Jacht mój widzę ogromny

Jacht mój widzę ogromny

Kiedy zdobędą już fortunę, pozostaje im jeszcze bitwa morska. Kupują jacht. Jak największy. Tak poprawiają sobie samopoczucie najbogatsi tego świata.
W trapionej kryzysem Grecji najbogatszy jest Spiros Latsis. Przed kryzysem jego majątek był warty ok. 11 mld dolarów, dziś już tylko niecałe 5 mld. Może byłby wart jeszcze mniej, gdyby nie miał jachtu? W  2005 r. niemiecki „Die Welt" ujawnił, że jego gościem na żeglującym po  Morzu Egejskim 122-metrowym „Alexandrosie” był przewodniczący Komisji Europejskiej José Manuel Barroso – obaj panowie kolegują się jeszcze od  czasu studiów w London School of Economics. Tak się składa, że miesiąc później Komisja Europejska zaakceptowała 10,3 mln euro pomocy publicznej rządu greckiego dla należących do Latsisa stoczni. Barroso tłumaczył, że  decyzję o pomocy podjął poprzedni skład Komisji.
Nawyk pielęgnowania przyjaźni na morzu Spiros odziedziczył wraz z  jachtem po ojcu Yiannisie, greckim armatorze, konkurencie Onassisa. Yiannis zaprzyjaźniony był m.in. z brytyjskim księciem Karolem, który spędził na jachcie Latsisów miesiąc miodowy z księżną Dianą, a w 2002 r. żeglował z Camillą Parker-Bowles. Na „Alexandrosie" gościli George Bush, Colin Powell czy Marlon Brando.

– Podczas wakacyjnych miesięcy superjachty superbiznesmenów stają się ich mobilnymi biurami. W  nieformalnej atmosferze, z dala od ciekawskich spojrzeń i obiektywów paparazzich można omówić strategiczne interesy – tłumaczy Diane Byrne, założycielka i redaktor naczelna serwisu MegayachtNews.org.

Jan Kulczyk spędza na jachcie kilka tygodni w roku. Nie wyleguje się jednak przy basenie. Przegląda biznesowe papiery lub „buduje relacje". To ostatnie określenie w biznesowym języku oznacza urządzanie przyjęć i  zapraszanie na jacht innych miliarderów. „Dżejkej”, jak mówią o Kulczyku współpracownicy, nawet na morzu ma kalendarz gęsto zapisany spotkaniami.

Prawdopodobnie to podczas takiej eskapady Kulczyka jego „Phoenix 2" i  80-metrowy „Amevi” Lakshmiego Mittala rzuciły kotwice w tym samym porcie Lazurowego Wybrzeża, by ich właściciele mogli obgadać wspólne interesy w  Afryce. Ich spółka Ophir Energy, która prowadzi 19 projektów poszukiwawczo-odbiorczych ropy i gazu w Afryce, przygotowuje się do  wejścia na londyńską giełdę z ofertą wartą 2 mld dolarów.

– Superjacht to kwestia prestiżu. Jeśli się należy do grona największych biznesmenów, to w dobrym tonie jest podkreślić ten fakt odpowiednio wielkim jachtem –  dodaje Byrne.

Pod własnymi żaglami lubi się pokazać Roman Abramowicz. Rosyjski miliarder i właściciel klubu piłkarskiego Chelsea trzy lata temu przypłynął na forum biznesowe do Sankt Petersburga 115-metrowym jachtem „Pelorus". Kiedy okazało się, że flotylla pozostałych rosyjskich magnatów zajęła już całe nabrzeże, Abramowicz kazał zacumować burta w  burtę przy historycznej „Aurorze”.

Miliarderzy uwielbiają okazywać potęgę, swoich pieniędzy, dlatego toczą pojedynek o to, czyj jacht jest największy.

Kilkanaście lat temu wydawało się, że granicą rozrzutności będzie wydanie przez króla Arabii Saudyjskiej 150 mln dolarów na jacht mierzący 147 metrów (dumy naszej marynarki wojennej ORP „Gen. K. Pułaski" i ORP „Gen. T. Kościuszko” mają po 135 metrów). Do gry włączył się jednak władca Dubaju Mohammed bin Rashid al-Maktoum, który zamówił jacht o długości ponad 150 metrów. Stoczniowcy z Blohm + Voss w Hamburgu (tej samej, która zwodowała słynny pancernik „Bismarck”) zaczęli spawać blachy poszycia kadłuba, gdy jacht o kilka metrów większy, u  konkurencyjnego Lürssena w Bremie, zamówił sułtan Omanu. Al-Maktoum natychmiast skorygował zamówienie, wydłużając swój jacht. Jego „Dubaj” nie tylko zszedł na wodę jako pierwszy (w 2006 r.), ale jeszcze liczył 162 metry. Oman został 7 metrów w tyle.

