2 stycznia 2012

Dodano:   /  Zmieniono: 

Kujawsko-Pomorskie

Zdecydowana większość lekarzy w woj. kujawsko-pomorskim wystawia recepty bez pieczątek "Refundacja do uznania NFZ; medycy określają stopień refundacji leków, chociaż sprawia im to trudności i zdarzają się błędy.

Bydgoska Izby Lekarska nie przystąpiła do tzw. protestu pieczątkowego. Prezes Izby Stanisław Prywiński na stronie internetowej napisał, że "komunikaty wydane przez ministra zdrowia i prezesa Narodowego Fundusz Zdrowia pozwalają na wypisywanie recept według dotychczasowych zasad lub umieszczanie na recepcie odręcznej adnotacji +Refundacja leków do decyzji NFZ+".

"Problem istnieje. Określenie stopnia refundacji leków jest dla  lekarzy bardzo kłopotliwe. Nigdy tego nie robiliśmy, nikt też nas nie  uczył. Wspólnie z kolegą, prezesem izby w Toruniu, siedzieliśmy przez komputerze przez godzinę, zanim ustaliliśmy wysokość refundacji jednego leku. Część kolegów jest za stawianiem pieczątek z zastrzeżeniem recept, m.in. z Fundacji Zdrowie dla Ciebie, świadczących w Bydgoszczy wyjazdową pomoc w nocy i święta, w nocy i święta" - powiedział prezes Prywiński.

We wtorek odbędzie się posiedzenie Bydgoskiej Izby Lekarskiej, w  czasie którego zapadnie decyzja o ewentualnym przystąpieniu do tzw. protestu pieczątkowego.

Z sondy przeprowadzonej przez PAP w przychodniach i aptekach wynika, że zdecydowana większość lekarzy nie przystawia pieczątek "Refundacja do  uznania NFZ" i określa stopień refundacji leków. Do niektórych aptek nie trafiła żadna recepta z zastrzeżeniem, do innych po kilka lub  kilkanaście.

"Z naszych obserwacji wynika, że większość lekarzy nie stawia pieczątek i wypisuje wysokość refundacji. Zdarzają się błędy dotyczące wysokości refundacji, kłopot lekarzom sprawia też zaznaczenie choroby przewlekłej. W miarę możliwości poprawiamy błędy. W przypadku recept z  pieczątką +Refundacja leków do decyzji NFZ+ odsyłamy do lekarzy lub  proponujemy pełną odpłatność" - powiedział prezes Pomorsko-Kujawskiej Izby Aptekarskiej Piotr Chwiałkowski.

Większych problemów nie ma z potwierdzaniem ubezpieczenia zdrowotnego - już wcześniej w rejestracjach przychodni żądano zaświadczeń lub  złożenia oświadczenia.

Rzecznik Kujawsko-Pomorskiego Oddziału NFZ Barbara Nawrocka poinformowała, że nie było skarg na wydawanie recept, ale wielu aptekarzy i pacjentów pytało o respektowanie recept z zastrzeżeniem. "Wszystkich informujemy, że zgodnie z komunikatem prezesa NFZ takie recepty będą respektowane. W razie kłopotów z realizacją recept jesteśmy w stanie wskazać, gdzie można to zrobić bez przeszkód" - zaznaczyła Nawrocka.

W regionie na 650 aptek i punktów aptecznych umowy z NFZ podpisało już 200 z nich, a kolejne 200 złożyło już wnioski o zawarcie umowy. Apteki mają czas na zawarcie umów do 15 stycznia. (PAP)

Lubelskie

Protest lekarzy w woj. lubelskim dotyczący recept jest powszechny –  ocenił w poniedziałek prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Lublinie Janusz Spustek. Rada popiera protest. Apteki realizowały recepty od  protestujących lekarzy i stosowały zniżki.

„Protest lekarzy na Lubelszczyźnie jest powszechny, popieramy ten protest" – powiedział w poniedziałek Spustek. Jak dodał, on i członkowie kierownictwa Rady także przystawiają na receptach pacjentów pieczątkę „Refundacja leku do decyzji NFZ".

Według Spustka nowe zasady refundacji leków są „w skutkach nieetyczne wobec pacjentów", ponieważ uzależniają wysokość odpłatności za  lekarstwa od stopnia zaawansowania choroby. Jeśli choroba jest w stadium początkowym, to refundacja jest mniejsza i pacjent płaci za lekarstwa więcej, a wtedy właśnie powinien stosować całą gamę leków, aby szybciej wyzdrowieć – uważa Spustek.

Pieczątki o refundacji „do decyzji NFZ" stawiali na receptach lekarze z przychodni Medimed przy ul. Piekarskiej w Lublinie. „Ja odpowiadam za  to, jakie leki wypisuję pacjentowi, natomiast nie mogę brać odpowiedzialności za to, czy pacjent jest ubezpieczony, bo nie mam narzędzi, żeby to sprawdzić. Nie ma wiarygodnych dokumentów, które to  stwierdzają, a ja mam odpowiadać finansowo" – powiedziała lekarka Teresa Jendrej z tej przychodni.

Nie protestowali natomiast lekarze z przychodni Melisa przy ul. Niepodległości w Lublinie. „U nas nie ma protestu, pracujemy normalnie, lekarze nie należą do Porozumienia Zielonogórskiego, nie przystawiają dodatkowych pieczątek na receptach. Jeśli pacjent przychodzi bez dowodu ubezpieczenia, to podpisuje odpowiednie oświadczenie, a potem w ciągu 7  dni ma przynieść dokument" – powiedziała przełożona pielęgniarek w tej przychodni Anna Fijałkowska.

