Blisko dekadę temu uruchomiono postępowanie, podczas którego Wałęsie przedstawiono zarzut fałszywych zeznań. Mowa o śledztwie dot. teczek Czesława Kiszczaka (chodzi o byłego premiera – jednego z głównych architektów represji komunistycznych za czasów Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej). Najpierw prowadzone było przez Instytut Pamięci Narodowej, a następnie przejęła je prokuratura. W sprawie pojawił się nawet akt oskarżenia, ale sąd nakazał śledczym uzupełnienie treści postępowania przygotowawczego.
Była głowa państwa wezwana została w pewnym momencie na przesłuchanie w charakterze świadka. Wałęsa usłyszał wtedy zarzut rzekomego składania fałszywych zeznań ws. dokumentów Kiszczaka. Okazano mu odręcznie sporządzone dokumenty ujawnione w mieszkaniu wdowy po działaczu komunistycznym, które znajdowały się w teczkach tajnego współpracownika Służby Bezpieczeństwa. Na pismach – według opinii biegłych – były prezydent podpisywać miał się albo swoim imieniem i nazwiskiem, albo słynnym już pseudonimem: „Bolek”. Wałęsa zaprzeczał temu jednak.
Prokuratura argumentowała, że umorzenie postępowania – co ogłoszono w czwartek (24 września) – ma związek z faktem, iż opinia biegłych nie była kategoryczna. Biegli nie mieli całkowitej pewności, że zapisy faktycznie nakreślił Wałęsa.
Śledztwo umorzone. Lech Wałęsa: To nie są moje teksty
Informacja dot. decyzji organów ścigania jest przez Wałęsę traktowana pozytywnie. Zgodził się zabrać ws. głos.
– Oliwa sprawiedliwa na wierzch wypływa i prawda zwycięża. W tym przypadku osiągnięta jest jednak dopiero połowa prawdy – że rzeczywiście nie używałem przez prawie 15 lat pisania, więc nie mogłem tego napisać. To nie są moje teksty. (...) Natomiast czekam na drugą połowę, która będzie brzmiała: bracia Kaczyńscy [Lech i Jarosław – red.], wyrzuceni z Kancelarii Prezydenta, w złośliwości zlecili [Sławomirowi] Cenckiewiczowi opracowanie „teczek Kiszczaka” i na materiałach zawodowo wykonanych przez Kiszczaka uruchomili walkę ze mną – powiedział Wałęsa (cytat za „Faktem”).
Były prezydent zaznaczył, że „nie pisał przez 15 lat”, w ten sposób odnosząc się do zeznań niektórych świadków. Jak przypomniał dziennik, wskazywali oni, że Wałęsa nie mógł być autorem dokumentów, bo „w tamtym okresie był wtórnym analfabetą”.
Czytaj też:
Zamienili głosy Nawrockiego i Trzaskowskiego. Sąd podjął decyzję ws. błędu komisji Czytaj też:
Nawrocki podpisał pięć ustaw, jego rzecznik zwrócił uwagę na jedną. „Triumf prezydenckiego weta”
