Iskra

Iskra

Nie musi mieć poglądów. w ogóle nic nie musi. Dla gejów i lesbijek Anna Grodzka, pierwsza transseksualistka w historii Sejmu, i tak będzie ikoną. A dla konserwatystów trojańskim koniem komuchów.
Powyborczy poniedziałek. Na kanapie w biurze na Mokotowie rozpiera się jeden z byłych (i obecnych) posłów PO. Na ekranie telewizora pojawiła się właśnie informacja: transseksualna Anna Grodzka wchodzi do Sejmu z listy Ruchu Palikota. – Do tej pory do Sejmu trafiali debile. Teraz trafiają dziwolągi – rzuca poseł.

Im więcej Anny Grodzkiej w telewizji, tym bardziej jej osoba odświeża się w pamięci dawnych znajomych. Wiesław Kaczmarek, biznesmen i były minister skarbu w rządzie SLD, w Annie Grodzkiej rozpoznaje sympatycznego kolegę Krzyśka ze Zrzeszenia Studentów Polskich: – Poznałem go po twarzy. I po gabarytach – przyznaje.

Włodzimierz Czarzasty też pamięta Annę Grodzką z czasów męskiej przyjaźni w ZSP. I ma przeczucie – graniczące z pewnością – że za chwilę ktoś jej przyklei łatkę „piątej kolumny" Stowarzyszenia Ordynacka w Ruchu Palikota. – Krzysztof wywodzi się z Ordynackiej. Jak to wyjdzie na jaw, zaczną krążyć plotki, że to ja stoję za Palikotem – żartuje.

Kochani, już zwyciężyliśmy

Po wyborach Anna Grodzka jest na fali. Nie sposób się do niej dodzwonić. Z terminami rozmów krucho. Trzeba się ustawiać w kolejce. – Nic nie robię, tylko wywiaduję. Spodziewałam się szumu wokół mnie, ale skala zainteresowania mnie po prostu przeraża – przyznaje Grodzka.

Dobijają się do niej dziennikarze z całego świata. Nic dziwnego, w końcu do Sejmu dostał się pierwszy w historii transseksualista (tak podają polskie gazety, choć pierwszym w historii transseksualnym parlamentarzystą była w rzeczywistości Georgina Beyer z Nowej Zelandii).

W trakcie naszej rozmowy telefon rozgrzewa się do czerwoności. – O! Znowu dzwonią z Krakowa. I ciągle te same pytania o moje związki z tym miastem! – denerwuje się Anna Grodzka.

Konserwatywny Kraków też trochę się zdenerwował, gdy niedziela 9 października stała się dniem zwycięstwa postępowej kandydatki. Ryszard Terlecki, kandydat PiS, znany i szanowany w Krakowie, zdobył 3,03 proc. głosów. Grodzka (jeszcze dwa lata temu Krzysztof ) spadochroniarka z Warszawy, zgarnęła 3,83 proc. głosów. Wynik mało znanej transseksualistki okazał się lepszy od wyniku rzecznika prasowego SLD, również warszawskiego spadochroniarza, Tomasza Kality.

W świat poszła informacja, że krakowskich konserwatystów w ich własnym gnieździe pożarła stołeczna transseksualistka. Agencja AFP poinformowała mniej zorientowanych odbiorców, że Grodzka, działaczka ruchu LGBT, startowała z listy w „pobożnie katolickim" mieście. LGBT – od angielskiego Lesbians, Gays, Bisexuals, Transgenders – to skrót określający lesbijki, gejów, osoby biseksualne i transseksualne.

Anna miała intuicję. Tuż przed wyborami napisała na stronie w internecie: „Kochani, już zwyciężyliśmy! Wierzę, że osiągniemy sukces wyborczy – że ludzie, którzy w ostatnim czasie (podobnie jak przez wiele ostatnich lat) walczyli o realizację naszych wspólnych wartości, a teraz obecni na różnych listach wyborczych, uzyskają w tych wyborach mandat parlamentarny. To będzie przełom. Uzyskamy dzięki temu nowe możliwości działania, aby zmieniać Polskę".

– Takie zdania brzmią neutralnie. Ale gdy wygłasza je były działacz komunistycznego ZSP, to wiele mówią o tym, kto idzie za Palikotem – mówi jeden z posłów PO.

Kraków chyba nie do końca pogodził się z własnym wyborem. Od tygodnia na mailową skrzynkę Grodzkiej przychodzą nieprzyjemne wiadomości. Również na forum prawicowego pisma „Fronda" lament: „To wszystko stało się w Dzień Papieski, dzień dziękczynienia za Wielkiego Papieża i Polaka!". „Wstyd, że do Sejmu wejdzie osoba obnosząca się ze swoją dewiacją”.

Kościół mało otwarty

Nie da się ukryć, że Grodzką do Sejmu wprowadziło pierwsze miejsce na liście. Kampanię miała słabą. Na miesiąc przed wyborami wpadła do gejowskiego klubu City. Urządziła kilka konferencji prasowych. No i promocję łzawego filmu o sobie, który sama wyprodukowała.