Prezes Lubelskiej Okręgowej Izby Aptekarskiej Tomasz Barszcz powiedział, że apteki realizują recepty z pieczątkami protestujących lekarzy i udzielają zniżek, zgodnie z decyzjami NFZ w tej sprawie. Na  stronach internetowych lubelskiego Oddziału Funduszu opublikowana została informacja, z której wynika, że pacjent w aptece może przedstawić dokument poświadczający ubezpieczenie albo też złożyć stosowne oświadczenie.

Barszcz dodał, że zdarzają się też sytuacje, gdy w aptece nie można uzupełnić recepty wystawionej przez lekarza i zrealizować jej ze zniżką, na przykład, gdy lekarz przekreśli symbol oddziału NFZ. „Takich sytuacji jest stosunkowo niewiele" – dodał Barszcz.

W aptece przy ul. Hipotecznej w centrum Lublina około połowy recept -  z kilkudziesięciu, które przed południem realizowali pacjenci - miało pieczątkę o „refundacji do decyzji NFZ" – poinformowała farmaceutka Małgorzata Łusiak. „Niektóre recepty były wypełnione prawidłowo, łącznie z określeniem stopnia odpłatności refundacji, a pieczątka była tylko na  znak protestu" – dodała.

„Tam, gdzie lekarze nie określili odpłatności, robimy to sami według zasad ustalonych przez NFZ. Na odwrocie recepty pacjenci podpisują oświadczenie, że są ubezpieczeni. Nie było sytuacji, żeby klient musiał zapłacić pełną cenę leku, jeśli przysługuje mu zniżka" – zapewniła Łusiak.

Na infolinię do lubelskiego oddziału NFZ do południa zadzwoniło kilkudziesięciu pacjentów, którzy skarżyli się, że nie mogą zrealizować recept ze zniżką – poinformowała rzeczniczka Oddziału Małgorzata Bartoszek. Jak podała Bartoszek, w woj. lubelskim umowy z NFZ podpisały niemal wszystkie apteki, 879 spośród 911 istniejących.

Lubuskie:

Do Lubuskiego Oddziału NFZ wpłynęły skargi od pacjentów, którzy byli odsyłani z aptek, bo lekarze nie określili sposobu refundacji przepisanych leków – przekazała PAP rzecznik oddziału NFZ w Zielonej Górze, Sylwia Malcher-Nowak.

Jak powiedziała PAP rzecznik lubuskiego NFZ, najwięcej zgłoszeń było rano. „Instruowaliśmy pacjentów, że te recepty muszą być honorowane w aptekach, że refundowane leki im przysługują, jeśli są ubezpieczeni" – dodała Malcher-Nowak.

"Można powiedzieć, że wśród wszystkich dzisiejszych recept ok. 30 procent to te z pieczątką „Refundacja do decyzji NFZ" – powiedziała kierownik apteki Strywald przy ul. Łużyckiej w Gorzowie, Joanna Piwońska. Dodała, że recepty z pieczątką realizowane są za najniższą możliwą zniżkę, jeśli pacjenci mają ze sobą legitymację ubezpieczeniową. Jak stwierdziła, większość recept wypisywana jest jednak prawidłowo.

 

W grudniu 2011 r. prezydium Okręgowej Rady Lekarskiej w Zielonej Górze wydało stanowisko, w którym wyraziło poparcie dla protestu w sprawie zapisów ustawy refundacyjnej i rozporządzenia dotyczącego wystawiania recept lekarskich. Rekomendowało w nim swoim członkom poparcie dla protestu w formie wypisywania recept z pieczątką "Refundacja do decyzji NFZ".

 

Jak poinformował PAP prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Gorzowie Jacek Zajączek, ta izba na razie wstrzymała się od wydania takiego stanowiska, jednak nie zamierza wyciągać żadnych konsekwencji wobec lekarzy, którzy zdecydują się na wypisywanie recept z pieczątką "Refundacja do decyzji NFZ". "Nieformalnie popieramy protest, sam mam taką pieczątkę" - powiedział PAP Zajączek.

 

Pacjent, któremu od 1 stycznia 2012 roku apteka odmówi realizacji prawidłowo wystawionej recepty, powinien kontaktować się z lubuskim NFZ pod numerem tel. 68 328 77 77. Pod tym numerem można uzyskać informację o najbliższych aptekach, w których będzie mógł wykupić refundowane leki.

Łódź

W łódzkich aptekach zaczęły się pojawiać pierwsze recepty z pieczątką "refundacja do decyzji NFZ". W większości aptek, które odwiedziła PAP, pacjenci, którym wystawiono takie recepty, mogą je wykupić ze zniżką, niektórzy są odsyłani z powrotem do lekarza. Jak powiedziała Beata Aszkielaniec z łódzkiego NFZ, w Łodzi do tej pory umowy z funduszem podpisało ponad 950 aptek i  punktów aptecznych. Według funduszu apteka, która zawarła z nim umowę na  realizację recept refundowanych, nie może odmówić realizacji z powodu braku na recepcie informacji o stopniu refundacji lub identyfikatora oddziału NFZ.

W jednej z aptek w centrum Łodzi powiedziano, że wydawane są leki ze zniżką, ale dopiero po weryfikacji, czy kupujący ma ważne ubezpieczenie. - Jeśli to sprawdzimy, sprzedajemy lek ze zniżką. Jego refundowana odpłatność jest zamieszczona w tabeli ministerialnej. Jeśli lek ma jeden stopień refundacji, nie ma problemu, jeśli jest ich więcej, to - zgodnie z rozporządzeniem - klient płaci najwyższą odpłatność określoną w wykazie - powiedziała kierowniczka placówki.

