W niedzielę w TVN24 przyznał, że Rosjanie nie dopuścili Polaków do nagrań z wieży na lotnisku w Smoleńsku. Strona polska otrzymała jedynie stenogram. - Przy rozmowach w kabinie nasz specjalista cały czas pracował z Rosjanami i dzięki niemu odczytano tak dużo. Przy nagraniach z wieży Polacy nie pracowali - relacjonował. Zdaniem Klicha, w ten sposób Rosjanie naruszyli postanowienia załącznika 13. do Konwencji Chicagowskiej, ponieważ Polacy powinni brać udział w odsłuchiwaniu nagrań. Klich przypomniał też, że Rosjanie nie reagowali na jego żądania o przesłuchanie kontrolerów.
Rosjanie złamali ustalenia
Rosjanie nie przekazali Polsce "wielu dokumentów" - mówił Klich. Załącznik 13 do Konwencji Chicagowskiej złamali m.in. 15 kwietnia. Wtedy - według relacji Klicha - Rosjanie nie pozwolili polskim ekspertom obserwować wskaźników radiolokacyjnych. Polakom nie zezwolono także na obserwację (w celu sprawdzenia urządzeń) oblotu technicznego nad smoleńskim lotniskiem. - To szczególnie ważne. Oświadczono nam, że nie ma nagrań z przebiegu samego lotu, ponieważ taśma się zepsuła. Na nasz wniosek, że prosimy o tę taśmę, bo może coś uda się nam odczytać, nie otrzymaliśmy pozytywnej odpowiedzi – ujawnił pułkownik.
"MAK się bał"
W stosunku do raportu MAK Edmund Klich jest krytyczny. Jak mówił, nie opublikowałby go nawet przy mniej poważnym incydencie. - Tam są błędy - podkreślił. Dlaczego MAK nie zaprosił Klicha na konferencję, na której przedstawiono raport? Przecież to płk Edmund Klich był akredytowanym przedstawicielem Polski przy MAK-u. - Bali się, że powiem krytyczne słowa, że w świat pójdą konkretne uwagi odnośnie naruszania załącznika 13 - tłumaczył Klich.
zew, TVN24
