Uciec przed lokomotywą newsów

Uciec przed lokomotywą newsów

Pewnego grudniowego dnia 1895 roku Salon Indyjski przy bulwarze Kapucynów gościł kilkudziesięciu paryżan. Zgromadzeni być może domyślali się, że uczestniczą w wydarzeniu przełomowym. Wątpliwe jednak, by w pełni zdawali sobie sprawę, jakie konsekwencje to zdarzenie przyniesie.
Oto na ich oczach ludzkość stawiała stopę na kolejnym szczeblu drabiny postępu. Po skonstruowaniu ruchomej czcionki, dzięki której informacja przestała być rarytasem dla elit, po upowszechnieniu gazet, które rozpaliły Europejczyków oświeceniowymi ideami, po utrwaleniu chwili przy pomocy fotografii, człowiek pokusił się o zapis rzeczywistości na ruchomych obrazach. Jednak goście Grand Café z naturalnych przyczyn nie mogli wówczas myśleć o tym, jak dwudziestowieczna telewizja ukształtuje nowy model życia ludzkiego, jak przyczyni się do powstania globalnej wioski, pomoże wynieść na piedestał niejednego tyrana i będzie kierować poczynaniami mas. Oni przyszli zobaczyć „Wyjście robotników z fabryki" i inne dzieła braci Lumiére. Po kilku krótkich filmach przyszedł czas na „Wjazd pociągu na stację w La Ciocat". Na ekranie pojawiła się lokomotywa, ówczesna duma europejskiej cywilizacji. Pociąg zbliżał się stopniowo do filmującego go kinematografu. W pewnym momencie wciąż pędząca maszyna znalazła się na pierwszym planie – tuż przed siedzącymi w pierwszych rzędach paryżanami. Ci wpadli w popłoch i uciekli ze swoich miejsc.

Nie wiadomo, czy ta popularna historia miała dokładnie taki przebieg – podobno mrożący krew w żyłach film został po raz pierwszy wyświetlony dopiero miesiąc po przełomowej projekcji w Salonie Indyjskim. Jednak symbolika tej legendy jest niezwykle wymowna także dziś: panika wywołana przez ludzki wynalazek zdradza pierwotne nieprzystosowanie do brutalnej bezpośredniości przekazu.

Wkrótce potem nowy wynalazek upowszechnił się i stał się częścią życia przeciętnego dwudziestowiecznego konsumenta. Następnie telewizja została wchłonięta przez Internet, który, jako najszybsze i najbardziej wszechstronne medium, zapoczątkował erę globalizacji. Dziś media elektroniczne bombardują nas setkami informacji, toteż przez 24 godziny na dobę jesteśmy przytłaczani rzeczywistością. Tymczasem ludzka natura pozostała niezmienna. Jak pisała Zofia Nałkowska w „Kobiecie cmentarnej": "Rzeczywistość jest do zniesienia, gdyż jest niecała wiadoma". Ludzka świadomość nie jest zdolna do udźwignięcia zbyt wielkiego ciężaru faktów, w dodatku  prezentowanych z szybkością lokomotywy. Obecnie mamy jednak do czynienia z pokazywaniem w mediach rzeczywistości „kompletnej”. Wystarczy posurfować po największych portalach, trochę dłużej pooglądać telewizyjny serwis informacyjny, by poczuć, jak w nasz umysł z bezlitosną siłą wdzierają się tysiące newsów. Po pewnym czasie nawet najbardziej zdystansowany i odporny odbiorca zacznie odczuwać dyskomfort, a dramatyczne zdarzenia z różnych zakątków świata wywołają negatywne emocje. Dla współczesnego człowieka zmęczonego źle pojmowanym prawem do informacji naturalnym odruchem jest ucieczka.

Ale czy ucieczka przed zmasowanym atakiem rzeczywistości jest dziś możliwa? A może musimy wybierać pomiędzy natłokiem wydarzeń a niewiedzą na życzenie?

Biorąc pod uwagę jedno z kryteriów, według których oceniane są poszczególne media – ich aktualność, można stwierdzić całkowitą porażkę prasy w konfrontacji z Internetem. Zadaniem gazet nie jest już poinformowanie mas o tym, co się wydarzyło, lecz skomentowanie faktów często znanych społeczeństwu od kilkunastu godzin za sprawą telewizji, radia i Internetu (ewentualnie ujawnienie szczegółowych okoliczności zdarzenia). Gazety, a tym bardziej czasopisma, nie muszą już bombardować faktami świadomości odbiorców, bowiem wyręczył je w tym Internet. Mają one dziś szansę kształtować tę świadomość, przygotowywać ją na konfrontację ze współczesnym światem. Prasa może odciągnąć bezbronnych widzów sprzed pędzącej wprost na nich lokomotywy newsów.

Siłą współczesnych gazet i magazynów jest zatem ich forma, archaiczny charakter druku. To, że słowo drukowane nie nadąża za informacją elektroniczną, nie oznacza, że jest skazane na pozostanie w tyle. Dzięki swym szczególnym właściwościom może po prostu ominąć niesprawiedliwą rywalizację i stać się tym, czym nigdy do końca nie będzie Internet – obszarem konstruktywnej debaty i środkiem konsekwentnego, spokojnego informowania. Pluralistyczna i demokratyczna Sieć przypomina częściej poligon emocji niż płaszczyznę wartościowej wymiany argumentów. Ponadto media elektroniczne są niewolnikiem ograniczeń ludzkiej percepcji – stąd kompresowanie informacji, selekcja faktów, nacisk na efektowność. Tymczasem prasa umożliwia rozsądną refleksję, niczym nieograniczoną możliwość powrotu do informacji, artykułu. Przed gazetami i czasopismami otwiera się właśnie zupełnie nowa szansa: mogą być gwarantem rzadkiej wśród nowoczesnych środków przekazu rzetelności i odpowiedzialności za informację.  Współcześni czytelnicy nie muszą przypominać dziewiętnastowiecznych paryżan – jeśli redakcje magazynów poważnie będą traktować przymiot opiniotwórczości, jest szansa, że konfrontacja z lokomotywą faktów nie będzie napawać współczesnego człowieka strachem.


Czytaj także

 0