W innej placówce poinformowano, że część osób, które miały recepty bez numeru oddziału NFZ i nie mogły potwierdzić, że są ubezpieczone, odsyłane były do lekarza. Jeszcze innym, którym lek nie jest potrzebny od zaraz, proponowano, aby "poczekały kilka dni, bo może coś się zmieni". Tylko w jednej z aptek powiedziano, że pojawiła się recepta, na której lekarz wypisał wysokość refundacji. Zdecydowana większość osób, z którymi rozmawiała PAP, oceniła sytuację jako "nie do przyjęcia". Farmaceuci przyznali, że recepty są wypisywane na starych drukach, bo te są ważne do końca czerwca.

Jak informuje łódzki NFZ, pacjent, któremu apteka odmówiła realizacji prawidłowo wystawionej recepty, powinien skontaktować się z funduszem. Z  kolei na stronie internetowej łódzkiego NFZ jest lista aptek, w których można realizować recepty na leki refundowane.

Jeden z lekarzy, z którymi rozmawiała PAP, przyznał, że stawia na  receptach stempel "refundacja do decyzji NFZ". - Nie moją rolą jest sprawdzanie, czy pacjent ma prawo do leku refundowanego, czy nie. Jestem od leczenia, a nie od określania wysokości refundacji - dodał. Inny lekarz przyznał, że zapisuje leki, które nie są refundowane, bo dzięki temu uniknie ewentualnych restrykcji.

Opolskie/ Część aptek uznaje zniżki, część odsyła pacjentów

Opolskie apteki różnie traktują pacjentów z receptami, na których nie  ma informacji o poziomie refundacji leku. W niektórych, recept z  pieczątkami protestujących lekarzy jest niewiele, w innych stanowią większość druków.

"W mojej aptece pojawiły się dzisiaj wyłącznie recepty z  pieczątkami. W tej sytuacji wydajemy tylko leki za 100 proc. wartości. My nie mamy żadnego dokumentu potwierdzającego fakt, że możemy stosować zniżki. Są tylko informacje telewizyjne, a to nie jest dla nas podstawą" – powiedział PAP właściciel niewielkiej apteki, jak sam określił "na prowincji".

Z kolei farmaceutka z małej apteki w Opolu podkreśliła, że personel jej placówki stara się działać na korzyść pacjenta. "Prosimy pacjenta o  dokument poświadczający ubezpieczenie i sprzedajemy lek z odpowiednią zniżką. Nie wiemy, czy nie odbije się to nam czkawką za jakiś czas, ale  dobro pacjenta jest najważniejsze" – oceniła.

Oskar Orski, współwłaściciel sieci kilku aptek zaznaczył w rozmowie z  PAP, że żaden z pacjentów korzystający z jego placówek nie musiał zapłacić pełnej odpłatności za lek. "100 proc. odpłatności nie bierzemy zupełnie pod uwagę. 50 proc w przypadku leku refundowanego, to najmniej korzystna sytuacja z jaką może się spotkać pacjent w naszej aptece" –  podkreślił.

Dodał, że na całej liście leków refundowanych jest około 200 pozycji, które występują na kilku listach odpłatności, gdzie pacjent – w  zależności od schorzenia - mógłby zapłacić 30 proc. wartości, albo jeszcze mniej. "Na szczęście pacjenci, którzy spodziewali się zamieszania wykupili dwumiesięczny pakiet w ubiegłym roku. Jest czas, żeby zrobić z tym porządek, może pan minister przeczyta ustawę i  porozmawia z kimś spokojnie" – powiedział Orski.

Podkreślił, że absolutnie nie może pozwolić sobie ani na odsyłanie pacjentów, ani na sprzedaż swojemu klientowi leku za sto proc. "Przyjdzie do mnie pacjent w tym miesiącu i zapłaci za leki 200 zł. Potem zrobią z tym porządek - w następnym miesiącu w innej aptece zapłaci za ten sam lek 10 zł. Będzie miał do mnie żal i będzie myślał, że jestem oszustem i złodziejem. Do takiej sytuacji nie mogę dopuścić zarówno pod względem etycznym, jak i dlatego, że nie mogę tracić klienta. Apteka to też przedsiębiorstwo" – powiedział.

Podkarpacie

Większość recept, jakie przynoszą pacjenci do  podkarpackich aptek, ma pieczątkę "Refundacja do uznania NFZ". Takie recepty są w większości aptek realizowane ze 100-procentową odpłatnością. - Gdy nie ma na recepcie zaznaczonej wysokości refundacji, to  możemy ją zrealizować w pełnej odpłatności, ale decyzję zostawiamy pacjentowi, czy chce taką receptę wykupić - wyjaśniła farmaceutka z  jednej z prywatnych aptek w Przemyślu.

Korzystniej dla pacjentów recepty realizowane są w jednej z tzw. sieciowych aptek w Rzeszowie. Jak wyjaśniła jej kierowniczka, wszystkie recepty, bez względu na to, czy mają pieczątkę czy nie, realizowane są ze zniżką, jeżeli taka przysługuje na dany lek. - Jeżeli na recepcie jest zaznaczone, że pacjent jest ubezpieczony, lub gdy możemy to jakoś inaczej sprawdzić, wtedy wydajemy lek ze zniżką. Gdy konkretny lek ma trzy możliwości odpłatności to wybieramy środkową, czyli nie najniższą odpłatność, ale i nie 100 proc. Gdy ma tylko dwie możliwości, tzn. pełna odpłatność albo zniżka, to wydajemy lek z  korzystniejszą odpłatnością dla pacjenta - wyjaśniła kierowniczka, która nie chciała wypowiadać się oficjalnie.