Napisała też jeden list otwarty do lokalnych władz, pełen dramatycznych pytań: „W jaki sposób miasto Kraków wspiera lokalne organizacje NGO, zajmujące się działaniami na rzecz osób LGBT? Czy miasto ma pomysł, jak walczyć z »mową nienawiści« wobec społeczności LGBT w Krakowie?".

Problem i egzotyka kampanii Grodzkiej polegały na tym, że w Krakowie środowisko LGBT niemal nie istnieje. Przykład? Cztery dni przed wyborami Grodzka organizuje manifestację pod hasłem „Kraków laicki, nie katolicki". To protest przeciwko „uprzywilejowanej pozycji Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce i w samym Krakowie (w tym przeciwko licznym nadaniom ziemskim na jego rzecz)".

Na manifestację przychodzi dziewięć osób, do tego kilku dziennikarzy. Manifestanci skandują: „Świeckie państwo", przechodnie przyglądają im się bez przesadnego zainteresowania. Anna Grodzka próbuje wręczyć odezwę swojego autorstwa komuś z kurii. Nic z tego. „Bramy wejściowe budynku zostały zamknięte, zaś odźwierny odmówił przyjęcia pisma. Był to niestety kolejny, czytelny przykład braku otwartości polskiego Kościoła" – poskarżyła się później na swoim blogu.

Lalka Podobińska, przyjaciółka Grodzkiej (odpowiadała za kampanię, razem działają w fundacji Trans-Fuzja), poprawia: – To nie było dziewięć, tylko kilkanaście osób. Może rzeczywiście wybraliśmy zły moment, ludzie byli w pracy. Ale sporo osób nas zaczepiało i dziękowało. Kraków to trudny teren, ale Anna potrafi sobie radzić.

Był mądrym facetem od ideologii

Kim była Anna Grodzka, zanim weszła do polityki? Urodziła się pod Warszawą jako Krzysztof. Jako Krzysztof ożeniła się i została ojcem. Jako Krzysztof kończyła psychologię na Uniwersytecie Warszawskim, zapisała się do Zrzeszenia Studentów Polskich. To z tych czasów zna Ryszarda Kalisza, Włodzimierza Czarzastego czy Wiesława Kaczmarka.

Włodzimierz Czarzasty: – Krzysiek był mądrym facetem o mocno lewicowych poglądach. Poznałem go na obozie ZSP, który organizował. W Zrzeszeniu zajmował się polityką i ideologią. Jego najbliższym kumplem był kierownik wydziału młodych w KC PZPR.

Dawni koledzy z ZSP do dziś pamiętają Krzyśka, bo był wysoki. 187 centymetrów.

Lalka Podobińska: – Anna zawsze była lewicowa. Ceni Joannę Senyszyn, przyjaźniła się z Izabelą Jarugą-Nowacką. Zapisała się do SLD, ale wyrzucili ją z partii, gdy okazało się, że chce startować w wyborach z listy Ruchu Palikota.

W dokumentalnym filmie o samej sobie „Trans-Akcja" Grodzka mieszka w uroczym domku pod Warszawą, jeździ dobrym samochodem. Z tego, co mówi, wynika, że ponad 30 lat przepracowała w biznesie wydawniczym, poligraficznym, reklamowym, filmowym. W latach 90. prowadziła kilka firm, w tym Warszawskie Centrum Materiałów Budowlanych. To był duży biznes, ale upadł. W czasie agonii firma oferowała „mobilne urządzenie do rozdrabniania drewna. Gotowi jesteśmy przyjechać rozdrobnić palety i zabrać trociny".

W 2003 r. choruje na raka nerki. Wychodzi z tego. Koledzy z lewicy wyciągają rękę – na trzy lata trafia do rady nadzorczej publicznego Radia dla Ciebie. Przez chwilę zaczepia się w biurze informacji gospodarczej, na nieco dłużej w firmie handlującej sprzętem audio, w której udziały mają koledzy z ZSP.

Oswajając transpłciowość

Z żoną rozwodzi się w 2007 r. Dopiero po rozwodzie decyduje się na korektę płci. I na coming out. – Jako dziecko musiałam sobie stworzyć swój własny, równoległy świat. Marzyłam, by być kobietą, popadałam w depresję. Później nie decydowałam się na przemianę ze względu na rodzinę. Aż do momentu, gdy żona wystąpiła o rozwód. W decyzji pomogło też wyjście z choroby. Powiedziałam sobie: muszę spełnić swoją największą potrzebę i przeżyć życie tak, jak ja chcę – mówi Anna Grodzka.

W 2008 r. zakłada fundację Trans-Fuzja. Przekonuje Polaków, że osoby transseksualne, czyli te, których płeć fizyczna nie pokrywa się z psychiczną, to nie dewianci.

