Dziennikarz telewizji wPolsce24 pojawił się we wtorek (29 września) pod budynkiem Muzeum Narodowego w Warszawie. Wałęsa odwiedził Mazowsze, by wziąć udział w konferencji Wolność w praktyce (za organizację wydarzenia w MN odpowiadał powołany przez niego instytut).
Gdy wysiadał z auta, został poproszony o wywiad przez Jarząbka. Reporter przedstawił mu następnie zdjęcia, które poddenerwowały byłą głowę państwa. Wałęsa stwierdził, że skany dokumentów „nadają się do podtarcia sobie nimi d**y”.
Kłótnia na spotkaniu z Lechem Wałęsa. „Nie chcę z panem rozmawiać”
Dziennikarz nie dawał za wygraną – zapytał prezydenta, czy to on jest autorem pism. – Nie – odparł krótko i stanowczo Wałęsa. Następnie oddalił się od Jarząbka.
Ten, po krótkiej kłótni i przepychance w drodze na salę, w końcu dotarł do stolika, przy którym siedział były polityk. – Panie prezydencie, tutaj jest jasno napisane, że „Lech Wałęsa zobowiązuje się do współpracy [ze Służbą Bezpieczeństwa – przyp. red.]”. Może pan to zobaczyć? – zwrócił się. – Powiedziałem panu, że może sobie pan tym d**ę podetrzeć? – powtórzyła była głowa państwa.
Niedługo później nastąpiła kolejna odsłona rozmowy dziennikarza z Wałęsą. Gdy ten zbliżył się do pierwszego przewodniczącego Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”, ten próbował wyrwać mu mikrofon przystawiany do twarzy. – Dlaczego pan jest taki agresywny? – zapytał Jarząbek. – Nie chcę z panem rozmawiać – usłyszał.
Po jakimś czasie prezydent zwrócił się do organizatorów wydarzenia z prośbą, by „wyrzucili” redaktora. – Wyrzucicie go, czy ja mam to zrobić?! – rzucił poddenerwowany.
Śledztwo ws. byłego prezydenta umorzone. „To nie są moje teksty”
Przypomnijmy – Wałęsa został niedawno oczyszczony z zarzutu w śledztwie dot. teczek Czesława Kiszczaka – jednego z głównych architektów represji komunistycznych za czasów Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.
Na dokumentach – donosach – które się w niej znajdowały, miały widnieć podpisy byłego prezydenta (jego imię i nazwisko lub pseudonim: „Bolek”). Prokuratura umorzyła postępowanie ws. składania fałszywych zeznań, co zarzucał mu Instytut Pamięci Narodowej. W trakcie przesłuchań wskazywał on bowiem, że nie jest autorem pism.
– Oliwa sprawiedliwa na wierzch wypływa i prawda zwycięża. W tym przypadku osiągnięta jest jednak dopiero połowa prawdy – że rzeczywiście nie używałem przez prawie 15 lat pisania, więc nie mogłem tego napisać. To nie są moje teksty – tak wyrok komentowała w rozmowie z dziennikiem „Fakt” była głowa państwa.
Czytaj też:
Lech Wałęsa nagrał oświadczenie ws. „debilizmu”. Szybko zniknęło z sieci Czytaj też:
Nawrocki uhonorował wroga Wałęsy. „Wojownik wierny swoim ideałom”
