Wszystko jasne! Rakiety zwędziły krasnoludki!

Wszystko jasne! Rakiety zwędziły krasnoludki!

Dodano:   /  Zmieniono: 
Z zaplombowanego wagonu "cudownie" zniknęły cztery zestawy przeciwlotniczych pocisków rakietowych "Strzała". O tym, że coś było nie tak zorientowano się w Łodzi, tamtędy wiodła trasa transportu rakiet do Gdańska, dla eksportera. Jak ustaliło szybko wszczęte śledztwo skład, w którym przewożono broń, zatrzymał się na 6 minut w Dębie Opoczyńskiej, i na 3 minuty w Tomaszowie Mazowieckim. A odnalazł się w Jarosławiu, w przeciwnym kierunku, 300 km od Łodzi!
Rakiety małe nie były - dwa drewniane pudła 160cm x 35 cm x 27 cm i lekkie chyba też nie były, a jednak tajemniczym złodziejom udało się w ciągu kilku zaledwie minut błyskawicznie odplombować wagon, wybrać dwie skrzynie śmiercionośnej broni i zapaść się z nimi pod ziemię. Terroryści, albo inni zamachowcy (bo po co komuś innemu taka broń?!) musieli wcześniej wiedzieć, że taki transport w ogóle będzie, którędy pociąg pod (specjalnym?) nadzorem będzie jechał, gdzie będzie się zatrzymywał i w którym wagonie będą rakiety. Słowem - przedsięwzięcie nie lada, sprawa poważna.
Podczas, gdy poszukiwano porwanych rakiet fachowcy uspokajali, że "Strzały" "nie są groźne dla nowoczesnych obiektów wojskowych państw NATO czy Rosji" - ale dodawali, że "mogą być natomiast groźne w konfliktach lokalnych lub dla celów cywilnych". Słowem - padł blady strach, a szef MON-u do poszukiwań włączył Wojskowej Służby Informacyjne.
I co? Rakiety odnalazł w niedomkniętym wagonie z piaskiem na bocznicy kolejowej Huty Szkła Jarosław /Podkarpackie/ pracownik huty!!! Może terroryści, po uprowadzeniu rakiet z doskonale zabezpieczonego wagonu przygotowywali rakiety do dalszej drogi i bocznica Huty Szkła "Jarosław" miała być tylko punktem przerzutowym? A może okaże się, że wagon był zaplombowany, ale nie ten co trzeba, że pociąg stał nie tam, i nie tyle czasu ile powinien, i, że kolejowi złodzieje buszujący po torach myśleli, że to kije do golfa?
I co, okazało się, że to rakiety, akurat im w danej chwili niepotrzebne, podrzucili je, gdzie bądź?
"W październiku 1999 roku czterech nastolatków skradło z zakładów 'Mesko' przeciwlotnicze pociski rakietowe "Grom" i makiety pocisków "Strzała". Rakiet nie można było odpalić, ponieważ nie  miały wyrzutni, mechanizmów startowych i baterii. Skradziony sprzęt został odzyskany" - głosi depesza opublikowana przez PAP.
Tym razem okaże się, że to znowu nastolatki, czy tym razem krasnoludki?
Violetta Krasnowska