Rozterki drukiem pisane

Rozterki drukiem pisane

Cichy, przytulny pokój, godzina 23.17 i lekko przygaszone światło. Idealne warunki do czytania gazety? Chyba nie dziś.
„Gazety odchodzą w zapomnienie" - to teza chyba najbardziej lansowana przez media. Podaje się, że znikają z półek sobotnie wydania, a także zmniejsza się nakład, ponieważ ludzie przestali czytać prasę. Przyczyny tego zjawiska są dziś niemal powszechnie znane. Dostęp do Internetu spowodował, że modne jest teraz czytanie krótkich, w moim przekonaniu, pseudoartykułów, których formułowanie staje się niekiedy przyczyną sporów społecznych. W sieci trudno znaleźć rzeczowe, opiniotwórcze reportaże, a jeśli już można na nie trafić, to zwyczajnie się ich nie czyta, bo nie ma czasu. Ten czas jest szatanem współczesnego świata.

Prasa to nieodłączny element kultury europejskiej. To pismo było na początku. Zanim powstało radio i telewizja, ludzie przekazywali sonie informacje pisemnie. Teraz miałoby to zniknąć? O ile zubożałby nasz język! Nie można mieć bowiem złudzeń, że Internet siłą rzeczy dopuszcza występowanie pewnych skrótów myślowych, czy kolokwializmów. W szanujących się tytułach prasowych, nie mamy z tym zjawiskiem do czynienia. Czasem, aż radość mnie rozpiera, kiedy czytam artykuł i muszę zajrzeć do słownika, by sprawdzić znaczenie jakiegoś słowa. To dowodzi, że oprócz informacji, jaką uzyskałem, po przeczytaniu tekstu, wzbogaciłem swoje słownictwo. W Internecie raczej, nawet jeśli wystąpiłoby słowo niezrozumiałe mi, nie zwróciłbym na to najmniejszej uwagi.

Gazeta jest swego rodzaju tajemnicą. Czytając na okładce tytuł „nowe dokumenty w sprawie…", od razu chcemy odnaleźć stronę z szukanym artykułem. Z kolei sieć to tylko pewny nośnik informacji, w którym nie ma miejsca, na enigmatyczność i pozostawienie czytelnika w zamyśleniu, tu liczy się łatwo przekazany i szybko zrozumiały fakt. Często artykuły prasowe, zazwyczaj problemowe np. dotyczące in vitro, czy eutanazji, dają odbiorcy możliwość interpretacji, powstrzymując się od stawiania tez. A jeżeli autor postawi tezę zgodnie z własnymi przekonaniami, to też dobrze, bo może wzburzy czytelnika i pobudzi go do odpowiedzi, a w ten sposób zostanie zapoczątkowana dyskusja, której tak bardzo potrzebujemy. Dyskusja nad poważnymi tematami i poważnymi publikacjami. Doświadczenie pokazuje, że w Internecie nie możemy na taką liczyć. Od razu zaczynają się wyzwiska, obelgi, a z założenia merytoryczna, dyskusja, zamienia się w zbieraninę inwektyw i kalumnii.

Gazety to także szansa zaistnienia dla publicystów. W większości gazet ich nazwisko jest umieszczane zaraz pod tytułem, więc nie sposób go nie zauważyć. Być może dla wielu nie wydaje się to ważne i szczególnie istotne, ale po przeczytaniu kilku artykułów danego dziennikarza, możemy uznać, że podoba nam się jego sposób interpretacji pewnych sytuacji i szukać jego publikacji. Inne środki przekazu nie stwarzają tej możliwości, bo nie opierają się na publikacji tekstów. Likwidacja prasy spowodowałaby tak naprawdę, o zgrozo, zanik zawodu dziennikarskiego. W słowniku języka polskiego znajdujemy definicję tego zawodu, która mówi o „osobie pisującej zawodowo artykuły do pism". To tylko część całej definicji, ale jeżeli tych pism by nie było… Oznaczałoby to diametralną zmianę w sposobie postrzegania zawodu dziennikarza. Już dziś słyszymy zewsząd o „hienach", które czyhają tylko na czyjeś potknięcie. Jak definiowałoby się ten zawód bez czasopism?

Autorytet, już i tak mocno nadwyrężony, całkowicie upadłby, bowiem, trzymając się kurczowo definicji, prawdziwy dziennikarz musi pisać artykuły. To podnosi jego poważanie i pewną pozycję społeczną. Zaprzestanie drukowania gazet, oznaczałoby tak naprawdę, wielką stratę dla samych autorów. Nie tylko w wymiarze czysto społecznym, ale również ekonomicznym. Wielu publicystów mogłoby utracić pracę, nie wszyscy bowiem, mogliby chcieć pisać teksty do wydania elektronicznego gazety, której de facto by już nie było.

To także cięcia w drukarniach. Biorąc pod uwagę, że w większości człowieka zastępują maszyny, jest to tym bardziej przerażające. Podliczając dzienny nakład prasowy wszystkich gazet w Polsce uzyskujemy pokaźną sumę, dzięki której zawód drukarza wciąż widnieje w spisie zawodów. Brak prasy spowodowałby brak dostępu do informacji dla ludzi starszych. Bardzo często tylko dzięki gazetom, mogą oni wyrobić sobie pogląd na różne tematy. Często zarzuca się osobom w podeszłym wieku, że nie znają sytuacji i nie potrafią przestawić się z czasów PRL na współczesność. A jak mają to zrobić, jeśli nie poprzez czytanie artykułów prasowych? Dziś najbardziej oglądane programy publicystyczne są emitowane w godzinach wieczornych kiedy ludzie starsi już często śpią. Dla przykładu „Tomasz Lis na żywo" o 21.45, a „Teraz My" o 22.30. Pozbawienie tych ludzi prasy, spowodowałoby niemal całkowite odizolowanie ich od możliwości kształtowania własnych opinii.

W średniowieczu czytanie było zarezerwowane tylko dla elit, które umiały posługiwać się łaciną. Był to ogromny przywilej, a teraz, gdy dostęp do artykułów jest powszechny, miałoby się go ograniczać? Fakty historyczne są nieubłagalne - wielu władców Polski nie umiało pisać i czytać! My umiemy i mielibyśmy tego nie wykorzystywać? Gazety są realnie potrzebne w społeczeństwie i powinno się zachęcać ludzi, którzy często krytykują dziennikarzy, aby czytali, analizowali i krytykowali. Dzięki temu będziemy mogli się nazywać „myślącym narodem".    

Radosław Wesołowski      


Czytaj także

 1
  • pingwin   IP
    Ciekawie Radek! ;)