Jednak trzy lata później obu pogodził Abramowicz, bijąc rekord świata o dwa metry jachtem „Eclipse". Kosztowało go to prawie pół miliarda dolarów, ale co tam – na biednego nie trafiło. „Eclipse” (ang. zaćmienie) rzeczywiście przesłania wszystko, co pływa po morzach świata. Ma dwa lądowiska dla śmigłowców, dwa baseny i 24 luksusowe kabiny gościnne. Na pokładzie jest 60 członków załogi, w tym ochrona rekrutująca się spośród byłych komandosów. Zarówno poszycie kadłuba, jak i szyby kabin są kuloodporne, na dodatek podobno „Eclipse” ma laserowy system neutralizowania paparazzich, który potrafi wykryć wycelowane w jacht urządzenie rejestrujące obraz i wysłać w jego stronę wiązkę laserową, uniemożliwiającą matrycom kamery rejestrowanie obrazu. W każdym razie właściciel chyba co jakiś czas wyłącza system, bo  na strony tabloidów jednak trafiają zdjęcia odpoczywających na jachcie Abramowicza i jego partnerki Darii Żukowej.

Bitwy morskie Według Diane Byrne z MegayachtNews.org także „Eclipse" za kilka lat może ustąpić miejsca większej jednostce.

– Byłaby to jednak wyjątkowa rozrzutność, bo takie jednostki z trudem manewrują w marinach i niekiedy skazane są na kotwicowiska położone z dala od brzegu. Wówczas dotarcie do czekającej na brzegu limuzyny staje się poważnym problemem. Śmigłowiec czy motorówka nie gwarantują utrzymania nienagannej fryzury –  śmieje się dziennikarka.

Pytanie tylko, kiedy Abramowicz znajdzie przeciwnika wystarczająco zmotywowanego do rywalizacji. Na przykład takiego jak Larry Ellison, zapalony żeglarz, zdobywca Pucharu Ameryki w  2010 r. Twórca amerykańskiego giganta informatycznego Oracle kazał wydłużyć swój 120-metrowy „Rising Sun" o 18 metrów, gdy usłyszał, że  współzałożyciel Microsoftu Paul Allen sprawił sobie 126-metrowy jacht „Octopus”.

Serwis Superyachtfan opublikował supertajny katalog stoczni Lürssen Yachts ze zdjęciami wnętrza jachtu Allena. Miliarder ma do  wyboru dwa baseny. Może też zasiąść w bibliotece z kominkiem, pobawić się w kąciku z gitarami albo raczyć się drinkiem w jednym z trzech barów. „Octopus" jest wyposażony w dwa lądowiska dla śmigłowców, dwie miniaturowe łodzie podwodne i dodatkowy 19-metrowy „jachcik”.

Wiodące na rynku superjachtów niemieckie stocznie, czyli Lürssen z Bremy oraz Blohm + Voss z Hamburga, mogłyby porzucić remontowanie okrętów Kriegsmarine i zająć się tylko spełnianiem marzeń miliarderów. Ceny zależą oczywiście od indywidualnych wymagań, ale przyjmuje się, że „metr bieżący" jachtu kosztuje od 0,5 do 1,5 mln euro. Moce przerobowe obie stocznie mają już zajęte na najbliższe dwa lata.

– Pomimo ostatniego kryzysu ruch w biznesie jachtowym trwa. Tyle że stare pieniądze są zastępowane przez nowe fortuny. Co roku mamy więc nowe twarze wśród właścicieli superjachtów – mówił niedawno dziennikarzom William Smith III, wiceprezes amerykańskiej stoczni Trinity Yachts.

W ubiegłym roku nowy 85-metrowy jacht odebrał reżyser i producent filmowy Steven Spielberg. Mniejsze jednostki kupili sobie hinduski miliarder Ravi Ruia, a także Martin Bouygues, francuski przemysłowiec, którego firma inwestuje także w Polsce. Jan Kulczyk pobił ich na głowę, bo jego „Phoenix 2" już wychodząc ze stoczni, był najdłuższy (87 metrów). Tuż po  zwodowaniu przeszedł kilka przeróbek, dzięki którym dorównał ponad 90-metrowej zabawce rosyjskiego miliardera Michaiła Prochorowa.

