Najnowsza propozycja PSL jak chodzi o ochronę zdrowia to ucieczka do przodu. Partia chce zerwać z monopolem NFZ, wprowadzając system, w którym „pieniądz idzie za pacjentem”. W praktyce oznaczałoby to, że Polacy mogliby swobodnie wybierać między publicznymi, a prywatnymi placówkami, a Fundusz musiałby sfinansować leczenie tam, gdzie kolejka jest najkrótsza. Fundamentem tej rewolucji ma być wzrost nakładów na zdrowie do 7 proc. PKB, co według wyliczeń ludowców zasili system kwotą 25 mld zł rocznie.
To śmiała, rynkowa wizja, która ma trafić do zmęczonego kolejkami elektoratu. Problem pojawia się jednak w momencie, gdy sprawdzamy, jak Władysław Kosiniak-Kamysz zarządza tym wycinkiem służby zdrowia, który podlega mu bezpośrednio jako ministrowi obrony.
Wojskowa Służba Zdrowia zaniedbana? Szef MON ma inne zainteresowania
Choć w teorii obecność medyka na czele resortu obrony powinna gwarantować systemowe zmiany w wojskowej służbie zdrowia, twarde dane studzą optymizm. Pod koniec 2025 roku hucznie ogłoszono powołanie Dowództwa Wojsk Medycznych oraz projekt „Legionu Medycznego” – ochotników coś na kształt medycznych Wojsk Terytorialnych. Efekt? Do tej pory zgłosiło się do niego zaledwie tysiąc osób, w tym 800 medyków. W skali kraju, gdzie pracuje ponad 140 tys. lekarzy i blisko 220 tys. pielęgniarek i 20 tys. ratowników medycznych, wygląda to bardziej na błąd statystyczny niż na faktyczne wzmocnienie armii. Efekt oszałamiający – 0,26%!
Prawdziwy obraz sytuacji wyłania się jednak z wypowiedzi ekspertów. W styczniu 2026 roku eksperci wskazali na dramatyczne braki kadrowe, na 1506 etatów lekarskich w wojsku obsadzonych jest jedynie 888. Oznacza to, że co czwarty gabinet świeci pustkami, a niedobór kadr sięga alarmujących 41 procent. Dotyczy to samych lekarzy, a gdzie mowa o ratownikach i innych zawodach medycznych w armii.
PR zamiast systemowej reformy
Zamiast gruntownej przebudowy, Ministerstwo Obrony Narodowej serwuje opinii publicznej zbiór cząstkowych inicjatyw. Program „Szpitale Przyjazne Wojsku”, choć medialny, ma charakter czysto dobrowolny i uzupełniający. Konia z rzędem temu kto powie na czym polega ich “przyjazność” jakie były kryteria żeby otrzymać średnio 30 milionów złotych na jednostkę. Czy one spełniają jakąkolwiek rolę dla armii? Nikt na to nie zna odpowiedzi. Taki program nie zastąpi brakujących mechanizmów systemowych, na które wskazuje m.in. raport Wojskowego Instytutu Medycznego – PIB wydany pod koniec 2025.
Podczas ubiegłorocznej konferencji poświęconej zdrowiu żołnierza, eksperci jednym głosem mówili o konieczności lepszego powiązania systemu wojskowego z cywilnym i zabezpieczenia dostaw leków dla armii. Fakt, że po dwóch latach od przejęcia władzy w MON wciąż dyskutuje się o „podstawowych kierunkach zmian”, a nie o ich efektach, stawia pod znakiem zapytania wiarygodność lidera PSL jako reformatora całego systemu opieki zdrowotnej. Tym bardziej, że to minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda zdaje się lepiej rozumieć potrzebę współpracy cywilno-wojskowej i właśnie podpisała umowę na program kształcenia cywilnej kadry medycznej z podległym MON Wojskowym Instytutem Medycznym.
Raport „widmo” Kosiniaka-Kamysza
Sierpień 2025 – minister Kosiniak-Kamysz zapowiada publikację raportu o stanie zdrowia żołnierzy. Kwiecień 2026 – nie ma. Osiem miesięcy ciszy w sprawie, którą sam szef MON nazwał „dawno niezrealizowaną".