Podlasie

Ponad połowa recept, które trafiły do aptek w  Podlaskiem, ma lekarskie pieczątki o "refundacji do decyzji NFZ" -  poinformowała Okręgowa Izba Aptekarska w Białymstoku. Pacjenci albo płacą 100 proc. ceny leku, albo są odsyłani po dowód ubezpieczenia.

Do południa do podlaskiego oddziału NFZ w Białymstoku zgłosiło się ok. 30 mieszkańców Białegostoku z receptami, które albo miały pieczątkę od lekarza o refundacji do uznania przez NFZ, albo nie miały wypełnionych danych o procencie refundacji czy oddziale NFZ -  poinformował rzecznik podlaskiego NFZ Adam Dębski. Powiedział też, że niektórzy pacjenci przyszli, bo powiedziano im w aptekach, że muszą zapłacić 100 proc. odpłatności za leki, a różnicę w cenie refundowanego leku zwróci im fundusz. Dębski podkreśla, że to wprowadzanie pacjentów w  błąd przez apteki, bo NFZ nie wypłaca pacjentom żadnych pieniędzy.

NFZ na swojej stronie internetowej w komunikacie podkreśla, że  apteka, która zawarła z NFZ umowę na realizację recept refundowanych, "nie może odmówić" realizacji recepty, jeśli nie ma na niej informacji o  stopniu odpłatności lub identyfikatora oddziału NFZ. NFZ informuje, że  jeśli pacjent nie ma dokumentu potwierdzającego ubezpieczenie, może napisać oświadczenie z danymi osobowymi, datą urodzenia, numerem PESEL, nazwą instytucji, która zgłasza do ubezpieczenia oraz oddziałem NFZ, a  właściwy dokument przedstawić później.

Okręgowa Izba Aptekarska ocenia, że apteki zachowują się różnie. Potwierdzają to rozmowy z farmaceutami. Jak mówi prezes izby Jarosław Mateuszuk, apteki albo odsyłają pacjenta, albo pacjent płaci 100 proc. ceny za lek.

Śląsk

Recepty z pieczątką "Refundacja do decyzji NFZ" są realizowane przez śląskie apteki - zapewniają aptekarze. W wielu przypadkach leki okazują się jednak droższe niż dotychczas. - Realizujemy recepty z pieczątką "Refundacja do decyzji NFZ", jednak pacjent otrzymuje lek z mniejszą zniżką, co oznacza, że płaci więcej niż do tej pory. Gdybyśmy żądali stuprocentowej odpłatności, nikt nie zdecydowałby się na wykupienie leków - powiedział aptekarz z  centrum Katowic.

Żona 70-letniego Tadeusza z Katowic leczy się od 14 lat na nowotwór. W  poniedziałek katowiczanin kupował w aptece plastry przeciwbólowe o  nazwie Durogesic. - Dotychczas były bezpłatne, dzisiaj musiałem za pięć takich plastrów zapłacić 3,86 zł. Przyznaję, że trochę mnie to  zmartwiło. Może nie sama cena tych plastrów, ile fakt, iż mimo obietnic, że chorzy na nowotwory nie poniosą kosztów tych zmian, rzeczywistość okazała się inna - powiedział katowiczanin.

Aptekarze wyjaśniali, że nie są realizowane jedynie błędnie wypisane recepty. Kierownik jednej z aptek w Katowicach tłumaczyła, że odesłali kilku pacjentów, którzy otrzymali recepty z numerem PESEL wydrukowanym w  miejscu przeznaczonym na umieszczenie nazwy leku.

Wiceprezes Śląskiej Izby Aptekarskiej dr Stanisław Piechula powiedział, że recepty to nie jedyny problem. - Zgodnie z nowymi zasadami, musimy każdemu pacjentowi zaproponować, nawet pod groźbą kary, tańsze zamienniki. Apteki nie mogą jednak zaproponować zamienników spoza listy leków refundowanych, nawet gdyby były najtańsze. Sprzedajemy więc refundowane – powiedział Piechula.

Lekarze, którzy nie mieli pieczątek, a zdecydowali się oznaczyć receptę adnotacją: "Refundacja do decyzji NFZ", dokonywali także odręcznych wpisów o tej treści. W poniedziałek kilkuset lekarzy zwróciło się do Okręgowej Rady Lekarskiej z prośbą o pieczątki. ORL zamówiła ich 1,5 tys.

Piechula powiedział, że apteki mogą realizować recepty niezależnie od tego, czy lekarz przybił pieczątkę, czy spisał treść z  pieczątki. - Jest jednak drugi problem polegający na tym, że czasami zdarza się, iż lekarze nie wpisują numeru oddziału NFZ (w przypadku śląskiego NFZ jest to nr 12 - red.) albo go po prostu zamazują. Nie chcą brać na siebie odpowiedzialności, jeśli okazałoby się, że pacjent nie  jest ubezpieczony. Na razie są to pojedyncze przypadki - powiedział wiceprezes Śląskiej Izby Aptekarskiej. Dodał, że Izba wysłała do aptek informację, aby w takich sytuacjach realizować recepty tak, jakby adnotacji "Refundacja do decyzji NFZ" nie  było i honorować karty ubezpieczenia zdrowotnego. Dodał jednak, że  apteki będą to robić na własne ryzyko i jest możliwe, że niektóre z nich mogą żądać od pacjentów oświadczeń potwierdzających ubezpieczenie lub  druku RMUA.

