Nie ma alternatywy dla podwyższenia podatków

Nie ma alternatywy dla podwyższenia podatków

Rozmowa z prof. Danielem Shaviro, wykładowcą Uniwersytetu Nowojorskiego, ekspertem w dziedzinie podatków, prawa podatkowego i polityki budżetowej
WPROST: Długi to obecnie naczelny problem niemal wszystkich krajów. Słowo „deficyt" nie schodzi z ust polityków w USA, Niemczech, Polsce, we Francji, w Grecji, Hiszpanii. Dlaczego tak nagle zbiorowo przypomniano sobie o tym problemie?
DANIEl SHAVIRO: Państwa zbliżyły się do granicy załamania budżetowego, które dotychczas było jedynie potworem gdzieś w odległej przyszłości. W końcu jednak na własnej skórze przekonały się, że darmowych obiadów nie ma. Koszty rosnących długów publicznych poniosą wszyscy, nawet ci, którzy je finansują jako posiadacze obligacji państwowych. Oni też będą opodatkowani. I to we własnym interesie, bo bez wyższych podatków państwa nie będą w stanie od nich tych obligacji wykupić. Prosta zasada, że pożyczki trzeba spłacać, dotyczy wszystkich, o czym przekonujemy się najlepiej, zarządzając naszymi budżetami domowymi. Ale rządy mają większe pole manewru niż pojedynczy obywatele – na przykład mogą nakładać podatki, a jeśli pożyczały we własnej walucie, to swój dług mogą zdewaluować inflacją. Ostatecznie jednak pożyczanie nie może być sposobem na płacenie za pożyczanie. Niestety, w okresie rozliczeń, który właśnie nadszedł, nie ma absolutnie żadnej alternatywy dla narzucenia wyższych podatków i obniżenia wydatków tak, by te dwa czynniki pozostały w dłuższym okresie w równowadze.

Istnieją jakieś dowody na to, że podwyżki podatków zadziałają?
Tak. Bardzo lubię przykład Francji i Anglii, które niemal bez przerwy z sobą walczyły w XVIII wieku. Do roku 1815 Anglia wydawała więcej na wojnę, niż mogła pokryć z doraźnie podnoszonych podatków, ale miała przy tym wydajny system finansów publicznych. Pożyczała głównie przez rynek obligacji, co było wsparte dobrym systemem podatkowym, wiarą obligatariuszy w odpowiedzialny parlament oraz ich przekonaniem, że wojny z Francją kiedyś się skończą i Anglia będzie w stanie spłacić długi dzięki wysokiemu opodatkowaniu w okresie powojennym. I tak się właśnie stało. We Francji natomiast monarchia nie była w stanie zapłacić za wojny, w których uczestniczyła. To była bezpośrednia przyczyna rewolucji francuskiej, która się rozpoczęła, kiedy zmuszono króla do zwołania Stanów Generalnych, by zapobiec krachowi fiskalnemu. Francja wtedy po prostu wyparła się swoich długów, licząc na to, że zmiana reżimu politycznego rozgrzeszy ją z tego. Stworzyła potem lepiej funkcjonujące finanse, choć oczywiście na jeszcze wyższym poziomie wydatkowania. Obecnie rządy mają dobrze funkcjonujące systemy pożyczania, podobne jak w XVIII- -wiecznej Anglii, ale nie dają wiarygodnej podstawy do tego, by sądzić, że wydatki kiedyś spadną. Co do wojen, można było zakładać, że kiedyś się skończą. Teraz natomiast mamy programy emerytalne, które są obliczone na trwanie przez całą wieczność.

