Spektakularny wyczyn polskich lekarzy. Usunęli guz niemal niemożliwy do usunięcia

Spektakularny wyczyn polskich lekarzy. Usunęli guz niemal niemożliwy do usunięcia

Operacja chirurgiczna, zdjęcie ilustracyjne
Operacja chirurgiczna, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Pixabay / sasint
To, co wydarzyło się na sali operacyjnej w Warszawie, zapisze się w historii polskiej medycyny. Lekarzom udało się przeprowadzić autotransplantację wątroby u 40-letniej pacjentki. Co w tym niezwykłego?

Zespół lekarzy z Kliniki Chirurgii Ogólnej, Transplantacyjnej i Wątroby Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego przeprowadził pierwszą w Polsce autotransplantację wątroby. Cała operacja trwała 11 godzin, a przez blisko pięć godzin wątroba pacjentki znajdowała się poza jej organizmem.

Zabieg polegał na całkowitym usunięciu wątroby, wycięciu nowotworu „na zewnątrz” ciała chorej, a następnie ponownym wszczepieniu narządu. Autotransplantacja z resekcją ex situ – bo tak nazywa się wspomniana operacja – to jedna z najbardziej złożonych procedur chirurgicznych na świecie.

Guz w miejscu, którego nie dało się operować

Pacjentką była kobieta po czterdziestce. Wykryto u niej kilkunastocentymetrowy, złośliwy nowotwór. Problemem było jego położenie – guz znajdował się w miejscu ujścia trzech żył wątrobowych do żyły głównej dolnej.

Jedna z nich była całkowicie zamknięta przez nowotwór, a dwie pozostałe były przez niego mocno uciskane. Jak tłumaczył Polskiej Agencji Prasowej profesor Michał Grąt, standardowa operacja nie była możliwa. Kobieta nie mogła też otrzymać przeszczepu od dawcy, bo guz był zbyt duży.

„Zdecydowaliśmy się na autotransplantację: wycięcie wątroby, usunięcie guza poza organizmem i ponowne wszczepienie narządu” – powiedział.

Operacja „na stole”, nie w ciele pacjentki

Po otwarciu jamy brzusznej lekarze upewnili się, że nie było przerzutów. Następnie wyjęli wątrobę razem z fragmentem dużej żyły. Na czas, gdy pacjentka była bez wątroby, wszczepiono specjalne tymczasowe rurki, które pozwalały krwi normalnie krążyć.

Wyjęty narząd został dokładnie wypłukany i schłodzony. Dzięki temu lekarze mogli spokojnie i bardzo precyzyjnie usunąć guz oraz odbudować uszkodzone naczynia. Pracowali przy wykorzystaniu specjalnych lup, używając nici cieńszych niż ludzki włos.

„W warunkach ex situ możemy otworzyć każde naczynie bez ryzyka masywnego krwotoku, dokładnie zidentyfikować struktury i odtworzyć je przed ponownym wszczepieniem” – zaznaczył profesor Grąt.

Pacjentka podjęła ryzyko. Operacja się udała

Tego typu operacje są bardzo ryzykowne. Według światowych danych nawet co trzeci pacjent może nie przeżyć okresu okołooperacyjnego, śmiertelność takich zabiegów sięga bowiem aż 50 procent. Lekarze podkreślają, że pacjentka została dokładnie poinformowana o zagrożeniach i świadomie podjęła decyzję o przeprowadzeniu zabiegu.

Zaletą takiej operacji jest to, że pacjent nie potrzebuje leków obniżających odporność i nie grozi mu odrzut przeszczepu. „Biorca jest jednocześnie swoim dawcą” – wyjaśnił profesor.

„Pacjentka jest w dobrym stanie. Chodzi po oddziale, je, pyta kiedy wróci do domu. To dla nas największa nagroda” – dodał.

Lekarze zaznaczają, że ta metoda nie będzie stosowana często. Może jednak w przyszłości pomóc kilkudziesięciu osobom rocznie – tym, dla których nie ma już innych możliwości leczenia operacyjnego lub transplantacyjnego.

Czytaj też:
Potrzebna młoda krew. Transfuzjolog: Tego leku nie da się niczym zastąpić
Czytaj też:
Pacjent cierpiał, ale szpitale nie chciały go przyjąć. „Nie miałem siły się ruszyć ani mówić”

Opracowała:
Źródło: PAP