Krajobraz po arabskiej wiośnie: bieda, autokracja, islamiści

Krajobraz po arabskiej wiośnie: bieda, autokracja, islamiści

Dodano:   /  Zmieniono: 
Dokładnie rok temu tunezyjski prezydent Zin Al-Abidin Ben Ali uciekał w pośpiechu ze swojego kraju, aby uniknąć losu jaki za kilka miesięcy spotkał Muammara Kadafiego. Niebawem - wobec masowych protestów - ustąpić musiał prezydent Egiptu Hosni Mubarak, któremu dziś grozi śmierć na szubienicy za to, że bronił swojej autokratycznej władzy nie zważając na ofiary wśród cywilów. W marcu przeciwko reżimowi Baszara el-Asada powstała Syria. I co? I wszystko zostało po staremu.
W rocznicę zwycięstwa swojej rewolucji Tunezyjczycy znajdują się dokładnie w tym samym punkcie, w którym byli rok temu - kraj boryka się z problemem biedy i bezrobocia, a na dodatek wybory wykazały, że o ile mieszkańcy północnej części państwa - mający częstszy kontakt z Europejczykami - chcą liberalnej demokracji, o tyle południe stawia na islamistów. Ci ostatni wygrali pierwsze demokratyczne wybory - i wprawdzie na razie nie wprowadzają w kraju szariatu, ale nie jest wykluczone, że podejdą bez entuzjazmu do idei oddawania władzy, którą udało im się zdobyć. Tunezję czekają więc trudne miesiące - które wcale nie muszą doprowadzić tego kraju do demokracji i dobrobytu.

W sąsiednim Egipcie laureat Nagrody Nobla Mohamed ElBaradei, zwolennik przemian demokratycznych ogłosił, że nie zamierza ubiegać się o prezydenturę ponieważ Mubaraka wprawdzie w Egipcie już nie ma, ale "dawny reżim wciąż nie upadł". "Arbitralność i fatalne administrowanie procesem transformacji popychają Egipt w zupełnie inną stronę, niż oczekiwali uczestnicy rewolucji" - pisze ElBaradei. I rzeczywiście - egipska armia, która miała jedynie zapewnić państwu bezpieczeństwo w okresie przejściowym, przed wyłonieniem nowych, cywilnych władz Egiptu, teraz zamierza zachować część przywilejów. A więc i tu "władzy raz zdobytej...".

Władzy nie zamierza również oddać prezydent Syrii Baszar el-Asad. Wprawdzie el-Asada opuściło 40 tysięcy żołnierzy, którzy woleli dezercję, niż strzelanie do rodaków, ale ma on wciąż pod bronią 280 tysięcy żołnierzy gotowych pacyfikować opozycję. A świat grozi Syrii palcem i... na tym poprzestaje. Na szczęście dla el-Asada jego kraj nie ma ropy naftowej...

Jak widać wiele musiało się zmienić, żeby wszystko zostało po staremu.

Rok po rewolucji - czytaj na Wprost.pl:

Egipt: ElBaradei już nie chce być prezydentem. "Demokracji wciąż tu nie ma"

Syria: dezerterzy rozpoczynają wojnę partyzancką? "Potrzebujemy jeszcze 10 tysięcy żołnierzy"

Tunezja rok po rewolucji: bezrobocie i islamiści