Izrael stawia na Arafata

Izrael stawia na Arafata

Dodano:   /  Zmieniono: 
"Ogłoszenie niepodległości Palestyny bez porozumienia z rządem Izraela oznaczać będzie koniec wszelkich rozmów pokojowych na Bliskim Wschodzie" - do tej pory izraelscy politycy byli co do tego zgodni. Skąd teraz nagła zmiana? Dlaczego jednostronne ustanowienie państwa palestyńskiego miałoby stanowić nowy początek a nie ostateczny koniec procesu pokojowego nad Jordanem?
Otóż jeszcze niedawno Izraelczycy zastanawiali się, czy Jaser Arafat jest właściwą osobą, z którą należy prowadzić rozmowy. Wszak ich zdaniem nie uczynił nic, by powstrzymać falę islamskiego terroru. To właśnie Arafata Izraelczycy obarczają odpowiedzialnością za kolejne ofiary konfliktu. Proces pokojowy utknął w głębokim impasie.
Teraz w Tel Awiwie górę wzięło chyba przekonanie, że bez Arafata nie ma żadnych szans na ustanowienie pokoju na Bliskim Wschodzie. Tymczasem jego pozycja wśród Palestyńczyków staje się coraz słabsza. Gdyby władze Autonomii Palestyńskiej zostały zdominowane przez skrajnych islamistów, nie byłoby już szans na dialog. Dając cichą zgodę na proklamowanie palestyńskiego państwa rząd Izraela wsparłby Arafata (ogłoszenie niepodległości z pewnością zwiększyłoby jego popularność) i jednocześnie niewiele tracił.
Przecież wiadomo, że efektem negocjacji z Palestyńczykami ostatecznie i tak byłoby utworzenie przez nich suwerennego państwa.
Tomasz Wojciechowski