Fakt, że białoruskie "Radio Stolica" ocenzurowało wypowiedzi ministra spraw zagranicznych Włodzimierza Cimoszewicza nie powinien chyba nikogo dziwić. Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka już dawno dał do zrozumienia, że nie liczy się ze światową opinią publiczną, naciskami organizacji międzynarodowych czy krytyką mediów. Dlaczego więc ma dopuścić do krytyki własnej osoby we własnym radio?
Dla Łukaszenki wyrzucenie z kraju całego korpusu dyplomatycznego nie stanowiło większego problemu. Dlaczego więc miałby nie poddać kontroli wypowiedzi polskiego ministra?
Druga sprawa to strach samych dziennikarzy przed utratą pracy. Gdy kilka lat temu ta sama białoruska redakcja zorganizowała "Polski Dzień" w mińskim "Radio 101,2" i znalazły się w nim wypowiedzi polityków białoruskiej opozycji, stacja po kilku tygodniach została zamknięta. Nie ma co się dziwić, że kierownictwo redakcji podejmuje się kontrolowania tego, co płynie w eter. Na Białorusi panuje atmosfera strachu, zaciekła cenzura mediów, uciszanie potencjalnych rywali politycznych oraz gospodarka, która ciągle opiera się na starych radzieckich zasadach, trzymając w biedzie naród białoruski.
Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych cały wypadek nazywa "niefortunnym" i "niezgodnym ze standardami europejskimi". Prezydent Łukaszenka czytając te oświadczenia pewnie zanosił się od śmiechu. "Co wy nie znacie naszych standardów?" - pytał.
Grzegorz Sadowski
Dla Łukaszenki wyrzucenie z kraju całego korpusu dyplomatycznego nie stanowiło większego problemu. Dlaczego więc miałby nie poddać kontroli wypowiedzi polskiego ministra?
Druga sprawa to strach samych dziennikarzy przed utratą pracy. Gdy kilka lat temu ta sama białoruska redakcja zorganizowała "Polski Dzień" w mińskim "Radio 101,2" i znalazły się w nim wypowiedzi polityków białoruskiej opozycji, stacja po kilku tygodniach została zamknięta. Nie ma co się dziwić, że kierownictwo redakcji podejmuje się kontrolowania tego, co płynie w eter. Na Białorusi panuje atmosfera strachu, zaciekła cenzura mediów, uciszanie potencjalnych rywali politycznych oraz gospodarka, która ciągle opiera się na starych radzieckich zasadach, trzymając w biedzie naród białoruski.
Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych cały wypadek nazywa "niefortunnym" i "niezgodnym ze standardami europejskimi". Prezydent Łukaszenka czytając te oświadczenia pewnie zanosił się od śmiechu. "Co wy nie znacie naszych standardów?" - pytał.
Grzegorz Sadowski