Jak poinformowało biuro prasowe śląskiego oddziału NFZ, na dzień 1  stycznia 1505 z 1589 aptek podpisało z Narodowym Funduszem Zdrowia umowy na 2012 rok. Rzecznik śląskiego oddziału Jacek Kopocz powiedział, że pozostałe umowy to tylko formalność, ponieważ złożenie wniosku było "tożsame z podpisaniem umowy". Kopocz dodał, że do tej pory oddział NFZ nie odebrał żadnych skarg od pacjentów.

Świętokrzyskie

Przepisy związane z ustawą refundacyjną są różnie interpretowane i do końca nie wiadomo, jak je stosować - zwracali uwagę kieleccy lekarze i  farmaceuci, z którymi rozmawiała PAP.

Właściciele niemal wszystkich aptek w województwie świętokrzyskim złożyli dokumenty potrzebne do podpisania umów z NFZ na 2012 r., dotyczących wydawania leków refundowanych. Oznacza to, że apteki mogą sprzedawać takie lekarstwa. Rzeczniczka świętokrzyskiego oddziału NFZ Beata Szczepanek powiedziała PAP, że takich aptek jest 480.

W poniedziałek do świętokrzyskiego NFZ aptekarze nie zgłaszali problemów z realizacją recept wypisywanych na zasadach obowiązujących od  1 stycznia. Zdarzały się natomiast starsze osoby, które widząc na  recepcie pieczątkę z napisem: "Refundacja leku do decyzji NFZ", przychodziły do siedziby funduszu, pytając, jak mają zrealizować takie recepty.

Większość lekarzy informację "Refundacja leku do decyzji NFZ" wpisuje na recepty ręcznie, czerwonym długopisem. Świętokrzyska Izba Lekarska uznała, że nie będzie zamawiała dla każdego lekarza w regionie pieczątek. "Lekarze mogą zrobić to we własnym zakresie lub wpisywać informację odręcznie – to forma manifestacji" - powiedział PAP prezes Świętokrzyskiej Izby Lekarskiej, January Lewandowski.

"Głównie chodzi o to, by lekarze - jeżeli nie są w 100 proc. pewni, czy pacjent jest ubezpieczony - nie wpisywali kodu oddziału NFZ na  recepcie. Wówczas nie będą ponosili konsekwencji finansowych w wypadku przepisania leku refundowanego osobie, która nie ma do tego uprawnień" -  dodał.

Izba poprosiła także lekarzy, by - jeżeli mają wątpliwości co do  poziomu odpłatności za konkretny lek - nie wypełniali tej rubryki na  recepcie. "Lista leków refundowanych ukazała się tuż przed końcem roku. Lekarze nie mieli czasu zapoznać się szczegółowo z wykazem i stopniem refundacji medykamentów" - argumentował.

Właścicielka jednej z kieleckich aptek Bożena Śliwa powiedziała PAP, że 95 proc. recept, z jakimi w poniedziałek przychodzili pacjenci, to  recepty „problematyczne".

„Jeżeli na recepcie jedynym uchybieniem jest pieczątka lub wpis, to  realizujemy ją jako refundowaną. Problem zaczyna się wtedy, kiedy lekarz nie wypełni rubryki z numerem oddział NFZ, co oznacza, że nie weryfikował ubezpieczenia pacjenta. Wtedy żądamy potwierdzenia ubezpieczenia. Jeżeli pacjent nie może okazać dokumentu potwierdzającego prawo do świadczeń, to może złożyć na piśmie oświadczenie o zgłoszeniu do ubezpieczenia zdrowotnego" – tłumaczyła.

W poniedziałek do południa do jednej z aptek w centrum Kielc nie  przyszedł żaden pacjent z receptą wypisaną w 2012 r. Kierowniczka apteki powiedziała PAP, że jeżeli recepty będą wypisane prawidłowo, a znajdzie się na nich czerwona pieczątka, to zostaną zrealizowane.

Dodała, że pod koniec roku bardzo wiele osób – głównie leczących się na choroby przewlekłe - kupowało lekarstwa „na zapas". „Obawiali się, że  stosowane przez nich lekarstwa nie znajdą na nowej liście leków refundowanych lub że będą refundowane w mniejszym stopniu" - tłumaczyła.

Farmaceutka z innej apteki powiedziała, że zrealizowała rano receptę na antybiotyk, na której nie był wypisany stopień refundacji. "Pacjent zgodził się zapłacić za lek 100 proc. ceny" - dodała.

Wicedyrektor ds. lecznictwa sieci kieleckich przychodni "Promed" Rafał Szczukocki powiedział PAP, że lekarze w przychodniach wypełniają recepty w prawidłowy sposób, dodatkowo przybijając czerwone pieczątki. Przy zapisie do lekarzy wymagane są – jak do tej pory – dokumenty potwierdzający ubezpieczenie.

Z kolei w przychodni Artimed lekarze sami decydują, w jaki sposób wypisywać recepty – większość czyni to zgodnie z nowymi przepisami. Prezes spółki Dariusz Saletra powiedział, że wcześniej lekarze sprawdzili, które z najczęściej stosowanych przez nich leków są na nowej liście refundacyjnej i jaka odpłatność jest za nie wymagana.

