Chiny i UE powróciły do rozmów

Chiny i UE powróciły do rozmów

Dodano:   /  Zmieniono: 
Unijni i chińscy liderzy obiecali sobie w Pradze wspólne działania dla redukcji emisji gazów cieplarnianych i ożywienia handlu. Pekin ostrzegł jednocześnie przed ingerowaniem w swoje sprawy wewnętrzne.

Rozmowy w Pradze świadczą o tym, że Unia Europejska i Chiny wróciły do rozmów o interesach pięć miesięcy po tym, jak Pekin odwołał spotkanie na szczycie z  powodu spotkania prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy'ego z dalajlamą, duchowym przywódcą Tybetańczyków.

"Podczas szczytu wymieniliśmy poglądy na to, jak walczyć z międzynarodowym kryzysem finansowym (...) mamy świadomość, że ważne jest, byśmy pracowali razem" - powiedział na konferencji prasowej chiński premier Wen Jiabao.

Podkreślił, że niemożliwe jest, by kilka krajów lub grupa potęg rozwiązała wszystkie globalne problemy.

"Niektórzy mówią, że sprawami światowymi mogą kierować tylko Chiny i USA, lecz uważam taki pogląd za błędny i bezpodstawny" - wskazał.

Jak powiedział, fakt, iż podróżował dziesięć godzin do stolicy Czech na  dwugodzinny szczyt i natychmiast wraca, świadczy o tym, że Pekin pragnie, by  stosunki z Unią nie były niczym obciążone.

Wen zaapelował do Unii o złagodzenie restrykcji na eksport do Chin towarów wyprodukowanych z użyciem wysokich technologii i przyznanie Chinom statusu gospodarki rynkowej, o co Pekin zabiega od 2003 roku.

Chiński premier zaznaczył, że dla prowadzenia współpracy strategicznej między Unią a Pekinem najważniejsze są wzajemny szacunek i niemieszanie się w swoje sprawy wewnętrzne.

UE ze swej strony podkreśliła, że kwestie praw człowieka pozostaną główną częścią przyszłych rozmów z Chinami. Prezydent Czach Vaclav Klaus, którego kraj pełni w tym półroczu przewodnictwo w Unii, oświadczył, że ta sprawa jest "czymś, co w Europie uważamy za bardzo ważne".

W praskim spotkaniu wziął udział przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manueal Barroso. Strony ustaliły, że kolejne spotkanie na szczycie odbędzie się w drugim półroczu, tym razem w Pekinie.

ND, PAP