imię i nazwisko lub pseudonim: „Bolek”). Prokuratura umorzyła postępowanie ws. składania fałszywych zeznań, co zarzucał mu Instytut Pamięci Narodowej. W trakcie przesłuchań wskazywał on bowiem, że nie jest autorem pism.

– Oliwa sprawiedliwa na wierzch wypływa i prawda zwycięża. W tym przypadku osiągnięta jest jednak dopiero połowa prawdy – że rzeczywiście nie używałem przez prawie 15 lat pisania, więc nie mogłem tego napisać. To nie są moje teksty – tak wyrok komentowała w rozmowie z dziennikiem „Fakt” była głowa państwa.

Czytaj też:
Lech Wałęsa nagrał oświadczenie ws. „debilizmu”. Szybko zniknęło z sieci
Czytaj też:
Nawrocki uhonorował wroga Wałęsy. „Wojownik wierny swoim ideałom”

Źródło: wPolsce24