W Polsce wydatki na system emerytalny są jedną z głównych przyczyn problemów budżetowych. Czy można uniknąć załamania się systemu emerytur?
Na pewno można spróbować temu zapobiec. Pomocnym będzie stworzenie takiego planu rozwoju systemu emerytalnego, żeby zobowiązania z niego wynikające nie rosły szybciej niż PKB. W sytuacji idealnej ten system mógłby być po jakimś czasie zastąpiony modelem w stylu „prepaid". Emeryci otrzymywaliby świadczenia z ich własnych funduszy zgromadzonych przez lata pracy. Oczywiście takie rozwiązanie nie może pomóc tym, którzy już są emerytami. Trudności w przejściu do tego „nowego” systemu wynikają ze starzenia się populacji. Do reform potrzeba też politycznego kompromisu prawicy i lewicy. Jeśli wasza debata polityczna przypomina naszą, chaotyczną i nonsensowną, osiągnięcie go będzie trudne. Choć mam nadzieję, że ostatecznie się to stanie. Historia pokazuje, że to możliwe. W 1980 r. republikanie i demokraci współpracowali, żeby zredukować deficyt budżetowy i poprawić finansowanie świadczeń emerytalnych (Social Security). I udało się.

Prawica i lewica z reguły proponują jednak zupełnie inne spojrzenia na kwestię opodatkowania. Jedni, a wśród nich np. noblista Edward C. Prescott, mówią, że to obniżki podatków przynoszą większe wpływy budżetowe. Drudzy – że jest na odwrót. Czy to nie wyklucza kompromisu?
Różnica jest kwestią stopnia. Twierdzenie republikańskich wyznawców „supply side" [w ujęciu ekonomistów o rodowodzie wolnorynkowym to podaż tworzy popyt], że obniżone podatki mogą zwiększyć przychody z podatków, jest prawdziwe jedynie w specyficznych i niezwykle rzadkich wypadkach, np. gdy 100-procentowy podatek obniża się do 50 proc. Generalnie jednak ta teoria jest fałszywa. Konserwatyści mylą się więc, gdy argumentują, że należy ciąć podatki. Ale socjaldemokraci i postępowcy również się mylą, gdy sądzą, że programy rządowe mogą rosnąć bez negatywnych skutków dla budżetu.

Czy należy zatem przyjąć, że istnieje jakaś uniwersalna „centrowa" metoda wychodzenia z budżetowych tarapatów?
Głównym celem powinno być „zbliżanie" do siebie wydatków i przychodów podatkowych. Potrzebne są wyższe podatki i zachowanie niskiego tempa wzrostu wydatków. W USA nie mamy podatku VAT, więc wprowadzenie go i finansowanie nim Medicare [opieki zdrowotnej dla najstarszych] byłoby dobrym
pomysłem. Dla innych krajów podstawowe zalecenie są podobne: wyższe podatki i wzrost wydatków mniejszy niż wzrost PKB. Ważne, żeby odpolitycznić aktualnie wyłącznie polityczną, a nie merytoryczną debatę na ten temat. W tej chwili widzimy tendencje do manipulowania budżetem. Zmniejszymy
podatki w tym roku, zwiększymy w następnym. Nazywamy to w USA taktyką „dymu i luster".

Niektórzy twierdzą, że bez reform czeka nas finansowy Armagedon. Pan też tak uważa?
Odkładanie rozwiązania problemów fiskalnych to problem nie tylko rządu, ale przede wszystkim zwykłych ludzi. Po pierwsze, młode pokolenia obarcza się zobowiązaniami tworzonymi przez stare. Po drugie,
problemy się nawarstwiają i ich rozwiązanie staje się z czasem trudniejsze i kosztowniejsze, a więc podatki wzrosną bardziej, niż powinny. Zaniedbując reformy, ryzykujemy załamanie się systemu podatkowego. Nim jednak podejmiemy kroki naprawcze, lepiej, żebyśmy poczekali na koniec recesji, która
zaburza ocenę tego, co dla budżetu jest problemem doraźnym, a co długofalowym.

Prof. Daniel Shaviro jest wykładowcą Uniwersytetu Nowojorskiego oraz autorem książek: „Czy deficyty mają znaczenie?", „Podatki, wydatki i marsz rządu USA w stronę bankructwa".

Okładka tygodnika WPROST: 7/2010
Więcej możesz przeczytać w 7/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także