Jeżeli pacjenci nie mają przy sobie dokumentów potwierdzających ubezpieczenie, to w przychodni podpisują specjalne oświadczenie. Saletra zaznaczył, że w opinii specjalistów takie dokumenty nie mają mocy prawnej. W przypadku zagrożenia życia pacjenta – w przychodni nie wymaga się potwierdzenia ubezpieczenia. Zachodniopomorskie

Aptekarze w woj. zachodniopomorskim zmagali się z błędnie wypisanymi przez lekarzy receptami i blankietami podstemplowanymi pieczątką "Refundacja do decyzji NFZ". Jak poinformowała wiceprezes Zachodniopomorskiej Okręgowej Izby Aptekarskiej w Szczecinie Hanna Borowiak, w poniedziałek sprzedano w  aptekach działających w zachodniej części województwa trzy leki wypisane na takich receptach - wszystkie z pełną odpłatnością. Farmaceuci skarżą się, że lekarze błędnie wypełniają recepty, nie  wypisują w ogóle stopnia refundacji leku i nie piszą, który oddział NFZ jest płatnikiem. Borowiak powiedziała, że podczas poniedziałkowego, kilkugodzinnego dyżuru zadzwoniło do niej kilkudziesięciu farmaceutów, którzy nie  wiedzieli, jak postępować z błędnie wypełnionymi receptami.

Rzeczniczka zachodniopomorskiego NFZ Małgorzata Koszur poinformowała, że do funduszu wpłynęła skarga jednego z klientów, który kupił w aptece w Darłowie lek za 100-procentową odpłatnością; na recepcie widniała pieczątka: "Refundacja do decyzji NFZ". Fundusz rozpatrzy skargę. Okręgowa Izba Aptekarska w Koszalinie, obejmująca wschodnią część województwa, nie dysponowała w poniedziałek danymi dotyczącymi realizacji recept na leki refundowane. Rzeczniczka Izby Jolanta Dahlke-Miś powiedziała jedynie, że w  ocenie izby „protest pieczątkowy nie jest tak dotkliwy, jak fakt nieoznaczenia świadczeniodawcy". Dahlke-Miś dodała, że we wtorek sprawa realizacji recept refundowanych ma być omawiania na wspólnym posiedzeniu Okręgowej Izby Aptekarskiej i Okręgowej Izby Lekarskiej.

Natomiast prezes OIL w Koszalinie dr Roman Łabędź poinformował, że  izba wydała lekarzom ok. 200 pieczątek „Refundacja leku do decyzji NFZ". Prezes dodał, że izba rekomenduje lekarzom oznaczanie recept na leki refundowane takim stemplem, domagając się w ten sposób „nowelizacji ustawy refundacyjnej". Prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie Mariusz Pietrzak powiedział, że lekarze nie protestują przeciwko całej ustawie refundacyjnej. Są przeciwko dwóm artykułom ustawy - mówiących o  konsekwencjach, jakie będą ponosili w przypadku błędnie wypisanej recepty na refundowany lek. Lekarz, który popełni błąd przy wypisywaniu recepty, może dostać karę umowną od NFZ, fundusz może również zerwać z  nim umowę lub obarczyć lekarza kosztami wraz z odsetkami błędnej refundacji.

Według Pietrzaka trudno określić, ilu lekarzy w okręgu przyłączy się do protestu i będzie wypisywało recepty z adnotacją o refundacji. Okręgowa Izba Lekarska deklaruje, że zapewni wszelką pomoc prawną swoim członkom w ewentualnych sporach z NFZ, związanych z wypisywaniem recept. W województwie są 472 apteki, które podpisały umowy z  zachodniopomorskim NFZ na realizowanie refundowanych recept. Od kilku lat liczba takich aptek utrzymuje się na takim samym poziomie.

Trójmiasto

Większość recept, które w poniedziałek trafiły do aptek w Gdańsku, miała pieczątkę "Refundacja leku do decyzji NFZ". Aptekarze zazwyczaj realizowali recepty i rzadko odsyłali pacjentów do lekarza.

Dyr. ds. lecznictwa Przemysłowego Zespołu Opieki Zdrowotnej w  Gdańsku Agata Kitowska poinformowała w poniedziałek PAP, że wszyscy lekarze w jej przychodni na recepcie umieszczają pieczątkę „Refundacja do decyzji NFZ".

„Nie jesteśmy przeciwni liście refundacyjnej i uregulowaniu pewnych spraw w służbie zdrowia, ale forma wprowadzenia tych zmian nas oburza. Wszystko ogłoszone za pięć dwunasta, dziś przyjmowani są pacjenci, a my nie wiemy, jak to ma wyglądać, tzn. po części wiemy, ale zanim wdrożymy się, to potrzeba czasu" - powiedziała Kitowska. „Na liście refundacyjnej jest prawie 3 tys. leków, przewertowanie tego przy pacjencie wymaga trochę czasu" - dodała.

Zapewniła, że lekarze, na prośbę pacjentów, piszą im zaświadczenia, że leczą się oni przewlekle na jakąś chorobę.

W Zakładzie Opieki Zdrowotnej "Baltimed" w Gdańsku większość lekarzy przystąpiła w poniedziałek do protestu "pieczątkowego". "U nas akurat są naklejki z napisem +Refundacja do decyzji NFZ+. Nie zgadzamy się z  odpowiedzialnością administracyjną za ewentualne błędy przy wypisywaniu recept - lekarz ma się zajmować tylko leczeniem" - powiedział PAP kierownik "Baltimedu" dr Andrzej Zapaśnik.

Jak poinformował, lekarze "Baltimedu" nie sprawdzają, czy chorzy są ubezpieczeni. "Na dziś nie ma żadnego takiego dokumentu, który by  poświadczał składki ubezpieczeniowe" - zaznaczył.

W innej gdańskiej przychodni lekarz powiedział PAP, że aby uchronić osoby przewlekle chore przed zakupem drogich leków, wypisuje im recepty z  datą z grudnia ubiegłego roku.

Farmaceutka z Gdyni, właścicielka sieci aptek Marzena Jakimowicz-Tylicka powiedziała PAP, że prawie wszystkie recepty trafiające do jej aptek są opieczętowane. „Mamy taki straszny bałagan w  tych receptach, każda jest inna, ale większość jest z pieczątką, nawet odręcznie lekarze piszą, że refundacja jest do decyzji NFZ" – dodała.

