Palikot kontratakuje

Palikot kontratakuje

Dodano:   /  Zmieniono: 
Janusz Palikot najwyraźniej zrozumiał wreszcie, że ograniczając swoją polityczną aktywność do palenia w Sejmie kadzidełek i toczenia ideologiczno-prawniczych sporów o wiszący w Sejmie krzyż, może zapomnieć nie tylko o zdobyciu władzy, ale wręcz o wejściu do kolejnego parlamentu. Dlatego lider Ruchu Palikota postanowił stać się wreszcie realną opozycją.
Zaczęło się od gruntownej rekonstrukcji budżetu na 2012 rok zaproponowanego przez PO i PSL. Wprawdzie z 200 poprawek, które zgłosił Ruch Palikota, posłowie koalicji nie przyjęli żadnej, ale Palikot zasygnalizował, że jego partia ma coś do powiedzenia nie tylko w sprawie marihuany, ale również w znacznie poważniejszych kwestiach. Dodatkowo, gdy Sejm po całodniowej debacie odrzucił wszystkie poprawki opozycji do budżetu, Palikot wypomniał gabinetowi Donalda Tuska "rządokrację" panującą w polskim parlamencie, zwracając uwagę na bezsensowność dyskusji, które - niezależnie od tego jakie argumenty w ich trakcie padają - i tak kończą się przegłosowaniem przez PO-PSL-owską maszynkę do głosowania rozwiązań zaproponowanych przez rząd. Punkt dla Palikota.

Następnie Palikot postanowił wykorzystać gwałtowną falę niezadowolenia z przystąpienia Polski do umowy ACTA. Nie dość, że przywdział maskę angielskiego rewolucjonisty z XVII wieku Guy'a Fawkesa, która stała się symbolem społecznych protestów przeciwko niepopularnej umowie, to jeszcze publicznie zaapelował o to, by - wbrew duchowi ustawy - przywłaszczać sobie cudze osiągnięcia za pośrednictwem internetu (chodziło mu wprawdzie nie o filmy i muzykę - a o patenty i wynalazki, ale zaprezentowana przez niego filozofia i tak zyskała z całą pewnością akceptację internautów). Zapowiedział też manifestację pod amerykańską ambasadą w proteście przeciwko ponadprzeciętnemu zainteresowaniu amerykańskich dyplomatów sprawą przyjęcia umowy ACTA przez Polskę (jest tajemnicą poliszynela, że umowa ta jest wyjątkowo korzystna dla amerykańskich koncernów filmowych i muzycznych). Tym samym w zgrabny sposób Palikot "podpina" się do buntu, który zaczął się spontanicznie, ale który - jeśli ma przynieść owoce - musi mieć jakiegoś lidera. Punkt dla Palikota.

Palikot zauważył również wreszcie, że w Polsce nieustannie rosną ceny, o czym zapominają skoncentrowane na Smoleńsku PiS i Solidarna Polska. Dlatego w Lublinie przypomniał, że w 2007 roku litr benzyny kosztował 3,5 złotego - a dziś jego cena wynosi 5,6 zł; a cena kilograma cukru skoczyła z 2,9 do 4,5 zł. I choć rząd ma umiarkowany wpływ na wzrost cen (choć pewien wpływ - zwłaszcza w przypadku ceny benzyny, której znaczną część stanowi podatek akcyzowy - jednak ma), to przeciętnego Polaka interesuje głównie to, czy jutro wystarczy mu do pierwszego. Punkt dla Palikota.  

Palikot miał być cichym koalicjantem PO. Wkrótce może jednak okazać się całkiem głośnym problemem dla partii rządzącej.

O aktywności Palikota czytaj na Wprost.pl:

"Jestem durniem". Palikot o sobie i innych posłach

Ceny rosną. Palikot przypomina "zagrywki Tuska"

USA interesowały się ACTA w Polsce? Palikot: skandal! Jesteśmy suwerenni, protestujemy!

Palikot: kradnijmy w internecie