Jajecznica i szampan
Jacht najbogatszego Polaka robi wrażenie. Ciemnoszary kadłub jest tak wypolerowany, że można przeglądać się w nim jak w lustrze. Wnętrze wykończone najwyższej jakości materiałami utrzymane jest w stylu art déco. Wartość jachtu podnosi znajdująca się na nim kolekcja dzieł sztuki. Jednym z nich jest zamontowana na dziobie rzeźba Feniksa autorstwa prof. Adama Myjaka.

Jacht ma sześć pokładów, kilkanaście kajut gościnnych i pracuje na nim 30 osób obsługi: pokojówki, kucharz z  pomocnikami, ochrona. Na pokładzie słonecznym jest duży basen z osobnym kącikiem jacuzzi, a także sala kinowa. Gdy pogoda dopisuje, otwiera się sufit jadalni, by goście mogli delektować się potrawami na świeżym powietrzu. Na rufie szerokie schody z egzotycznego drewna prowadzą na  platformę kąpielową, z której można dać nura wprost do morza.

Platforma to zarazem brama do „garażu". Po jej podniesieniu mogą tu wypłynąć mniejsze motorówki albo skutery i inne „pływadełka”. O „Phoenix 2” jest już kilka filmów na YouTube i seria publikacji w fachowym serwisie CharterWorld. Nigdzie tam jednak nie ma informacji, że należy do  Kulczyka. Dlatego kiedy zacumował w Monako, przechadzający się o poranku nabrzeżem książę Albert miał podobno zdziwiony zakrzyknąć: „A czyje jest to cacko!?”, po czym wprosił się na pokład. Jan Kulczyk podjął gościa jajecznicą z truflami i kieliszkiem szampana.

Jacht Kulczyka zatrzymuje się w okolicy słynnego tunelu, gdzie podczas Grand Prix Formuły 1 dobrze widać ścigające się bolidy. Równie często „Phoenix 2" cumuje w okolicach Cap Ferrat, gdzie na wzgórzu znajduje się letnia rezydencja najbogatszego Polaka.

Książę Albert zna osobiście większość właścicieli superjachtów, bo Monako to drugi pod względem popularności port dla  miliarderów. Przystanią numer jeden jest Saint-Tropez z nie mniej słynnym klubem Les Caves Du Roy, gdzie lansują się bogacze i gwiazdy kina. W sierpniu w portach Riwiery Francuskiej tworzą się korki. W najbardziej popularnych miejscach (Cannes, Nicei, Monako czy włoskim Portofino) miejsce przy kei należy zarezerwować z rocznym wyprzedzeniem. A opłaty za dobę cumowania największych jednostek sięgają kilkunastu tysięcy euro. Podobnie wyżyłowane są ceny dostarczanej na pokład żywności, wody, paliwa. Milionerzy także potrafią liczyć (zwłaszcza oni!), dlatego coraz więcej jachtów bierze kurs na Słowenię czy Chorwację z jej setkami wysp i niemal tysiącem darmowych kotwicowisk.

– Lazurowe Wybrzeże jest fajne, wolę jednak wybrzeże Turcji, gdzie brzegi nie są aż tak zabudowane. Rzucam kotwicę w małej zatoczce i wystawiam brzuch do słońca –  relacjonuje z pokładu swego jachtu właściciel J.W. Construction i  warszawskiej Polonii Józef Wojciechowski. Gdy rozmawiamy, jego słowom towarzyszy w telefonie plusk wody i szum wiatru. Biznesmen mówi, że po  paru dniach takiej sielanki wraca do Polski młodszy o 30 lat i znów ma  zapał do pracy.

Ale tylko garstka miliarderów wypuszcza się poza znane kurorty. Jacht Ellisona widywano m.in. na Bałtyku, a jacht Aliszera Usmanowa w okolicach Alaski na Morzu Beringa. Podobno zorganizował przyjęcie, podczas którego rosyjską wódkę serwowano w szklankach wykonanych z lodu z przepływającej nieopodal góry lodowej. Facet umie się znaleźć!
Okładka tygodnika WPROST: 34/2011
Więcej możesz przeczytać w 34/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także