Zapewniła, że „aptekarze robią wszystko, aby pacjent nie ucierpiał, bo on jest najmniej winny, naciągają wszystko maksymalnie po to, żeby móc wydać lek ze zniżką". „Wszystko co możemy, to uzupełniamy, pacjenci piszą nam też oświadczenia o ubezpieczeniu i mamy nadzieję, że nikt nam za to głów nie zetnie" - dodała.

W "Aptece Oruńskiej" w Gdańsku w poniedziałek było kilka recept z  adnotacją "Refundacja do decyzji NFZ". "W tej sytuacji odpłatność leku ustalamy na 30 proc. Nie odsyłamy kupujących z powrotem do lekarza, bo  to nie miałoby sensu. Na szczęście nie ma u nas pacjentów przewlekle chorych np. z cukrzycą. Większość chorych bierze leki na przeziębienie, grypę, katar" - powiedziała PAP farmaceutka Danuta Przybek.

Kierownik apteki "Europharm" w Gdańsku Halina Zabrocka poinformowała, że było niewielu pacjentów z wypisanymi w tym roku receptami. „Jednak wszystkie te recepty, wystawione przez przychodnię przy ul. Kaletniczej, miały pieczątkę +Refundacja do decyzji NFZ+" i w tej sytuacji mogliśmy zaproponować pacjentom kupno leków za 100 procent ich wartości lub  powrót do lekarza z prośbą o określenie poziomu refundacji" -  powiedziała. „Klienci nie byli zadowoleni, żaden z nich nie zdecydował się na kupno leków za pełną odpłatność" – zaznaczyła.

Dyrektor pomorskiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia w Gdańsku Barbara Kawińska poinformowała PAP, że w pomorskiem prawie wszystkie apteki, czyli ponad 700, podpisały umowy z NFZ.

Powiedziała, że „pacjent nie powinien bać się recepty z pieczątką, ale musi też zdawać sobie z tego sprawę, że jeżeli będzie miał wypisany lek, który będzie miał określone różne poziomy refundacji, to on zapłaci najwyższą odpłatność i przepłaci".

Okręgowa Rada Lekarska w Gdańsku jako jedna z sześciu w kraju (spośród łącznie 24 rad) rekomendowała lekarzom zamieszczanie na  recepcie pieczątki.

Prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Gdańsku dr Roman Budziński wyjaśnił PAP, że "nowy system jest nie do zrealizowania w bezpieczny sposób i to jest akt samoobrony lekarzy". (PAP)

Warmińsko-mazurskie/ Pacjenci odsyłani do lekarzy

Pacjenci z receptami, na których widniał stempel "refundacja leku do  decyzji NFZ", przychodzili w poniedziałek do większości aptek regionu; są odsyłani do lekarzy - poinformowała PAP Warmińsko-Mazurskiej Izba Aptekarska.

"Kontaktowałem się z każdym miasteczkiem powiatowym i wszędzie takie recepty są wypisywane. Zdarza się nawet, że stanowią większość. Tak jest w małych miejscowościach, gdzie jest tylko jeden lekarz, który przystąpił do protestu" - powiedział PAP prezes Warmińsko-Mazurskiej Izby Aptekarskiej Roman Grzechnik.

Dodał, że zdarzyły się już przypadki, że aptekarze odsyłają pacjentów z takimi receptami do lekarza. "Na razie pacjenci podchodzą do takich sytuacji ze zrozumieniem, ale obawiamy się, że ta cierpliwość szybko się skończy" - ocenił Grzechnik.

Szef aptekarskiego samorządu przypomniał, że jeśli pozostałe rubryki na recepcie ze stemplem "refundacja leku do decyzji NFZ" są wypełnione właściwie, to apteka na własną odpowiedzialność może ją zrealizować. W  jego ocenie problem pojawia się wówczas, gdy lekarz nie wpisze identyfikatora płatnika. Bez tej informacji nie wiadomo, czy pacjent ma  prawo do ubezpieczenia i który oddział NFZ będzie refundował receptę.

"W takich przypadkach zalecamy, aby recept nie realizować. Pacjent może zgodzić się na wykupienie leku za 100 proc. odpłatności albo powinien powrócić z receptą do poprawienia przez lekarza" - powiedział Grzechnik. Jak dodał, aptekarz mógłby poprosić pacjenta o dowód ubezpieczenia, ale nie ma przepisów, na jakiej podstawie apteki mają to  określić.

Jak poinformował PAP prezes Okręgowej Izby lekarskiej w Olsztynie Marek Zabłocki warmińsko-mazurski samorząd lekarski popiera protest pieczątkowy lekarzy. Lekarze nie stosują jednak pieczątki w przypadku pacjentów chorych przewlekle. Chodzi o takie schorzenia jak astma, cukrzyca i choroby nowotworowe.

"W żadnym cywilizowanym kraju nie drukuje się na ostatnią chwilę listy leków refundowanych i za ewentualne pomyłki nie obciąża się lekarza, to jest niedopuszczalne" - ocenił dr Zabłocki.

Dodał, że od rana w poniedziałek lekarze dzwonili do izby lekarskiej z  pytaniem, czy mają przybrać ostrzejszą formę protestu i czy stawiać na  wszystkich receptach pieczątki z informacją uzależniającą refundację od  decyzji NFZ.

"Nie robimy tego na złość pacjentom, ale dla ich dobra. Lekarze są od leczenia a nie od biurokracji"- dodał.

