Anil – z pochodzenia Hindus – od kilkunastu lat mieszka w Toruniu. Przyjechał do Polski na studia, ukończył informatykę, dziś pracuje jako kucharz w jednej z popularnych włoskich restauracji. Jego żona Zuzanna mówi wprost, że gdyby nie jej determinacja, dziś zostałaby wdową z dwójką małych dzieci.
Ból głowy zaprowadził go na SOR. Dostał antybiotyk, ale objawy się nasiliły
18 stycznia Anil zaczął odczuwać silny ból głowy. Miasto walczyło z gołoledzią, karetki kursowały bez przerwy. Tabletki nie pomagały, a większość przychodni była już zamknięta. Zuzanna zdecydowała, że pojadą na Szpitalny Oddział Ratunkowy w Miejskim Szpitalu Specjalistycznym im. Mikołaja Kopernika w Toruniu.
– Pani w rejestracji powiedziała, że nie widzi, by mąż wymagał pomocy medycznej. Kazała nam wracać do domu – relacjonuje Zuzanna w rozmowie z dziennikarzami Gazety Wyborczej. Dopiero po żądaniu odmowy na piśmie zlecono tomografię komputerową bez kontrastu. Badanie wykazało stan zapalny, pacjentowi przepisano antybiotyk i pacjent został wypisany.
Wizyta jednak nie przyniosła ulgi – wręcz przeciwnie, w ciągu kolejnych dni objawy Anila tylko się nasiliły. Pojawił się ból zębów, obrzęk twarzy i coraz silniejsze dolegliwości. Prywatny dentysta odmówił leczenia, zmienił jedynie antybiotyk. Ulga była chwilowa. – Ten ból nie był normalny. Nie mogłem mówić ani się ruszać – mówi Anil. W nocy Zuzanna wezwała do męża pogotowie ratunkowe, jednak – jak twierdzi małżeństwo – ratownicy nie zbadali uskarżającego się na ból pacjenta. – Zapytali, po co dzwonię po karetkę i dlaczego sama nie zawiozłam męża do szpitala. Nawet go nie dotknęli – opowiada Zuzanna.
– Mój kolor skóry ich odstraszył – dodaje Anili i stwierdza, że „gdyby był Polakiem, potraktowano by go inaczej”. Dopiero po groźbie wezwania policji karetka zabrała chorego do szpitala.
Diagnoza, której nikt wcześniej nie postawił
W toruńskim szpitalu wykonano tomografię komputerową z kontrastem oraz badania krwi. Wskaźnik CRP wynosił 148 miligramów na litr – poziom świadczący o ciężkim stanie zapalnym. Po sześciu godzinach lekarz rozpoznał ostre zapalenie zatok i skierował pacjenta do szpitala dziecięcego, gdzie – jak się okazało – nie było laryngologa dla osób dorosłych.
Wyczerpani wrócili do domu. Kilka godzin później Anil nie mógł już otworzyć oka. Zuzanna zapakowała męża do samochodu i pojechała do Szpitala Uniwersyteckiego im. dr Antoniego Jurasza w Bydgoszczy.
Tam pacjent został przyjęty natychmiast. – Lekarze powiedzieli, że tego samego dnia musi być operacja. W takim stanie powinien być przewieziony karetką – relacjonuje Zuzanna. Anil przeszedł dwie operacje. Lekarze uratowali mu życie, ale do dziś zmaga się z niedowładem twarzy i zapaleniem oczodołu.
Małżeństwo zapowiada złożenie skargi do Rzecznika Praw Pacjenta oraz pozew przeciwko toruńskiemu szpitalowi.
– Gdybym go nie zawiozła do Bydgoszczy, dziś byłabym wdową – mówi Gazecie Wyborczej Zuzanna. – To, co nas spotkało, przechodzi ludzkie pojęcie – dodaje.
Czytaj też:
Tragiczna śmierć 41-letniej pacjentki w ciąży. Oto co wykazała kontrola w szpitaluCzytaj też:
Oszczędności na talerzu. Szpitale biją na alarm