Przekonuje na własnym przykładzie. W dokumencie „Trans-Akcja" ekipa towarzyszy Annie Grodzkiej w jej drodze ku kobiecości: jest z nią m.in. w klinice w Bangkoku, gdzie lekarze wszywają jej implanty piersi.

Kamera pokazuje jej rozdarcie między dwiema tożsamościami: w toalecie na stacji benzynowej Anna na wszelki wypadek zamienia się znowu w Krzysztofa, żeby nie szokować znajomych na przyjęciu u syna Bartosza.

W grudniu 2009 r. usuwa penisa. Ostatecznie kończy proces zmiany płci. Syn, który pracuje w Kancelarii Senatu, zaakceptował nową płeć ojca.

Dziś Anna Grodzka szefuje producenckiej spółce Multicolor Film Agency. Ale nie skupia się na filmach (oficjalnie współprodukowała raptem dwa). Jej fundacja Trans- Fuzja ma dobre publicity. Anna organizuje warsztaty, bierze udział w paradach równości. Przed wyborami nagłaśnia problemy osób transpłciowych, a dziennikarze chętnie podchwytują temat.

Ale reprezentowanie polskich transseksualistów to nie jest bułka z masłem. Kiedy Grodzka przemawia w modnej warszawskiej kawiarni Nowy Wspaniały Świat, na spotkanie wkracza kilkunastu młodych ludzi. Wyglądają zbyt zasadniczo jak na zwolenników Palikota czy SLD. – Dupa do sr…, nie do ru…! – skandują.

– Ania nie boi się wyzwań – uważa Lalka Podobińska. – Choćby dlatego, że występuje publicznie jako osoba transseksualna. To świadczy o wielkiej odwadze. To, że zdecydowała się występować w mediach jako osoba transpłciowa, oznacza, iż będzie opluwana, obrażana. To, że teraz opluwa ją Tomasz Terlikowski, to nic nowego.

Przed wyborami w prawicowej Fronda. tv publicysta Tomasz Terlikowski mówi, że Grodzka „jest mężczyzną, który pozbawił się narządów płciowych i udaje kobietę, co świadczy o odejściu od Kościoła katolickiego". Za te słowa Grodzka chce mu wytoczyć proces. – Jeśli uważa, że jestem mężczyzną, będzie musiał to udowodnić. I nie chodzi tu o genetykę, ale o tożsamość – tłumaczy.

Nie takie rzeczy na Wiejskiej

– I am a lady, I do ladies’ things – szczebiocze w serialu „Mała Brytania" aktor David Walliams. Gra w serialu transwestytę, kogoś, kto lubi grać, udawać inną płeć. A to nie to samo, co transseksualista, czyli psychicznie osoba innej płci niż ta, z jaką przyszła na świat. Wielu wciąż myli się jedno z drugim.

Anna Grodzka zapowiada, że będzie walczyć o to, żeby się nie myliło. Jej zdaniem nastawienie do osób transseksualnych się poprawia. – Jeszcze kilka lat temu pozytywne reakcje należały do rzadkości, dominowała agresja. Teraz jest pół na pół – twierdzi.

Ilu jest w Polsce transseksualistów? Oficjalnych danych nie ma. Mówi się, że problem transseksualności dotyka promila społeczeństwa. I właśnie dla tego promila Grodzkiej wystarczy w Sejmie pracy na długie miesiące, bo w Polsce nie istnieją żadne przepisy regulujące sytuację transpłciowych. Żeby oficjalnie zmienić płeć, transseksualiści muszą pozywać do sądu swoich rodziców. Nawet gdy po operacji fizycznie są już kimś innym, wciąż mają stare dokumenty. Korzystanie z karty kredytowej, przelot samolotem, wejście do budynku z ochroną – to pasmo upokorzeń.

W tym roku biuro Rzecznika Praw Obywatelskich zasugerowało, żeby przygotować ustawę dla transseksualnych. Sugestia zawisła gdzieś w próżni.

Z czatu Anny Grodzkiej przed wyborami: „Sporo jest w Polsce do zmienienia. Oni się tam lenią i działają kunktatorsko. Ktoś im musi podpalić pod siedzeniem ognia. Palikot to zrobi".

Ryszard Terlecki, wielki przegrany krakowskich wyborów: – Grodzka? To efekt chwilowej mody, propagowanej przez media. Demokracja sobie poradzi z partią Palikota. Nie takie rzeczy się już działy w Sejmie.

Okładka tygodnika WPROST: 42/2011
Więcej możesz przeczytać w 42/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 3
  • aleksanderkara IP
    okladka DZISIEJSZA ,,WPROST\"\"POWINNA SIE NAZYWAC;;PO-PA=pRANCY.!!! W WALCE Z KORZENIAMI RZECZPOAPOLITEJ..zbrukane \"\"\"WPROST\"\"
    • jurekGo IP
      Trzech kretynów?
      • lizka IP
        Ruch Patologii daleko nie zajdzie,bo zło przykrywa złem