Resort potrafi z chirurgiczną precyzją podać, że 1 stycznia 2026 roku w mundurze służyło 217 075 osób, a w ich rodzinach wychowuje się 168 701 dzieci. Nie potrafi natomiast odpowiedzieć, w jakiej kondycji zdrowotnej ci ludzie faktycznie są.
Tymczasem rzeczywistość dostarcza własnych danych, nie w formie raportu, lecz nekrologów.
W marcu 2024 roku nagle, „z przyczyn naturalnych, w czasie wolnym od służby", umiera gen. bryg. Adam Marczak – czynny oficer na stanowisku szefa sztabu Dowództwa Operacji EU Althea w Mons. W lutym 2026 odchodzi gen. bryg. Piotr Wagner – zastępca szefa Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych, szef logistyki. W wieku 60 lat, również jako czynny oficer.
Po każdym takim odejściu pojawiają się kondolencje i hołdy. Nie pojawia się natomiast pytanie systemowe: jaki jest stan zdrowia kadry dowódczej i szeregowych żołnierzy w armii rosnącej najszybciej od trzech dekad?
Z Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych wydano w 2025 roku 51,4 mld zł. Kupujemy okręty podwodne, F-35, Apache, Borsuki, systemy Wisła i HOMAR. Cel: 500 tysięcy żołnierzy do 2039 roku.
Sprzęt kupić można. Raport o zdrowiu ludzi, którzy mają go obsługiwać – najwyraźniej nie.
Minister zapowiedział dokument, który miał odpowiedzieć na pytanie „gdzie jesteśmy i co trzeba zmienić". Pytanie nie straciło aktualności. Odpowiedzi wciąż brak, ale nekrologi na harmonogram publikacji nie czekają.
Polityczna gra o wpływy
Skoro własne podwórko wymaga pilnej interwencji, skąd bierze się ofensywa PSL w obszarze ogólnopolskiej ochrony zdrowia? Odpowiedź wydaje się bardzo prosta. Ludowcy próbują „skonsumować” temat bezpieczeństwa zdrowotnego, budując wizerunek partii kompetentnej i przygotowanej do przejęcia odpowiedzialności za system. Zapowiedzi reaktywacji Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi czy otwieranie kolejnych instytutów to elementy tej samej strategii.
W tle toczy się jednak poważniejsza gra. Zapowiedź wotum nieufności wobec minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy, zaproponowana przez Prawo i Sprawiedliwość, pokazuje ciekawą zbieżność interesów. PSL, odcinając się od problemów obecnego resortu zdrowia, ustawia się jako naturalny sukcesor tej teki w razie rekonstrukcji rządu. A patrząc na sondaże wyborcze, kto wie, czy taka współpraca nie zwiastuje „doklejenia” się PSL-u do PiS-u w nadchodzących wyborach parlamentarnych, lub jakiegoś mariażu np. z wychodzącą z PiS frakcją Mateusza Morawieckiego.
Lokalna koalicja PiS-PSL i wspólne interesy
Polityczne ambicje mają też swój wymiar lokalny. Przykład Puław, gdzie nieformalna koalicja PiS-PSL współrządzi powiatem, pokazuje, jak tarcia na linii resort-szpitale uderzają w pacjentów. Tamtejszy Szpital Powiatowy, jako pierwszy po wprowadzeniu limitów przez NFZ, drastycznie ograniczył przyjęcia, i dał sygnał do ataków na obecne kierownictwo Ministerstwa Zdrowia.
Pytanie czy w tej batalii chodzi o realne skrócenie kolejek do lekarzy, czy o polityczny handel stanowiskami i zabezpieczenie finansowe konkretnych placówek zależnych od PSL, które wymagają politycznego „parasola”? Dopóki wicepremier nie upora się z 40-procentowym deficytem lekarzy we własnym ministerstwie, jego recepty dla całej Polski będą traktowane raczej jako obietnice bez pokrycia, porównywalne do „100 konkretów, na 100 dni” niż profesjonalny plan leczenia.
Czytaj też:
Śmiertelne zagrożenie dla polskich żołnierzy. PiS nie widział problemu przez 8 lat. Nowy rząd przymyka oczyCzytaj też:
Szpieg w MON pracował latami. Były oficer wywiadu: SKW po rządach Macierewicza to była degrengolada
