Dalajlama: jestem tybetańskim lekarzem Havla

Dalajlama: jestem tybetańskim lekarzem Havla

Dalajlama XIV (fot.School of Natural Resources)
Duchowy przywódca Tybetańczyków Dalajlama XIV zaproponował osłabionemu po chorobie byłemu prezydentowi Czech Vaclavowi Havlowi korzystanie z tradycyjnej tybetańskiej medycyny. Podpisał też w Pradze apel dotyczący praw człowieka.
Dalajlama, który z Havlem spotkał się 10 grudnia, dwa dni później opuścił Pragę. Do czeskiej stolicy przybył na kilka dni na zaproszenie dawnego czeskiego przywódcy, z którym od kilkunastu lat blisko się przyjaźni. W czasie spotkania życzył mu "jeszcze 10 lat życia". - Stan zdrowia pana Havla nie jest dobry. Zarekomendowałem mu więc tybetańską medycynę. Powiedziałem mu, że właściwie jestem jego tybetańskim lekarzem - powiedział dalajlama.

Od marca, gdy zapadł na poważne zapalenie dróg oddechowych, 75-letni Vaclav Havel większość czasu spędza w domu na wsi i Pragę odwiedza sporadycznie. W ostatnich dniach - jak poinformowała jego kancelaria - czuje się gorzej z powodu infekcji wirusowej. Zdrowie Havla nadwerężył pobyt w więzieniu, na które skazały go komunistyczne władze Czechosłowacji. Były prezydent był kilkakrotnie hospitalizowany, a z powodu nowotworu wycięto mu kawałek prawego płuca. Skarży się również na dolegliwości sercowe.

Odwiedzający stolicę Czech duchowy przywódca Tybetańczyków wziął udział na Uniwersytecie Karola w debacie na temat praw człowieka w Azji. Dalajlama powiedział, że wraz z Havlem, irańską noblistką Szirin Ebadi, chińskim dysydentem Yangiem Jianli, byłym ministrem spraw zagranicznych Francji Bernardem Kouchnerem oraz ostatnim z żyjących twórców Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka Stephane'em Hesselem podpisali apel o poparcie dla wszystkich dysydentów w świecie.

Sygnowany przez nich dokument głosi, że świat przede wszystkim koncentruje się ostatnio na azjatyckiej gospodarce, pomija jednak stosunek do praw człowieka w Chinach, Korei Północnej, Birmie, Iranie, czy Syrii. Wyraża ponadto opinię uczestników debaty, że "bardziej otwarte, demokratyczne i wolne Chiny miałyby wielki wpływ na Azję i cały świat". Zdaniem sygnatariuszy praskiej deklaracji, ze względu na ekonomiczne interesy niektórych bogatych państw zachodnich w kwestii przestrzegania praw człowieka zapadła "wygodna cisza", która niepokoi uczestników debaty na Uniwersytecie Karola.

zew, PAP

 0

Czytaj także