Rzeczniczka warmińsko-mazurskiego NFZ Magda Mil powiedziała, że w  poniedziałek od rana do godz. 15 do biura skarg Funduszu zgłosiło się kilka osób z receptami, w których lekarz nie określił stopnia refundacji.

Jak powiedziała, każda apteka ma obowiązek zrealizowania recepty na  leki refundowane, a gdy na jeden medykament jest możliwych kilka stopni refundacji, wówczas apteka wybiera najmniejszą refundację. W tym przypadku pacjent może zapłacić więcej niż wynika to z jego uprawnień.

Jak podała Mil, wszystkie 460 aptek na Warmii i Mazurach podpisało umowy z NFZ na refundację leków. (PAP) Warszawa

Warszawskie apteki, które odwiedziła PAP, przyjęły zasadę 100-procentowej odpłatności pacjentów za leki na recepty z pieczątką "refundacja do decyzji NFZ".

Jak ustaliła PAP w wybranych aptekach, warszawscy farmaceuci wprowadzili zasadę pełnej odpłatności pacjenta za lek na taką receptę, nawet jeśli należy on do grupy 230 medykamentów przypisywanych pacjentom cierpiącym na choroby przewlekłe.

Jak poinformowano PAP w aptece przy ul. Wilczej, insulina zdrożała tam z 25 do 280 zł, a paski do mierzenia poziomu cukru z 3,20 do 47,80 zł. W Aptece "Na Chmielnej" cena pozawałowego Plavixu wynosi nie 40, a  100 zł.

W innej ze śródmiejskich aptek jedna z pacjentek żaliła się, że musi teraz zapłacić pełną stawkę za refundowany lek Miflonide, przeciwdziałający astmie.

"Zależy nam na dobru pacjentów, więc będziemy realizować wszystkie prawidłowo wypełnione recepty, także te bez określonego stopnia refundacji przez lekarzy. Niestety, póki refundacyjny system informatyczny nie okrzepnie, zmuszeni jesteśmy robić to bez refundacji" -  powiedziała PAP farmaceutka z apteki przy ul. Emilii Plater.

Część aptek jeszcze się zastanawia, jak traktować pacjentów z  receptami ostemplowanymi pieczątką "refundacja do decyzji NFZ". "Większość pacjentów zrobiła zapasy leków jeszcze przed Nowym Rokiem, chcąc zabezpieczyć się przed skutkami wprowadzenia w życie nowej ustawy refundacyjnej. Nikt jeszcze nie zgłosił się do nas z taką receptą. Prawdopodobnie jednak wprowadzimy zasadę pełnej odpłatności" -  powiedział PAP kierownik Apteki "Na Chmielnej".

"Nie zgłosili się do nas pacjenci z czerwonymi pieczątkami na  receptach. Nie wiemy jeszcze, jak się zachowamy w takim przypadku. Na  pewno każdą receptę będziemy traktować indywidualnie" - powiedziała kierownik apteki Cefarm przy ul. Widok.

Stołeczni aptekarze narzekają też na chaos i sprzeczne informacje, płynące ze strony lekarzy, Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Funduszu Zdrowia.

Wielkopolska

Niewielki ruch panował w poniedziałek w większości poznańskich aptek. Znaczna część recept, z którymi przychodzili pacjenci, to wciąż recepty wypisywane według starych zasad.

„Jeszcze nie obsłużyłem pacjenta, który miałby receptę w nowym formacie, nie dostałem też recepty z pieczątką +Refundacja do decyzji NFZ+" – powiedział PAP Michał Rosadziński, kierownik apteki w jednym z  poznańskich centrów handlowych.

Jak dodał, obecnie - w porównaniu z ostatnimi dniami grudnia - w aptece jest spokojnie.

„Te ostatnie dni grudnia były bardzo gorące. Pacjenci panicznie wykupywali leki, bojąc się, że po Nowym Roku będą musieli płacić za nie 100 proc. ceny" – powiedział.

Do Apteki Winogradzkiej Panaceum recepty z pieczątką „Refundacja do  decyzji NFZ" trafiają od niedzieli. Jak powiedziała PAP Ida Kawała z tej apteki, średnio co piąta recepta wystawiana jest na nowym druku.

„Są wytyczne NFZ, że recepty te są realizowane za najwyższą refundowaną odpłatnością. Pacjent płaci tyle, żeby fundusz jak najmniej refundował, ale jest odpłatność zniżkowa" – powiedziała PAP Kawała.

Jak poinformował PAP kierownik poznańskiej apteki Zdrowie, do tej pory pojawiła się jedna osoba z receptą, na której była pieczątka „Refundacja do uznania NFZ". Lek został sprzedany za 100 proc. odpłatnością.

„Recept na nowych drukach jeszcze nie mieliśmy. Ruch jest dziś mniejszy niż zwykle, przychodzą pojedyncze osoby i kupują głównie leki bez recepty" – powiedział PAP kierownik placówki.

Jak powiedziała w poniedziałek PAP szefowa wielkopolskich struktur Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy Halina Bobrowska, do tej pory OZZL i Wielkopolska Izba Lekarska rozprowadziły ok. 1 tys. pieczątek "Refundacja do decyzji NFZ".

- Nie oznacza to, że używa ich tysiąc lekarzy, bo są to pieczątki wydawane na poszczególne oddziały szpitalne, do poradni, więc ta liczba jest większa. W tę akcję włączyło się część poznańskich szpitali, w tym oba ośrodki dziecięce, część szpitali klinicznych. Na terenie Wielkopolski w akcji uczestniczą placówki od Kalisza do Piły i od Wolsztyna do Śremu – powiedziała. Jak dodała, do OZZL cały czas napływają kolejne prośby o pieczątki.

 

zew, eb, PAP